piątek, 26 września 2003

...

karol prosi żebym koniecznie opisała dokładnie co robię teraz
to słucham sobie Trójki w wełnianych skarpetach – jak zwykle w piątek – otworzyłam drugą butelkę egri bikawer - trochę ze złości (jak zwykle rodzicielka) trochę z samotności trochę z radości i miłości do wszystkiego co mnie otacza muzyka świece zapach drzewa sandałowego gitara wygrany mecz siatkówki Mistrza (jak zwykle rodzinnie siatkówka nam idzie) sms`ów z wojtkiem jackiem dorotą anetą i agunią ... perspektywa jutrzejszego krakowa – to wszystko ... a zdjęcia oglądam z Bieszczad i płaczę nad nimi takie cudne i próbuję pozbierać się do kupy i wsłuchać się w Czyżykiewicza – taki mały paradoks zasłuchałam się dziś na rynku krakowskim (sam wiesz) a obok panienki w moim wieku że szkoda że z kimś tam nie spały – to ja się pytam o co w tym pieprzonym świecie chodzi bo ja tu rozanielona przy romantycznym Czyżykiewiczu a obok inny świat – tak koniecznie przespać się bo fajny był... ncm...

miała być zgrabna notatka o:
dniach ostatnich o Krakowie Alchemii o Bieszczadach o chmurkach autobusowych nad nami o kubkach kawy papierosach o piwach i okropnej żubrówce o ciepłych promieniach słonecznych o przecudownych barwach złotej jesieni Bieszczadu o spełnionych zachciankach kulinarnych o najpiękniejszych gwiazdach i niebie na odcinku Baza – dom o drugiej w nocy (jakoś mały wóz się schował plejadki były za to przednie) i że my nie stwarzamy sobie problemów i że my nie z tych co plackiem leżą ( a że pewnych zachowań nie tolerujemy to niech sobie pewien jegomość etykietę zmieni) o tym że bolące stopy i zestaw trauman & daktarin jak do rany przyłóż i o minionych wspomnieniach wrześniowych które bolą coraz mniej inaczej i o tym że sentymenty odeszły na inny tor i że trzeba być tu i teraz o grze w karty (sic!) o zaczytaniu się w Remarque o rozmowach balkonikowych (dzięki po stokroć) i o dystansie (powiedz mi jak można nauczyć się dystansu do tego co powinno dawać szczęście?) o odpoczynku psychicznym który chyba nigdy nie nadejdzie o chodzeniu po górach w sandałach o trzy numery za dużych o krótkich filmach grając drobne epizody typu „powitajmy maleńkiego” o zaskakującym telefonie pod Bukowym Berdem (kochana aneczka) o ośle niedopieczonych pstrągach i zaśmierdolonej jajecznicy i wetlińskiej zabawie

notatka miała być a i owszem o miłości

tymczasem jestem zbyt pijana żeby to wszystko pięknie opisać a wszystko zawarte jest w słowach Czyżykiewicza (dostaję czasem różne prezenty – muzyczno książkowe od karola - to jeden z tych niedocenionych) „Tańcz! – Parlando”


Konsekwencje mojego trybu życia –
gdzie są dzisiaj Emma Cindy Rebecka (takie imiona przybierały)
i więcej nie wiedziałem nic, No – istny kicz.
Witch była wśród nich najlepsza – co za szczęście, bezpieczna miłość z panienką zawsze gotową pod rękę: po prostu płacisz i masz w wykwintnym rynsztunku, w najlepszym gatunku pośladki, piersi, twarz – tańcz!

Mijały sobie kiedyś błogie dni, sobota za sobotą i wciąż nie wiedziałeś czyją jest robotą
strach przed kobietami i pieniędzmi (twój podręcznik)
zawsze odpowiedź miał gotową – cóż słowo, słowa
tak jak nic potrafią stać się tortury kaligrafią:
na szczęście inni martwią się już o to,
a twoją cnotą jest niemiłosiernie męski blask – tańcz!

Ciągle do ciebie piszę listy, choć ty na sposób oczywisty
wyrosłaś z tego, co już było – miłość nietrwała jest, jak mawiał
jeden z tych, co skradł twe ciało wtedy, gdy byłaś jeszcze małą
dziewczynką z zapałkami, gotową oddać się za Chanel 5
czy coś z tych rzeczy (słusznie zaprzeczysz); dziś mnie niezmiernie cieszy fakt, że wciąż odmawiasz nam spotkania, że się tak wzbraniasz uznania jestem pełen dla ciebie (zresztą sam już nie wiem). cóż, w doli swej nie jestem sam – tańcz!

(...)

Nieraz bezczynnie w parku siedzę, staram się sobie odpowiedzieć jakie motywy miałeś Jezu, żeby tak skończyć, wszak w pacierzu
owoc żywota pochwalony; chociaż bez żony, dzieci, trwałych środków żyłeś, wyrzec się ciała, na śmierć skazać w konszachcie z Ojcem swoim, (Boże!) to przecież gorzej być nie może po takiej pięknej życia drodze. Tak się ustala każdą skalę, ludzkie cierpienie zna swą miarę. (...)

Zżyma się często (też mi męstwo) jeden z drugim
na tę epokę, powiedzcie jak jej dosyć można mieć,
gdzie spojrzeć krew i klęski żywiołowe (ciekawe co dziś, klecho, powiesz)
i wszędzie śmierć zagląda w oczy,
no żeby tak psioczyć, tak wybrzydzać, przecież to wszystko palce lizać, zwłaszcza wieczorem przed telewizorem.

Na wytartych schodach, pod niebem starym jak słońce
stoję – popołudnie gorące pulsuje;
tak się zaczyna każda misja,
znaleźć po swojemu fragment świata, zbratać się z nim (tak czyń)
i nie żałować serca, słowa mądrego,
dobrego słowa, po drogach wędrować,
zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas.
Tańcz!

środa, 17 września 2003

...

ostatecznie zamiast wysypiać się maksymalnie żal mi każdej minuty ale od teraz

ludzie
doskonali
milczeć
nic od was nie chcę
życie jest gdzie indziej
kiedyś wieczorem
niepokoje
kolekcja wspomnień
teraz
haust spokoju
zdrowy sen
niedbale
nieskończonym błędom
i kondycji ludzkiej
tylko
nad ranem
moja
prowincjonalna
nadzieja
tęskni
dyskretnie
za aniołem stróżem
POSTSCRIPTUM
plany gotowe
nogi lekkie
leciutkie

wtorek, 16 września 2003

"zwiedzanie" miast ościennych z rodzicielką to cudna rzecz w ramach spokoju wewnętrznego nie doszło do żadnej ostrej wymiany zdań nawet
mając dość pojazdu a za to wielkiej ochoty na złoty napój wybrałam się komunikacją do miasta R. taki mały śmiech na sali bo o danej porze nie kursowało nic (ktoś zapyta na jakiej wsi mieszkam to sobie wypraszam) w ramach luzu urlopowego przeczekałam na ławeczce czytając kniżkę odpowiednią ilość czasu i pociągiem dotarłam ufff na "Pineiro" oczywiście z odpowiednim nastawieniem i w ogóle i ... nie dane mi było! dystrybutor nie dosłał filmu i w tym momencie dziękuję artyście G. który poratował piweńkiem a Coppola dopadł mnie ponownie w obrazie "Cotton Club" z 1984r. Truckin, Creole Love Call, Copper Colored Gal - jeśli wiadomo o co chodzi? i ten młody R. Gere

w ramach luzu urlopowego dostałam z Zielonej Wyspy najprawdziwszy w świecie opierdol na ośmiu stronach A4 i dobrze mi tak! i zbieram się ! może w końcu zmądrzeję!

to znikam sobie na jakiś czas i dziekuję za wypowiedź

poniedziałek, 15 września 2003

...

trzymam się cholernie i jest dobrze słońce służy i nagrzewa jeszcze ile może wiernie jakby sierpień nie kończył się nigdy piątkowy podwyższony do granic możliwości stan tolerancji i w sumie siedem zielonych puszek i czarna muzyka i taniec dziwny i wcale tak bardzo nie zawyżałyśmy średniej wiekowej tylko pytanie zapłakane nad ranem co ja tu właściwie robię? za to sobotni koncert Raz Dwa Trzy to generalnie magiczna prostota muzyki w której ugrzęzłam od lipca i wyjść nie mogę ostatecznie powrót do korzeni i rozmowy do rana w obcej knajpie ale za to z ziomkami żorskimi i zważywszy na to że to trzecia pod rząd noc niedospana wygrzewanie się w niedzielno-porannym słońcu z pozytywną energią i cudownym podnieceniem dobrego koncertu i piejący kogut trochę zimno w stopy ale nagrzane ramiona i ten kogut ponownie a przecież wstałam tak? no tak wstałam i celebracja każdej minuty a cała reszta jest nieważna bo właściwie gdyby nie złe chwile nie wiedziałabym że żyłam kiedyś i te marzenia co zostaną w innych planetach w obcych poetach w pieśniach z gitarą

za całe dwa zł kupiłam tom wierszy Broniewskiego

czuję że nie muszę nic absolutnie nic

znikam na „Pineiro” Ichoso




„jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
to co było jest spełnione
błądzę tylko w jedną stronę więc
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli coś się dzieje wokół
wchodzę w środek krok po kroku
bo
to co w ruchu daje wiele
daje szansę i nadzieję to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli dzieje się cokolwiek
co wskazuje że jest dobrze to
gdybym nagle stracił wiarę
to co było będzie dalej to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
gdybym nagle przestał marzyć
że coś może się przydarzyć to
teraz już wiem
po prostu wiem
że odchodzę i nie muszę
wiedzieć dokąd bo nie wrócę już
nie wrócę już"

piątek, 12 września 2003

bez tytułu bo ni cierpię go wymyślać


to że niby trochę wolności (czyt. urlop)

w ciągu ostatnich dwóch dni pozałatwiałam więcej spraw niż to możliwe - takie przeciągane, że aż wstyd

nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu

hasło Tomasza na pożegnanie:
"czuję sie jakbyśmy tu dziś ze trzy dni siedzieli jedźmy już"

tak tak jedziemy z drakulami za chwil parę potańczyć - jeśli się uda - uda to muszę jeszcze wcisnąć w dżinsy Ćmy

krystynka fighterowa

walecznie nakrywam mocną maskę
powtarzając mantrycznie że będzie charaszo
drobiazgi spisuję na kartce
czterdzieści osiem nowych zdjęć
edward uśmiechający się zza roga
kolejne piwo za zdrowie przyjaciół gdziekolwiek są teraz w świecie

nie muszę nic nie muszę nic

wolnym jest się dopiero wtedy
kiedy już nie ma po co żyć

to zaczynamy żyć ?!
I`m still alive
a poza tym
Sometimes I know
rise
fall
don`t
cringe
live
walk
kneel
speak of nothing at all
Sometimes I reach to myself...
(z jakiej to pieśni?)

czwartek, 11 września 2003

rocznicowo

gesty porozrzucane trzymam się jeszcze skupiam się jak mogę czuję że wychodzi mi uważność jest coraz lepiej choć smutno dziś rocznicowo - na wesoło u Niusiów - na smutno u EM i płacz M i ... jak ja nie chcę pisać o smutnych rzeczach o biegu wydarzeń które bolą! piękne zdjęcia piękny zachód słońca piękne plany


"podczas gdy życie bierze daje i znowu odbiera
my powstajemy z dawania i brania:
coś Niepewnego, Zmiennego, schemat - lecz nasza dusza tak nas stwarza

byśmy przez własne zmiany przebrnęli
prości, bez wątpień, niezłomni stale,
od dnia do nocy, od nocy do dnia pędzeni,
z których bez końca życie powstaje

z naszego życia, krew z naszej krwi
chęć z naszej chęci, ból który znamy,
od którego się nagle odrywamy,
bo nasza dusza raczyła już iść

samotnie naprzód..."



"Zanim się uśmiechnęli, płakali już z radości, nim jeszcze zapłakali radość była już wieczna.

Nie pytaj mnie, jak długo czuli; jak długo ich jeszcze widziano? bo niewidzialne są nie dające się wyrazić niebiosa ponad wewnętrznym pejzażem.

Jeden jest los. Tam ludzie stają się widzialni. Stoją jak wieże . Rozpadłe. Lecz kochankowie wiecznie kroczą ponad własną zagładą; bo z wieczności nie ma żadnego wyjścia, kto odwoła okrzyk radości?"


R.M. Rilke 1923r.

wtorek, 9 września 2003

chcę spać... a poza tym...

Teatr Śląski w związku z przygotowaniami do realizacji projektu na podstawie powieści Irvina Welsha „Trainspotting” w reż. Ratyńskiego ogłosił na dziś casting – dwóch oszołomów ma zdać relację;

cannabis flos

kinezjologia edukacyjna wykorzystuje gesty, które zmuszają obie półkule mózgowe do współpracy; dzięki prostym ruchom człowiek odblokowuje się, znikają jego złe nawyki, otwierają się nowe drogi nerwowe co pozwala na szybszy sposób nauki języków obcych

godnym odnotowania w annałach jest fakt, iż od dziś posiadam takie małe cudo dzięki któremu będę mogła sms`y wysyłać i nareszcie nie będę się zabijać w poszukiwaniu internetu żeby coś ważnego komuś ważnemu wysłać albo odebrać coś ważnego od kogoś najważniejszego

czy whatever

tak to, popsułam się trochę
zestarzałam
ale cieszę się jak dziecko

p.s.
zaczynam dopiero drugą godzinę pracy przede mną osiem i chcę spać

poniedziałek, 8 września 2003

GREEN

o matko mamy niejako małe kino domowe, nie żebym się chwaliła ale to jest po prostu cudne!

mogałbym przytoczyć cały list Agi bo jest tak optymistyczny i szczery i w ogóle to jest po prostu miłe zaskoczenie!

to po całoośmiogodzinnej pracy nawet zjeść nie zdążyłam prawie że podpisałam umowę tadam na coś malutkiego niebieskiego z dzwoneczkami i ... proszę państwa unbelievable!!!

niedziela, 7 września 2003

preteksty

wrzesień to czas wspomnień, najważniejsze wyjazdy były we wrześniu, najgorsze egzaminy były we wrześniu, najważniejsze pogrzeby, generalnie jeden ważny i że tak odrobinę smutno...
piszę spontanicznie, chaotycznie i przepraszam za bałagan myśli

poranna pogoda ucieszyła mnie bardzo, bieganie z samego ranka na Rudach przy takim wrześniowym słońcu to czysta przyjemność i wtedy kochany JK żadne dusiołki nie straszą, do tego „Fighter” i Matchbox20

czytam Stephensa który pisze o swojej siostrze: "moja nauczycielka moja przyjaciółka moja przewodniczka na różnych drogach miłości moja siostra moja własna kochana siostra" czasem żałuję że mam tylko dwie siostry, w ogóle powinno się mieć dużo rodzeństwa

Kraków przełożony na następny weekend cały; z AŁ i EW rozumiemy się bez słów i to cieszy bardzo; wczorajszy dzień spędzony na siatkówce i rozmowach o ‘dobrobycie’ za wielką wodą (o tamtejszej pustce, nicości, pośpiechu, zakłamaniu i chamstwie) IT zdecydowanie woli Holandię gdzie znika już jutro;
rozmowa z AŁ dodała 'spokoju normalności' takie uświadomienie sobie, że jest się kimś zwyczajnym, prostym i że uczucia i rodzina i że spokój wewnętrzny jest najważniejszy – gdziekolwiek go osiągniesz czy tu (w tej pustce i bez perspektyw) czy tam – on jest najważniejszy;

dopijam drugiego drinka czekając na telefon Zielonej i północne „Podwójne życie Weroniki” (mój film nr 1) apropos filmów dni bieżących:
- „this is the end, my only friend the end” Coppola i „Czas apokalipsy” – bez większego sensu a może o sensie oczywistym ale zbiór obrazów, zdjęć, napięć i muzyki sprawił, że jest to jeden z filmów po którym człowiek wychodząc na powietrze po 3,5h obrazu ma tylko ochotę rzec o ja pierdolę, żeby zasnąć w miarę spokojnie konieczne parę łyków i parę zaciągnięć (zamówiłam „Jądro ciemności” Conrada mimo wszystko, próbowałam posłuchać Doorsów ale jeszcze się nie dało)
- „Czas religii” – cóż, to tylko odczucia, pomysł i zdanie włoskiego reżysera, może kryzys wiary dałoby się pokazać w inny sposób, nie wiem; niezła gradka dla tych co nie wierzą w nic;

z nowości muzycznych Seal

ostatnio mam problemy ze skoncentrowaniem się na danej osobie, po prostu nie potrafię słuchać; patrzę i widzę ruszające się wargi natomiast dźwięk i słowa nie docierają, podświadomie modlę się o to żeby rozmówca skończył już bo i tak nie ma to sensu
wiara bierze się ze słuchania; effate – otwórz się; od października zaczynam kurs języka migowego,

temat uważności wysoko postawionej
„lubię gdy do mnie mówisz – czekam – to taka prosta droga do człowieka”

zapytaj czasem o pryncypia i poszukajmy razem odpowiedzi

sen

miałem sen tak dziwny tak dziecięco naiwny trochę jak ja
niby sen a zburzył sens dorosłych prawd już sam nie wiem co mi dał
byłem gdzieś daleko byłem dzieckiem nad rzeką i bałem się wejść,
choć palił się brzeg z chmur spadł na mnie wielki biały ptak i gdzieś porwał w inny świat
jak to jest że tylko tak się śni
moich łez nie może widzieć nikt
gdybym w sercu miasta konał w środku dnia
co byś dla mnie zrobił co dla ciebie ja?

piątek, 5 września 2003

razdwatrzy

„- Masz jakieś oczekiwania wobec życia?

- Jak można oczekiwać czegoś od zjawiska, które się dostaje? I to na krótko? Z którym trzeba się potem rozstać? Życie jest od przeżycia... życia. Najlepiej jak człowiek potrafi. I od dawania życia. Nie można niczego oczekiwać".

(tyle mój ulubiony Adam Nowak)

- pewnie, że „z nadzieją jest bardziej do twarzy...” i, że „ nadzieja to plan”, „i tak warto żyć”, „nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu” )

środa, 3 września 2003

...

...

nie dawaj rad
nie mów – a ja
nie schylaj się po cudze
bo i po co
nie mów za uszami w poprzek
nie noś gniewu dłużej
niż pamięci
nie uciekaj bo pozwalasz się tym gonić
nie myśl co by było gdyby
sprawdź to i mów co jest gdy to JEST a i tak się pomylisz
nie zamykaj spojrzenia na strach
nie znikaj, konsekwencje szlifują
nie obiecuj, nie pal jak się nie zaciągasz
nie pij jak się nie upijasz
nie powtarzaj dowcipów
nie bądź jeden, czuj się jak byś był każdym
mów powoli dokładnie co czujesz
nie bądź zazdrosny, więcej traci ten co zdradza
zresztą przekonasz się jak zdradzisz
bądź sobą
ale to za mało
i tak za mało

- to tak apropos dziwnych oszczerstw oraz zdania, że zbyt krótko żyjemy żeby pić złe wino!

wtorek, 2 września 2003

...i tak warto żyć...

i tak warto żyć tram tada tam tam...

po nocnym dużurku wniosek jeden: nie chwal dnia przed zachodem słońca -
teoretycznie spokojna noc zakończyła się o 5:15 krwią na rękach ...
żyjemy mimo wszystko

sprzątamy dziś ze Stefeczką ogólnie tak na poprawę atmosfery

poniedziałek, 1 września 2003

anorev

dzień dobry w nowym tygodniu miesiącu etc zaczął się prześwietnie po przespanym w 75% weekendzie aż mnie głowa boli od tego snu o snach później bo znowu te same dziwne o górach świnkach i torebkach (Aga & Jacek w rolach głównych - a przeciez Matti już dawno odpadł to niech mi się przynajmniej już nie śni) siedząc trzy godziny u fryzjera posłuchałam zetki i stwierdziłam że trójka gra dokładnie tak samo (boli) a Ewa W. skomplikowała sobie żywot i chce pogadać w tym tygodniu i że do Krakowa mam przyjechać (???) ale że nasza effka!? Krakusy bardzo chętni na Bieszczady i chcieliby już ale kierownik jeszcze gdzieś tam ... (no ładne mi gdzieś tam: Placebo i Słowenia)to my zaczekamy zaczekamy i pojedziemy razem chyba że ktoś ma inny pomysł?

z różności wyczytanych:
"aby duch domu chciał w nim zamieszkać potrzebne są czas i uwaga ofiarowane domowi wtedy dopiero dom staje się domem w przeciwnym razie zamienia się nieuchronnie w zaniedbany hotel i kiepską jadłodajnię"

- to zastanawiam się czy nadal trwać w tym domu w którym tkwię bo jest boski czy zacząć tworzyć coś na wzór wyłącznie swojego?