poniedziałek, 14 kwietnia 2014

technika shibori

Uwielbiam patrzeć na tak pomalowane materiały.


Nie przez przypadek pokazuje odcienie niebiesko-granatowo-białe. Moje ulubione.
Inspiracją była sesja zdjęciowa pokazana na blogu Z potrzeby piękna.

piątek, 11 kwietnia 2014

konkursy tu i tam ...


1. Konkurs u Scraperki.


2. Konkurs u Cottoni.
 

piątek, 28 marca 2014

marzenie

Kiedyś będę mieć taką małą przytulną restauracyjkę.


środa, 26 marca 2014

pompony

Wkrótce Komunia Leny i tak sobie powoli planuję wszystko. Oprócz kwestii oczywistych, związanych z wiarą i godnym przygotowaniem się do tego ważnego momentu, są też inne, mniej ważne - ale istotne. Organizacja.

Wymyśliłam sobie przyozdobić pomieszczenie w którym przyjmiemy gości - pomponami:)


PS
Lena dziś wspominała o tym, że w tym roku trzeba zrobić ładne pisanki, a mnie się zamarzyło coś innego:

poniedziałek, 24 marca 2014

szarości


Mam ochotę na "zimę skalistą" Nobilesu nr 43 w dużym pokoju. Tym samym pożegnam się z pięcioletnim związkiem bordo/cafe latte.
Myslę!

piątek, 21 marca 2014

poszukiwania

1. Na pierwszy rzut trwają moje poszukiwania szklanego pojemnika, poziomowego, chciałabym mieć pod ręką wszystkie pestki i orzechy. 
Znalazłam coś takiego:
źródło: sklep BelleMaison
Ale nie podobają mi się te napisy, wolałabym bez. Po drugie zależy mi na węższym i zgrabniejszym.

2. Zygzak. Tak, opanowała mnie chęć posiadania czegoś w zygzaki, najlepiej szaro-białe, bo szary też mnie opanował, a zaczęło się niewinnie od przypadkowo zakupionego szarego fotela.

źródło: Tysiąc powodów

Zakupiłam metr materiału chevron zygzak szary (100% bawełny) w sklepie Drecotton.
I nadal poszukuję szarości.

3.
Rozważam po pomalowaniu ścian, taką naklejkę ze sklepu Oklejgo.

środa, 12 marca 2014

na wesele

taka?
a może ta?
a ta?
no i taka:
 

czwartek, 13 lutego 2014

po latach...

Zamkną mi ten blog.
I będzie żal.
Pora odświeżyć stare mury:)


środa, 3 października 2012

jesiennie

Jesień musi być zdrowa silna i pożywna, czas zaczą zawiązywać sadełko przed zimą!

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Letni Projekt V&L (1/5



Czwartek 02.08.2012
wsch. słońca 4:50 zach. 20:25
215 dzień roku :)
„Miłość jest radością świata, słońcem życia, wesołą melodią na pustyni” (B. Prus)

Dość wczesny poranek, jak na wakacje - dość wczesny. Lena jeszcze słodko śpi w naszej sypialni, więc wykorzystując ciszę, śniadanie (wiadomo płatki, otręby, maliny, jagody, jogo, syrop z agawy, chleb janosikowy); sukienka; makijaż; niebieski tusz do rzęs (tylko latem). Lena wstaje godzinę później więc kawa już nie samotnica, suplementy diety i inne takie: Broncho-Vaxom i Cleratine na odporność dla Len, Wiesiołek dwuletni (tak, to z czeskiej apteki - pupalka dvouleta) + vit.E + Amertil dla mnie. I jedziemy do Tygla Rozmaitości na zajęcia artystyczne u p. Julii. Dziś Lena ma też koleżanki i będą malowały dla siebie kubki. Ostatnio była biżuteria i decoupage. Mam niecałe dwie godzinki dla siebie więc śmigam po dwa kilogramy ogórków i kupując sobie kawkę, zasiadam wygodnie przy stoliku w cieniu; rozkoszując się ciszą, latem, słońcem i świętym spokojem. Chwilę to trwa, no może dwie:) Potem kilka telefonów, w tym jeden do Ćmy, która ze swoim M. baluje w Kostrzynie; plan dwóch konspektów; lektura „Tak sobie myślę” p. Jerzego Stuhra, przy której mam mokre oczy, raz od śmiechu raz ze wzruszenia. Cudowność!!! W okolicach południa odbieram przeszczęśliwą Lenę z warsztatów i śmigamy na pomidorówkę do ulubionej knajpki. Potem dom. Lena oddaje się zabawie z lalkami a mnie została kuchnia – myje ogórki upycham je w słoju, dorzucam wiadomo – czosnek, gorczycę, liście wiśni, korzeń chrzanu. Uwijając się pomiędzy łazienką (pranie), Leną (mama pić i jeść) gotuję na parze bułki drożdżowe (kluski na parze po naszemu), szykuję kanapki na kolację oraz sobie sałatkę (buraczki upieczone w piekarniku, ser feta, sól i pieprz ocet balsamiczny + rzecz jasna, pomidory i ogórki). Lena je obiad, w międzyczasie wpada JK, buzi buzi i każde w swoją stronę. My na basen fabryczny. Boska woda, słońce, lekki powiew wiatru. Cisza. Wiry wodne, kremy z faktorem (of course p. Kosmotolog). O 16tej zostawiamy nasze kąpielisko i śmigamy na konie. Dziś upał ale Szajbus chętny do jazdy, jak zawsze. Lena decyduje się na stęp i ćwiczenia rozciągające. Po jeździe obowiązkowe lody krówkowe Zielonej Budki i z powrotem na działkę. Przed 19tą jeszcze plusk do wody i prysznic dziadkowy. Po lekkiej kolacji (z takiej „śniadaniówki”) wracamy ok 21ej do domu. Lena zasypia w połowie czytania „Basi i przedszkole”.
Tak sobie myślę, motto dzisiejszego dnia z mojego kalendarza było trafione w 100%. Codziennie od nowa na kolanach powinnam dziękować, za to co mam. Niby trywialne, proste, oczywiste, a jednak magiczne chwile z miłością mojego życia.
_____
*(letni projekt reportażowy dzień po dniu by stula & len)





Zapraszamy do Tygla (skąd pochodzi ostatnie zdjęcie)


POZOSTAŁE DNI Z REPORTAŻU:) NA STULA.BLOG.PL/
ZAPRASZAM!!!!!