wtorek, 30 grudnia 2003

.

chce mi się czasem stąd uciec gdzieś zaszyć w cichym i bezpiecznym miejscu odnaleźć siebie i to co ważne
śniło mi się wielkie truskawkowe pole i stado karaluchów pędzących w naszym nowym mieszkaniu potem wybierałyśmy z Zieloną wódkę na giga-powitanie i kąpałyśmy się nago w jeziorze a obok te pole i droga ku dobremu

i jakby tak podsumować ten rok że niby lwa i słońca to powinnam teoretycznie nic tylko szczytować co oczywiście nie miało miejsca nie wiem czy z głupoty czy ze strachu własnego bo styczeń przeleciał wesoło i zbyt szybko by cokolwiek powiedzieć luty był krótki i intensywny marzec taka mała melancholia kwiecień maksymalne powitanie wiosny w moim życiu maj wiadomo upłynął bardziej niż zwykle na czekaniu czerwiec lipiec jakby nie patrzeć zakończenie szkoły i teoretycznie stan zabawy zakończony sierpniowo – wrześniowym dołem emocjonalno-cielesno-fizycznym październik i listopad to zbieranie siebie do kupy układanie nazywanie dopasowywanie tworzenie nowej-starej ja no i ten grudzień szkielet postawiony dość sensownie takie oczyszczenie pola ale nie tego z truskawkami i idzie ku dobremu

poniedziałek, 29 grudnia 2003

po dyżurnie

przyszedł taki jeden nad ranem i że niby głodny (podjechał golfem)
nie znam się ale co to za styl znaczy się spodnie z lampasami skóra i szalik górnika zabrze?
kiedyś bywało wszystko bardziej proste i jednoznaczne!

niedziela, 28 grudnia 2003

...

i nie ukrywam że był to czas z tej serii do której wracasz żeby zaciągnąć pozytywną i magiczną energię do dalszego funkcjonowania
cztery dni pomieszania uczuć emocji życzeń spotkań muzyki muzyki muzyki... skrzypce majki przebiły wszystko co możliwe i skrzypce w run away i w aich i wszystko inne też, rzucam hasła bo nie sposób tego ogarnąć inaczej, gdyby ktoś chciał pooglądać zdjęcia z afryki naszego grzesia to bardzo proszę i gdyby ktoś zechciał pojechać do tajlandii z michem i bartkiem też szukają chętnych z ogłoszeń różnych dodam że kalendarz pirelli`ego można podziwiać u karola na poddaszu a najlepsze krewetki w sosie pietruszkowym zjeść u babci Marty wcześniej zabrać ze sobą tylko dobre otwarte wnętrze samego siebie, kulinarnie wysiadłam gdzieś w połowie drogi marudząc że Zielona Ukochana ma ciasto z kasztanami a my nie ale że jest z nami - przypominać wcale nie musiałam! zasłuchana w nichjestem i zapatrzona i są jak nadzieja radosna – prezent trafiony jak nigdy bo o chopinie piotra anderszewskiego nie wspominam a polecam od zaraz! no i ten głos barytonowy czyżykiewicza który nawet gdyby głupoty gadał można by słuchać i słuchać i ... ale że mówi pięknie o pięknie słowa to miło tym bardziej, i tylko rodzicielka wkurzona atmosferą przedświąteczną bo wygląda to mniej więcej Bóg się rodzi – kup kawę Moc truchleje – wypij coca-colę Pan Niebiosów obnażony – i tobie potrzebna jest nowa kurtka na zimę – jak jakiś atak klonów durnych niby mikołajów! bo w sumie to trzeba umieć się wyciszyć – cisza taka ze słychać szum skrzydeł ponad nami anioły nad kanoniczną latają stadami!
jak zwykle magia radia wzięła górę i w sumie nikt chyba nie powstydził się łez spływających po policzkach ani karol na poddaszu przy koniaku marzący ani droga kasia bo wystarczy posłuchać jak mówi o muzyce ani domini przy rumie z colą ani eva w nowym domu przy kominku z dzieciakami i mów co chcesz ale unosi się coś magicznego w powietrzu coś co łączy postacie jak w zimowej bajce to coś zbyt silne by mogło być nie wyczuwalne by mogło dzielić
a tori? no co mogła opowiadać, że w muzyce jest coś co przenika ten mur który budujemy te legendy które tworzymy że alchemia muzyki pozwala jej przeniknąć w całe to wnętrze – kompletnie zmienia świat twój świat; mamy tak wiele pytań a tak mało odpowiedzi ale czy to źle mieć wiele pytań? jeśli pozwolisz dojść do głosu śmierci obdzierasz świat z przyzwoitości; przyszła kiedyś śmierć i powiedziała: czas kochać! a miłość to ogrzanie stóp przy kominku choć czasem jest powątpiewaniem we własne przekonania; muzyka to pierwszy język jakiego się nauczyła.

to już więcej nie dopisuję bo spieprzę całą notkę

i tak wiele się stało i nie stało się nic życie to krótki sen


p.s.
z rozmowy z Zieloną zakończonej przed minutą wywnioskowałam jedno drżyjta wszyscy słabeusze taram tatam taramdtamatam ihhaaaa.....!

piątek, 26 grudnia 2003

Bones of love

She’s sipping a cappuccino
Like a cat sipping out of a bowl
He’s black espresso
To start his heart from going cold

He’s thinking ‘cognac’
But afraid his hands might shake
She’s checking her make-up
Her smile’s giving nothing away

You better kill me before I kill you
You look good in black
Who’ll pay the bill and keep on walking
Will get a hole in their back

Two faded tourists
Their visas have long expired
Two forgotten journalists
Whose headlines have retired

What’s that in his pocket?
They aint Chinese banknotes
What’s that in her handbag?
That’s no bar of gold.

Two suntanned lovers
Love didn’t die, it just went dry
Fading into the sunset
Those bones of love passing by

wtorek, 23 grudnia 2003

...

i że niby już ten czas i orzechy obrane stroiki ustrojone wysprzątane w mieszkaniu i w środku raczej już też kardamon kawa cynamon biała sophia ryby prezenty byłam tu i byłam tam i z tymi płakałam a z innymi piłam i życzenia składałam nie wspominając o wspólnym wsłuchiwaniu się w muzykę thanks karol very much nie mówiąc już o tych kręglach i te koszulki to obowiązkowe no i te odpowiednie obuwie żeby większy ubaw był co nie? i te pyszczki takie uśmiechnięte wesolutkie jakby czas na moment się zatrzymał o matko co ja mówię te skarby nasze jedyne pyzate i nie skończymy na tym o nie byle sił wystarczyło i wiary i ciepluchne niech będą te święta
bo jeśli choć chwil parę będzie DOBRYCH to wiedz że WARTO bo przecież nie po darmo ktoś tam dawno dla nas się rodził bez względu jakie masz do tego nastawienie!

prawdziwa miłość przychodzi w ciszy i bez aplauzu pamiętaj

sobota, 20 grudnia 2003

...

i że niby miała być ta cisza a skąd głupoty jakieś ceregiele bo ja N I E P O T R A F I Ę ! sheryl allanis ed ed2 phil erica sinead do tego ta herbata jaśminowa i full wypas kulinarny i ta atmosfera moi mili ta atmosfera nad ranem odrobina alku w głowie pulsuje i jestem całkowicie sobą od początku do końca i nie potrafię opisać tego co czuję przy... kapiące łzy kameralnego grona ludzi o wspólnym – niczym jeszcze nie zbabranym celu i szczerość która bombarduje tysiąc cudownych emocji i pozytywnych wibracji gdzieś tutaj w głębi i fakt że napawa to ciepłem i radością mimo wszystko mimo obłudy i brzydoty tego świata
gdzieś w dali pali się maleńkie światło

nadziei

(i wiem że warto)



i ten żywy iglak co pachnie nawet i niebieskie światełka i zapach ciastek i wojtkowy but-mikołajowy na drzwiach i choinka-nizapominajka i ... łza się w oku kręci

czwartek, 18 grudnia 2003

sade-every word

że jest do dupy już komuś dziś mówiłam i że dziękuję za telefony teraz właśnie mówię sorry że dłużej nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu i najchętniej to bym głową w mur przypieprzyła tyle tylko że to nic mi nie da jedyna radość to malec wracający do zdrowia i być może na święta będzie z nami w domu! bo te wyniki badań Mistrza wcale nie wesołe bo Marcin jeszcze w czwartek uśmiechał się że będzie dobrze a teraz Go po prostu nie ma i kurwa szlag by to wszystko trafił i ten dupek wyjeżdża mi że ironiczna jestem daremna nie znająca życia free lady no weź ale jak do tej pory nikt nie próbował na mnie w ten sposób podnosić głosu a co dopiero ręki

i wolę już o tym nie myśleć tyle że się nie da

to się tak ładnie nazywa okres przedświąteczny

wtorek, 16 grudnia 2003

tak na szybko

a dobry wieczór proszę pani i dziękuję za nocno-poranne życzenia „dnia zwykłych cudów” dawno nie otrzymałam takiego mail`a a z tymi chórkami to może kiedyś coś znajdziemy kto wie?

a najważniejsze to to że nie wiem skąd ale bierze mi się wewnętrzny spokój i to że Siasiowi jest dobrze z nami (taka mała sensacja co?!) i to że Kubek ma rodzinę zastępczą i to że rozmawiam ale rozmawiam a nie wysłuchuję z pewną ważną osobą i jest zupełnie inaczej niż do tej pory i że wszystko jakoś się układa te wigilijki opłatki spotkania wczoraj dziś jutro – wszystko dziwnym trafem układa się i współgra – choć bałam się bo po inne lata był to jeden wielki zapieprz a tu mam nawet czas zatrzymać się nad sobą i nie wygląda to zbyt mądrze ale... czasem uderzam w nie ten ton co trzeba czasem wychodzę za wcześnie wciąż za mało mówię czasem... ej jest tyle kobiet które nie myślą i jak im dobrze! (apropos – zajebisty jogging przedpołudniowy w pidżamach w stronę słońca)

tak sobie myślę stworzyć nastrój i utrzymać go do końca to byłaby rzecz ważna ale ostatecznie nie wejdę komuś do środka bo w zasadzie po co?
i właściwie skąd mi się to poukładanie bierze to nie wiem a jednemu panu to przytoczę słowa: „więc drób swój szczep i szczep swój drób, i szczep swój szczep, i drób swój drób, i w ogóle co chcesz, to sobie rób” a ja i tak będę cię kochać

zapomniałam że wczoraj szukałam pana Henia – to taki tatuś zapomniał o dziecku – ostatecznie siedziałam godzinę w tym barze i pertraktowałam bo Henio to fajny chłop i nawet obiecał że do świąt nie wypije ani kropli w co oczywiście że nie wierzę

- viola a ty masz swojego anioła?
- no mam
- a kto ci umarł?
- ???
- bo anioły to zmarli którzy nas pilnują!
- ???
- no i ja nie mam swojego anioła bo mi jeszcze nikt nie umarł!
(Agata lat 8)
normalnie uwielbiam takie rozmowy


a Ed jak zwykle szaleje

poniedziałek, 15 grudnia 2003

I Am Mine

the selfish, they're all standing in line
faithing and hoping to buy themselves time
me, i figure, as each breath goes by
i only own my mind
the north is to south what the clock is to time
there's east and there's west and there's everywhere life
i know i was born and i know that i'll die
the in-between is mine
i am mine
and the feeling, it gets left behind
oh the innocence lost at one time
significant behind the eyes
there's no need to hide
we're safe tonight
the ocean is full cuz everyone's crying
the full moon is looking for friends at high tide
the sorrow grows bigger when the sorrow's denied
i only know my mind
i am mine
and the meaning, it gets left behind
oh the innocence lost at one time
significant behind the eyes
there's no need to hide
we're safe tonight
and the feelings, they get left behind
oh the innocence broken with lies
significance between the lines
we may need to hide...
and the meanings, they get left behind
oh the innocence lost at one time
we're all different behind the eyes
there's no need to hide

środa, 10 grudnia 2003

TROY out: may 2004

The plot Based on Homer`s epic poem, The Iliad, it`s the tale of Paris, Prince of Troy, and his love for Helen, Queen of Sparta (`the face that launched a thousand ships`) that led to a bloody war lasting 10 years.
The hype The famous names in the cast are enough to get tongues wagging.
Eye candy? Where to start? Brad Pitt who plays Achilles, Orlando Bloom, Eric Bana and Sean Bean!
Most dramatic moment The famous Trojan horse scene – beware Greeks bearing gifts.
What`s the damage? Astronomical. A plan for a cheap shoot in Morocco was scuppered by terrorism. And all that armour must have set them back a bit.
Hit or turkey? It`s one of the best stories ever told, but Hollywood has from for wrecking classics.
Oscar potential? Would be nice to see Brad being taken seriously, but seems unlikely, However, Best Picture is a big possibility.

mówie wam w tym maju to trzy razy pójde na to bo raz dla Pitta drugi dla Bana a trzeci dla Blooma i posikana już jestem a i z Agą umówione jesteśmy do Zabrza najlepiej żeby o różnych porach leciało na przykład w ten sam wieczór

i pisze o głupotach bo weź za dużo tej powagi za dużo

- ej to gdzie ty teraz jesteś?
- ej no gdzie w pracy!
- a faktycznie dzwonie do pracy!

ps.
dzięki wszystkim za ostatnie mail`e bardzo dzięki!!!

wtorek, 9 grudnia 2003

lost property

tak odnośnie tego jakby ktoś znalazł te pare stówek które wyparowały w kosmos i wcale nie jestem wkurwiona no weź no pewnie że grudzień który mimo wszystko jest do dupy bo zawsze mam śmiech i płacz na wierzchu kabli układu nerwowego szkoda że jeszcze nie widać na zewnątrz a może widać tylko tego nie zauważam

grudzień od zawsze miesiącem pomyłek własnych i miesiącem pomieszania z poplątaniem jest

amen

i idę spać bo jutro pewnie jeszcze gorzej a sen pozwala podobno przeorganizować doświadczenia zebrane podczas całego dnia (w moim przypadku w ciągu całych dwóch dni) i poukładać je w całość

poniedziałek, 8 grudnia 2003

życie pachnie jak chleb i góry

pewnie że jest normalnie i tak być powinno zawsze uwielbiam te słowa: „i nie daj mi Boże skosztować tak zwanej życiowej mądrości dopóki życie trwa” nie rozwijam tej myśli bo mi się najzwyczajniej nie chce nie mam powodu żeby komuś tłumaczyć na czym polega moje proste szczęście

przybrałam dziś dwa razy drogi żeby móc słuchać wysłuchać zasłuchać się na śmierć zapearljamować (footsteps – ciary od dołu do góry)

odwiedziłam kogoś dawno zapomnianego że niby całkiem przypadkiem tędy szłam – czasem człowiek robi różne dziwne rzeczy i wychodzi na tym lepiej lub gorzej w sumie to mi się udało chyba oczyściłam całkiem dziwnie pozostałe frędzle goryczy ( a jednak! )

o matko wysłałam menu na Naszą Wigilię do kochanych istot i jeśli mi się nie odezwiecie w komentarzach tej notki w celu pogłaskania po głowie że będzie dobrze (sie dystansu miałam uczyć tylko kurcze nie wychodzi jakoś) to zagryzę (Dirty Frank) i bardzo cieszę się na najbliższy weekend choć ostatnio nieciekawie się zrobiło to choć na chwilę łapmy to co zostało dobrego oki?

bo sobotni wieczór bacówki na Krawców uświadomił mi co znaczy słowo osoba – to tyle co gra słowna: osoba osobny osobno oddzielnie odrębnie odgrodzenie osamotnienie – wychodzi że każdy jest samotny i każdy jest unikatem i cholera tak bardzo mocno brońmy siebie samych walczmy o swoje ja o moje racje o swoją godność i miejsce na ziemi Józef potwierdził pomysły na ochronę samej siebie: nowe a raczej inne znaczenie egoizmu istnieje dobra strona egoizmu i mów co chcesz ale warto mieć w sobie egoizm inaczej cię zadepczą stłamszą i zabiją w tobie to co posiadasz najpiękniejszego – może chodzi mi o duszę? bo ile lat tak naprawdę ma twoja dusza?
wiele prawd oczywistych tych prostych i zwyczajnych wcale nie staroświeckich wcale szkoda że zabrakło mi tam najbliższych z dumą patrzyłyśmy z Iwą na nasze dzieciaki – kurcze oni na serio byli zasłuchani! nie opiszę dźwięków tych do rana – bo nie sposób objąć tego marnymi słowami i smaku ogórkowej też nie i rozmowy o niebie z panem od dużego obiektywu (zdjęcia będą cudne ale to tylko sekundy reszta jest w środku) i obiecanego biletu na Eryke Badu tego 10.12.

i żeby nie było że patetycznie na
POŻEGNANIE
machałam ci ręką a ty nic
machałam długo
długo ci machałam
już teraz nie chce mi się machać

czwartek, 4 grudnia 2003

niekoniecznie logicznie



nie nie przy tobie jak dawniej trwa
śmiertelny ból jest tu gdzie zgroza niewiara twa

i sen twój czujny

już nic nie widzę zasypiam już
w ciszy i w zgrozie znika mi słońce
w załomach wzgórz

ginie mi z oczu umowny kwiat
w chwilnej dolinie gdzie się podziewa
ten cały świat

gdzie z oczu ginie

wtorek, 2 grudnia 2003

mały misz masz myślowy


bo gdyby każdy poranek zacząć od śniadania w towarzystwie tak miłych ludzi to świat osobisty i nie tylko wyglądałby inaczej (może odrobinę przesadziłam i przeraziłam argumentując moją-naszą prośbę ale liczb nie da się oszukać: 110 tyś dzieci osamotnionych) to my nie musimy już martwić się o jedzonko i choinkę i prezenty!

i skubaliśmy śmieszne anioły a lepienie kolorowych łańcuchów sprawiło że czas przeleciał za szybko
odkryłam czytając Puchatka że to nie jest taka zwykła książka już dawno to odkryłam ale teraz to wiem już na pewno bo popatrz:
„ - Tygrys też ma rację – powiedział Prosiaczek sennie.
- Pewnie, że ma – powiedział Krzyś.
- Każdy ma zawsze rację – rzekł Puchatek. – Tak mi się zdaje – powiedział – ale nie wiem, czy ja mam rację.
- Pewnie, że masz – odparł Krzyś.”
taki niby krótki dialog takie pare linijek dialogu i nie byłam dobra z filozofii ale wszystko co można powiedzieć o przedmiocie jest zawarte w pojęciu tego przedmiotu pełna wiedza o jakiejś osobie dopiero pozwala nam dowiedzieć się wszystkiego o jej przeszłości teraźniejszości i przyszłości i to chyba Leibniz powiedział że całkowita racja i wiedza należy jedynie do Boga a pewne rodzaje zachowań przynależą do samej istoty danego człowieka – czy jakoś tak – w sumie dopiero jak posłuchasz całej historii danego człowieka możesz zrozumieć jego racje jego zachowania jego postępowanie i że nie ma się prawa oceniać tu i teraz
parę odkryć z tej serii puchatkowej w następnych notatkach


bardzo ucieszyły mnie dziś zakupy z mistrzem takie małe prezenty małe ozdóbki świąteczne chyba nawet za wcześnie poczułam święta co? a w sumie nic nie jest ważniejsze od dzisiejszego dnia żyć chwilą być uważnym świadomie smakować teraźniejszość poradzić sobie dobrze z dniem dzisiejszym

z innej bajki to strasznie podoba mi się to co wyczytałam
„Nasza seksualność jest święta, dlatego dzięki niej możemy osiągnąć duchowe oświecenie, spokój umysłu, szczęście; wyraża miłość, radość i wolność, nie wywołuje wstydu, lęku i zażenowania; nie uzależnia, nie służy do kontroli i manipulacji.”
„Najszczęśliwsze w seksie są te pary, które razem zmywają naczynia. Dobry seks wieczorem zaczyna się od ‘kocham cię’ przy śniadaniu.”
- to w sumie dla przeciw wagi tego o czym rozmawiałam wczoraj bo było strasznie smutne

z muzycznych zagadnień no pewnie że Pearl Jam – niczym najcudowniejsza perełka na ten czas! i Erikah Badu a że odległe dwa światy?

to są plany na dziś okulary i „Nieznośna lekkość bytu” z `88

a i bym zapomniała cytat 5-letniej Tosi: „wole łyse anioły bo te anielskie włosy są jakieś dziwne tak gilgocą i wyłażą i potem na tej choince fuj!” hmm...

poniedziałek, 1 grudnia 2003

dziełdobhry

sie poranek grudniowy zaczął od lampki czerwonego wina a co! i wszystkim dziś kobietom mi bliskim przyjaciółkom tym tutaj i tam życzę spokoju i większej wiary w siebie bo w sumie to rozmyślania skończyły mi się gdzieś o czwartej nad ranem i te trzy listy do poczytania i te sms`y (jak już serce ściska z bólu i w dziwnym rytmie bije kurcze i ta wiadomość nad ranem) i w sumie pare niedopowiedzianych spraw ale pogoda była kochani pogoda! czujesz to te słońce nad Dunajcem i my tylko w polarkach i ta cukiernia - radość dzieci wypuszczopnych z przedszkola na plac zabaw - bo w sumie to wszystko zależy od indywidualnego podejścia do szczęścia własnego nie no stara mamy te przedcudne pierścionki i dobrze jest i mamy w sobie ten spokój który pozwoli nam znosić to czego zmienić nie możemy i odwagę żebyśmy mogły zmieniać to co możemy zmienić i mądrość żebyśmy mogły odróżnić jedno od drugiego

(i nadal twierdzę że rzeczą ważną jest kogo zabiera się w góry)

życie niesie wiele bólu i być może jedyny przed jakim da się uciec to ten który płynie z prób uciekania przed bólem (Laing)


i żeby nie było bo wcale mi nie jest smutno po prostu brak słów i idę do fryzjera bo grudniowy zapieprz dopiero przed nami

czwartek, 27 listopada 2003

bones of love & run away

capuccino
expresso
koniak
make-up
dobry wieczór

no i jak można było spać w taki dzień w tak cudowny dzień?
nad ranem dyskutowaliśmy z malcami o tym że święta i że mikołaj za pasem i że jasełka już ustalone kto kogo gra i wiele pracy przed nami i Paweł:
- ej a ile ty masz lat?
- no wiesz dziewczyn się o wiek nie pyta ale mnie możesz więc 24
spojrzał jakby wilka zobaczył i wycedził:
- no! jezu jak dużo! ja mam 6 ale też będę mieć 24 za rok!
umówiliśmy się że za rok on mi da swoje 6 a ja mu z chęcią oddam moje 24!

nieźle tak od południa szwędać się po domu w pidżamach z kubkiem fuj mleka z miodem i cytryną ale ze niby chora jestem i do tego twardo się trzymam i z perspektywy łóżka to można wiele zobaczyć w wolnych chwilach płyty ponagrywać i męczyć znajomych smsami (i zdziwiona że wszyscy jacyś zajęci?)

„dopiero wtedy gdy wdzięczność wydobędzie się z ram powinności staje się wewnętrzną potrzebą a jednocześnie domaga się wyrażenia”

a jutro to już będzie kraków a po jutrze krościenko a za tydzień beskidy a za dwa te same beskidy a potem to już święta i potem już będzie Aga a potem... ok. wybiegłam gdzieś za daleko

bo czy mi się wydaje ale koło zaczęło się szybciej toczyć i niech tak trwa

hold on to the thread
the currents will shift
guide me towards you
know something`s left
and we`re all allowed to dream
of ten next time we touch

środa, 26 listopada 2003

i nie wiem o co chodzi

ale toczy sie to jakoś dziwnym torem do przodu a w sumie nie wiem do czego doprowadzą takie rozmowy gorączkę mam więc się nie dziw że głupoty piszę i spokój taki dziwny wiesz jakbym w przedsionku nieba była tymon usnął całkiem dzielnie z tym walcząc i powiem ci że kocham wciąż tę samą osobę a cała reszta jest mniej znacząca i zastanawiam się skąd ta pozytywna aura w takim miejscu dla mniej czy bardziej wrażliwych? to też w sumie bez znaczenia bo chodzi o profesjonalną pomoc i głupoty piszę bo czasem przecież chodzi o zwykłe przytulenie a wizje? no dobra powiem ci takie futurystyczne? albo nie no ej pewnie że szczęśliwy dom tu czy tam nie ważne z trójką dzieci nieważne urodzonych czy zaadoptownych i będziemy obrzydliwie bogaci i szczęśliwi i mało tego bo na owo szczęście po prostu będziemy zasługiwali - tylko jak się obudzisz i przeczytasz to

naprawdę sama nie wiem co pisałam powyżej

bo w sumie to nie ma najmniejszego znaczenia

niedziela, 23 listopada 2003

...

generalnie u nas w domu dzieci mogą wszystko tyle że wczoraj Misiek z Łukasiem zrobili sobie skocznię w Nagano i te różowe narty przytachali z dziadkiem z garażu i byli małyszami wcześniej byli reksiami i kto nie uciekł w porę ma cudne sińce na łydkach potem jako gucio i filip musieli słuchać tego co maja powie i czy ktoś może mnie przenieść w tamte czasy?

to nieźle nagrzmociłyśmy się wczoraj z my cousin niedźwiedzią krwią z Bułgarii (ta przynajmniej nie powie że nakłaniam do picia) a te wnioski wcale nie głupie i skoro jeszcze mi świtają to nie było tak źle

w połowie imprezy przyjechała Aneta i ok. umówmy się że wierzę i że nadal ufam że więcej już do tego nie wracajmy bo i po co? a laurki pobiły wszystko i te zielone tło że niby choć trochę zapachniało dolcami

ok. 21:15 na trójkowej „Crazy Mary” się rozpłaszczyłam że na emeryturze to będzie ze mnie taka babcia w ażurowej sukience siedząca na dużej huśtawce w ogrodzie pełnym słoneczników przy swoim wiejskim domku – pisząca w notebooku ciekawe felietoniki do poczytnych gazet i to będzie rok 2035 i będzie bosko!

z innych wniosków bo w sumie zastanawiałyśmy się nad tym czym jest mądrość i wyszło nam że jest to ciągła świadomość tego że: nasze opinie mogą być mylne a rzeczy na które liczymy mogą okazać się niepewne i niestałe! czy jakoś tak
i że dlaczego zawsze zakładamy że to właśnie po naszej stronie jest prawda i że to my ją znamy? dlaczego w sytuacji gdy samych siebie do końca nie rozumiemy gdy wypowiadane słowa są tak dalekie od tego jak istnieją w naszych umysłach na każdym kroku borykając się z brakiem zrozumienia i pewności że osoba z którą dzielimy się myślą odbiera ją dokładnie tak jak my myśl tę chcemy przekazać?

jedziemy z ćmą pochodzić po lesie w ramach dojścia do siebie

środa, 19 listopada 2003

EMR

nic nie jest porównywalne bo kto nie jest z nas zupełnie samotny i co kiedykolwiek można wysłowić nie możemy nic nazwać tylko wolno nam znosić i porozumiewać się że tam jakiś blask a tutaj spojrzenie tak się o nas otarło jad gdyby w tym właśnie żyła ta siła co jest naszym życiem a kto się sprzeciwia ten świata nie dozna kto pojął aż nadto tego Wieczne ominie a jednak czasami wśród nocy doniosłych jesteśmy jakby poza niebezpieczeństwem równymi cząstkami rozdani gwiazdom coś ku nam je nagli
- czasem mam ochotę usiąść pod doniczką i czekać aż mnie przygniecie ale się zwyczajnie nie poddam!

piątek, 14 listopada 2003

psychomity czyli dziś

pożytki ze szkody

autodestrukcja jest zawsze działaniem nieświadomym- nieprawda
ktoś, kto za wszelką cenę chce uniknąć bólu, też sobie szkodzi- prawda
krzywdzą siebie ci, których wcześniej skrzywdzono
- półprawda
podłożem autodestrukcji jest nienawiść do siebie- półprawda
nawet z autodestrukcji może wyniknąć coś dobrego- prawda
każde działanie może obrócić się przeciwko nam, jeśli jest sztywne, bezrefleksyjne, nadmiarowe- szczera prawda

środa, 12 listopada 2003

P.B.

bo musi mnie w końcu dopaść to czego uczę się niby zaskoczona obrotem spraw od pewnego dawnego czasu a mianowicie D Y S T A N S i obiecuję tym którym obiecałam i będę się starać dzielna będę na pewno w cuda raczej trudno uwierzyć ale pomarzyć w końcu mogę co nie? bo życie to w ogóle poważna sprawa i przydałby się remont jakiś bo czuję się ostatnio niepokojąco sensownie lecz niepewnie a te wszystkie niedoskonałości własne? nie szkodzą jeśli ktoś się pomyli to mimo wszystko nabiera wartości przecież

„z zasmarkanym nosem z wierszem ciężkim jak siekiera gdzie się wybierasz? głupie pióra stroszysz a tu płakać przyjdzie nie raz gdzie się wybierasz? za lat siedem osiem zgodzisz na każdy kierat, no czemu nie teraz?”
– założę się, że nikt nie zgadnie któż to śpiewa?

nie da się ukryć że jakiegoś ogólnego optymizmu nabrałam po tym ostatnim wyjeździe

wtorek, 11 listopada 2003

na dłoni

Tak łatwo z rąk wymyka się. Ucieka wciąż, znika
we mgle. A ty chcesz na własność mieć. Chcesz
zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb. Niemożliwe.
Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko
na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się
za nim nie goni. Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
Lecz to nie to, to nie tak.
Ciągle czegoś nam brak do szczęścia, wciąż nam brak,
tak zachłannie brak. Otwórz oczy. Szczęście to ta
chwila co trwa, niepewna swojej urody. To zieleń drzew,
to dzieci śmiech. Słońca zachody i wschody.
Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest już obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu, wśród chmur,
w ciszy traw. Szczęście to przelotny gość, przebłysk
słonecznej pogody. I dużo wie, kto pojął, że szczęście
to garść pełna wody.


(dziękuję bardzo)

czwartek, 6 listopada 2003

ranek

i ON uśmiechnięty raniutko z tym swoim szczęściem całujący w nos życzący udanego dnia i ONA z bułkami i dżemem w siatce tak zwyczajnie nalewająca mleko do kubka z kawą i ONA z moimi sztruksami i pomysłem czysto-porannym na nową glinkową postać i niby chaotyczny porządek z łazienką kuchnią i radiem i REM na dzień dobry i sms Agi że jedyna wolność to zwyciężyć siebie a miłość jest droższa niż życie i... taki zwyczajny poranek zwyczajnych ludzi w najzwyklejszym dniu tygodnia

dzisiaj nie kupisz jutrzejszego szczęścia za wczorajszą cenę

wtorek, 4 listopada 2003

zapisek pokontrolny

od dziś chodzę z dwoma damami zusowskimi na kawę i ponoć fakt że jestem wyszczekana (że niby ja? o matko, przenigdy!) uratował mnie przed poważnymi zaleceniami między-kontrolnymi bo miały boginie pewne wątpliwości delikatnie przypomniałam że jest taka bardzo przyjemna zasada rzymska in dubio pro reo gdzie wszelkie wątpliwości rozstrzygane są na korzyść badanego! opuściły moją fabrykę za porozumieniem stron bez jakichkolwiek zaleceń pokontrolnych nie żebym chodziła z głową w chmurach bo może mi się całkiem w niej powywracać ale to było najgorsze 10 godzin w moim życiu gdzie odniosłam pełen sukces i od dziś chce pracować w kontrolach zusowskich do widzenia
(na wieczornych zajęciach wcale nie błyszczałam wcale)

miałam okazję przejrzeć (serio poważną) strategię zrównoważonego rozwoju miasta na lata 2003-2015 i czytam że moje osiedle to plaga zjawisk patologicznych z przestępczością i samobójstwami na czele i że co z tym zrobić?
o matko
to jako niezrównoważona mówię dobranoc i wracam do szybszego stukania w klawiaturę


Mycha tylko mi nie mów że nie możesz przyjechać!

poniedziałek, 3 listopada 2003

elling jako mój new idol

jeśli maratony filmowe to tylko w takim trójkącie pliz i fenks very macz

i by się wydawało że jeden taki niewinny raniutki telefon i potem głos Eda K. w heaven i to wesolutkie dzieł dobrhy i że życie ma sens i
tylko taką mnie ścieżką poprowadź gdzie śmieją się śmiechy w ciemnościach gdzie muzyka gra i nie daj mi Boże skosztować tak zwanej życiowej mądrości dopóki życie trwa

jasna cholera jaki ja dziś wesoły dzień miałam i to poniedziałek na dodatek

listopad

to chyba trzyma mnie jeszcze magia sobotniego wieczoru i to że ola jeździ nowym jeepem i to że groo będzie miałam maleństwo i to że słońce na niebie i to że dwugodzinna rozmowa z Zieloną była niczym posiedzenie sobie na balkonie przy kawusi i ciastku i ...
wydaje mi się że wszystko idzie ku dobremu że niby mam czasem łzy w oczach to nie zwracaj na to uwagi


przyznać się muszę że właśnie dziś mija 5 lat odkąd dzielnie zaczęłam pracować w sensie że dzielnie raniutko wstaję sobie gdzieś do pracy i nie krzyczę że dziś to mi się nie chce
w listopadzie 1998r. to byłam jeszcze jakaś taka naiwna i że niby świat zmienię w i w ogóle...

niedziela, 2 listopada 2003

1 i 2 listopad 2003

to mimo wszystko najbardziej magiczne dni w roku nigdy tak cudownie czas nie stoi w miejscu jak w te dni
wydaje mi się, że to cudowne towarzystwo które zbiera się tam na górze już szykuje jakąś wielgachną ucztę na powitanie nas wszystkich którzy dopiero pomiędzy jesteśmy

-i ten wczorajszy magiczny czas prawda? –


„pewnego dnia pękło niebo i lunął straszny deszcz (...) podajcie sobie ręce i żyjcie w zgodzie i oczy wasze niech nigdy nie znają łez”
„czy przyjmiesz mnie mój Boże kiedy odejść przyjdzie czas czy podasz mi swą rękę a może będziesz się bał”
R.Riedel


„I can`t see the end of me, my whole expanse I cannot see
Formulate infinity stored deep inside of me”

„all in all is all we all are...”
K.Cobain

Ciechowski, Eva Cassidy, Tomek Beksiński, Wojaczek, Stachura, Okudżawa...

tak zwyczajnie są pomiędzy nami gdzieś tu

piątek, 31 października 2003

31.10.1957r.

to że niby taki najkochańszy mój chłop obchodzi urodziny i jest wesoło! ...i że jest piątek

to że niby pogoda jest cudowna i fajnie mi co nie? ... i że jest piątek

to po paru kawach i redbulu i pizzy z oliwkami nie zasypiam! ... i jest sobie piątek

"a ja nie chciałabym tak po prostu po prostu przeminąć" to apropos święta chwilowego przemijania gdzie wspominam Dziadków, Marka, Ewę i Tomasza B.- taka stała lista

...i że jest piątek!

poniedziałek, 27 października 2003

zima detox garnitur

w ramach detoxu udałam sie wczoraj do świata herbat gdzie zostawiłam nieco peelenów ale te 10 dkg białej z domieszką zielonej madagaskar i zielonej senchy z brzoskwiniami i kardamonem hm... pachnie przepysznie
w ramach rozrzutności - chyba jednak tylko gałek ocznych (wyczytałam że tegoroczne garnitury tylko i wyłącznie w stylu retro) i upatrzyłam sobie ba nawet przymierzyłam taki boski garnitur tatuum gdzie marynarka jedyne 420 a spodnie takie wiesz prześliczne do samej ziemi kosmicznie leżały i te jedyne 320 czyli wyszło mi że to byłaby jedna moja taka goluteńka wypłatka fabryczna po odliczeniu długów spłat i rat tak sobie pomyślałam że cóż no w zasadzie na co mi ten garnitur to poszłam lekko załamana na ten angielski

wieczorem wysłuchałam w trójce o kamilu jakoś smutno co?

niedziela, 26 października 2003

...

kiedy ostatni raz robiłaś/eś coś pierwszy raz?

sunnday

w ramach cudownego rozleniwienia niedzielnego choć za oknem ponuro to tutaj w środku gdzie przykładasz rękę by sprawdzić czy żyjesz całkiem ciepluchno i spokojnie Tosia usnęła przedobiadowo Karla niby czyta opowieść wigilijną w trójce najcudowniejsza audycja tygodnia i joe cocer to zabieramy się za mazurek niby ten wielkanocny to tak żeby sobie troszkę namieszać i żeby nadrobić naszą znajomość kontaktujemy się wirtualnie z irlandią tam też pada ale czujemy siebie i przecież o to właśnie chodzi

(pamiętam jak w prima aprilis 1 kwietnia w drugi dzień Świąt Wielkanocnych jadłyśmy z Agą moczkę z kubków z choinkami bożonarodzeniowymi)

to w ramach przemyśleń niedzielnych:

czasem tak po ludzku
współczujesz nam – Boże
bo nawet Ty nie zawsze
pomóc nam już możesz

nie żebyś boskość
czy moc swoją tracił
lecz zbyt jasno widzisz
że my wciąż mali tacy

chowasz więc nasze sprawy
do bocznej kieszeni
i czasem zapominasz
że my tu na Ziemi

samotni jak gwiazdy
które w ruch puściłeś
lub jak kruche gałęzie
którym wiatr skradł siłę

a Twoje święte nakazy
tak niezwykłe plany
często nam niepojęte
więc jak im sprostamy?

choć Ty najlepiej wiesz
po co zsyłasz burzę
wiesz też kto cierpliwy
a kto już nie zdzierży dłużej

ile jest cierpliwości
w Twej boskiej postawie
czasem tak nam trudno
Ty najlepiej wiesz mój Panie

a świat się kręci
coraz bardziej szalony
jakby wyrwał się nagle
spod wszelkiej kontroli

czwartek, 23 października 2003

brzeg



- jak się macie? – zażartował dyrektor
- świetnie! – zażartowali pracownicy


pływając sobie dzisiaj po pracy zrozumiałam właściwie wszystko właściwie to nawet chyba więcej niż można zrozumieć i to że człowiek samotny i to że jednak wolny i to że zawsze warto i to że taka porażka w sensie rozczarowania ( ja pierdziele jak boli żebyś ty wiedziała droga pani A) to sobie tak pływając dopłynęłam do brzegu i ... jeśli widać drugi brzeg to idiotko jest dobrze no nie

om mani padme hum

właściwie nie wiem po co są takie konferencje ale są i siedziałam nad tym tydzień więc jutro trzymać kciuki

a i szukam kto mi przetłumaczy: dictum sapienti sat est!

środa, 22 października 2003

normalnie

dzień dobry wszystkim tym którym wczoraj mówiłam dobranoc jakoś tak zmieniam komputery i gna mnie na tę stronę nic z tego nie mając bo jakoś nie żebym była jeszcze podniecona faktem który mnie spotkał ale to tak na obudzenie z rana to polecam wszystkim to opowiem od początku bo tak skończyłam pięknie pracę jadę z pracy notabene do pracy w słuchawkach drze się janusz radek w czymś tam aha zapomniałam dodać że jadę swoją ruiną i zapomniałam dodać że wczoraj wieczorkiem uwaliłam do końca lewe lusterko (uprzednio tylko je naruszyłam tak lekutko i to było grubo przed tequilą) no więc jadę i wspominam owocnie przeżytą noc (nie w sensie seksulanym nie) i co widzę radiowóz i machają to jak na blondynkę przystało najpierw pomyślałam że jest noc i nie musze się zatrzymać potem że moje lusterko mam w plecaku a potem że kurna fucka faktycznie jadę dość szybko oki wyhamowałam 200 metrów za panami znaczy się nie wiem ile to jest 200 metrów ale w sensie że daleko to wycofałam (matko potrafiłam wsteczny wrzucić) i otwieram szybkę dzień dobry a pani tak z rana to od kogo ucieka tzn. (drżącym głosem żeby skubany tego lusterka nie zobaczył tzn. jego braku) mówię że z pracy do pracy oki pokazuje dokumenty (nowiutkie nie chwaląc się w sensie że wyrobione niedawno bo stare lekko rozleciały się już dawno) oki to pani wioletto (nie cierpię jak tak do mnie mówią) mąż nie będzie zadowolony (fajnie mieć męża z rocznika 57) odpowiadam że on nigdy nie jest zadowolony to ile jechałam z podwyższonym głosem w końcówce pytanka? było pani wioletto 110! tak, uwielbiam na tym fragmencie 110 (nie powiedziałam tego nie) to patrzę maślanymi oczkami i błagam mimiką twarzy żeby bez jaj żeby odpuścił (w myślach że jak jeszcze te lusterko) oki to pogadaliśmy skąd i dokąd i że ciężkie czasy a pani taka opalona - to podkład Maybelline fresh matte nude 021 odpowiadam (nie wiem po co bo przecież policjant chyba nie zna się na podkładach choć nomen omen mój eks kiedyś znał się doskonale) uff oddano mi te papiery serce nadal w gardle tyko proszę już jechać przepisowo (przepisowo to ja nawet nie wiem ile na tym terenie mogę) i padło kurna te pytanie: a lusterko gdzie podzialiśmy? słodką idiotkę grając nadal odpowiadam że w plecaku i że zaraz mąż to naprawi i że już lepiej jak sobie pojadę i życzę miłego dnia... odjechałam z gulą w gardle w żołądku... i z taką delikatną nutką niesmaku że nie dość że 110 to bez lusterka i sobie pojechałam dalej... wszystkim tym którzy jeżdżą sobie dużo to normalnie zazdroszczę

normalnie siedzę teraz popijając mleko z miodem bo cosik grypowo opowiadam dziewczynom i chyba rzuciłam kij w mrowisko bo każda zaczęła swoją historię z policjantami mało tego graża przyniosła portrety miejscowych gwałcicieli (mąż graży jest policjantem) padł pomysł żeby powiesić na ścianie i w przerwach pogramy sobie w strzałki!

normalnie to uwielbiam piasek pod powiekami po dyżurku i normalnie nie wracam do tego co było wczoraj ... nie napiszę ani słowa

to tym którym mówiłam dobranoc dzień dobry to teraz życzę udanego bardzo dnia
normalnie

wtorek, 21 października 2003

plizzz end plizz end pliz


to więcej już nie przyjmuję oki więcej już mi proszę nie podawać i nie serwować smutnych newsów już nie mam pojemności przyjemności i więcej się nie zmieści nie i koniec - od dziś poprzeczkę egoizmu podnoszę o stopień wyżej żeby nie spaść w głąb

i jest tak cicho i pięknie i delikatna muzyka w tle i Tymek pykający fajkę w brązowym fotelu w ukochanym swetrze pachnący ukochanym Dziadkiem z tą swoją mądrością i dobrocią i delikatny półmrok i odbijające światło monitora i ten niewyobrażalny spokój który może zostać przerwany w każdej chwili że co że mam odczepić wzrok i popatrzeć w niebo zaczekaj jeszcze parę spokojnych i pachnących tą chwilą maili do znajomych jeszcze parę listów do przyjaciół jeszcze...
niczego tak nie potrzebuje jak spokoju tego miejsca
to rozpoczynamy dyżurek tak te nasze nocne polaków rozmowy Tymek kiwa głową że herbata stygnie
dobranoc tym którzy idą spać


na pewno znasz te poranki gdy wszystko co widzisz obietnicą cudu jest poranki gdy czujesz że na obraz boga stworzono cię w przekupach sumień pozbawionych próbujesz dostrzec którąś z boskich cech... jeśli wiesz co chcę powiedzieć...

poniedziałek, 20 października 2003

...

„babe I`m gonna leave you” led zeppelin non stop i jest przynajmniej głośno inaczej! i ta aborcja na życzenie i legalizacja związków homoseksualnych to tak na osłodzenie programu oszczędności Hausnera tak? a może zamydlenie oczu co? i te pieprzone komuchy u Papieża że słodko i ładnie tak? i Mount Blanc maleje? i obalona jedyna OSTOJA życia! powiedz mi jak w ciągu dwóch godzin można przekreślić komuś jedyny wzorzec? powiedz jak można tak cholernie łatwo zranić najukochańszą osobę w świecie? to ja dziękuję państwu bardzo to ja się po prostu nie nadaję do tego wszystkiego! to może były zbyt dobre warunki co? tylko że jestem już dużą dziewczynką i może zbyt wiele a może za mało rozumiem!? i że „wyplułamsiebie” tak bardzo w niedzielnych mailach i że niby łatwiej a wcale nie! i że potracenie z poplątaniem i te granie ról prawda, ta pieprzona szara rzeczywistość która być może jest jedynym sprzymierzeńcem, mam dziś jedynie siłę na mechaniczne pójście do swojego łóżka i chciałabym pospać do wiosny!

niedziela, 19 października 2003

odwaga wiary

kosztuje ale nie można przegrac miłości nie można dać się zniewolić nie mozna dać uwieść się ułudom szczęścia za które trzeba zapłacić zbyt wielką cenę cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia własnego i cudzego

to ci los

taki paradoks losu
mamy tak wiele nie mając zupełnie nic
wydaje nam się że możemy tak wiele
- nie mogąc nic zrobić
będąc tu i tam a tak naprawdę gdzie jest nasze miejsce?
tam skarb gdzie serce twoje
wszystko jest do obgadania wszystko można zgeneralizować uogólnić wywnioskować cacy cacy
tak sobie pożyję dalej
tylko co jeśli los będzie chciał inaczej
pewnie że jeśli nie zaryzykujemy
pewnie
kochamy tych którzy nas nie kochają
nie kochamy którzy może nas
„chodźmy tam szukać swego dnia noc ucieka światło woła nas”
czekając wczoraj wieczorkiem na przyjaciółkę piekąc szarlotkę doszłam do tego że Matką Teresą nie zostanę socjolog ze mnie żaden muzyk tym bardziej że nie wiem czego chcę a MARZENIE z dzieciństwa mnie lekko przeraża choć na dzień dzisiejszy na nowo wydaje mi się jedyną drogą do mojego własnego szczęścia amen

nie omieszkam wspomnieć o piątkowym wernisażu Mistrza Franciszka – miło było spotkać tęże wspaniałą grupę znajomych

może to tylko a może aż słowa:
jeśli masz zrozum że ktoś może nie mieć
jeśli rozumiesz pojmij że ktoś może nie rozumieć
jeśli jesteś zrozum że ktoś może po prostu nie mieć możliwości

wtorek, 14 października 2003

aborygen

...są dla nas miejsca nieznane są takie chwile dla których się żyje... tak po prostu ot tak dla samego miejsca dla samego życia dla siebie

uwielbiam dostawać propozycje spotkania się przy kawie uwielbiam to i im bardziej intesywniej żyjesz zdajesz sobie sprawę z tego że możesz więcej i więcej nie spać nie kochać nie nawidzieć...

rano gdyby nie pomyłkowy telefon bieszczadzkiego znajomka pewnie bym zaspała i ten sprint powalił mnie dopiero w południe bo przy tych nowych medykamentach jakaś dziwna huśtwaka nastrojów ale bedzie dobrze będzie dobrze

na parenaście dzisiejszych mail`i jeden taki ciepluchny od profesorki - i to jest myśl - my kobiety rozumiemy się nie od dziś! cha! uwielbiam Jej madrość

od niedzieli kocham sie platonicznie w głosie Roberta od niebieskiego nieba i co że stare jak świat

bo generalnie chciałabym dziś tą OGROMNĄ radością którą w sobie posiadam podzielić się z wszystkimi bliskimi i dalekimi tymi którzy są i odeszli a pozostali w sercu jak złote cienie

chciałam jeszcze coś dodać ale zbyt głośno wokół ktoś ma ochotę na kurdyjską kawę?

poniedziałek, 13 października 2003

...

a to sobie wróciłam tak
i kulcze nadal wakacyjnie się czuję i skoro mój wakacyjny pierścionek jeszcze na zielono ton nadaje to co mi szkodzi
tylko cholera dlaczego dziś przez cały dzień na tego głupiego sms czekałam to nie wiem za chwilę zerkanie w lewy dolny róg tego cholernie małego ekraniku doprowadzi mnie do szału
bo właściwie taki maratonik od czwartku do poniedziałku to niezłe coś od utknięcia w zapiździałym miejscu bez kropli paliwa w baku poprzez boski kraków znaczy się towarzysko - o matko trawię chyba jeszcze 'rozmowy balkonikowe' - wnioski są takie jak i przed ale nie o to chodzi przecież w tym naszym bałaganie prawda? jezu jak mnie te ostatnie piwo z zakopianki trzymało! nieźle jest posłuchać czyżykiewicza w alchemii żeby móc przestawić się w ciągu godziny na szanty w starym porcie i zaklepać sobie sylwestra z dudzikami na słowacji czy my przypadkiem jadłyśmy takie pycha kanapki w cornecie? i poraz piewrszy nie dopiłam piwa z wrażenia że konarski i że piwnica pod baranami i odszczelone siedziałyśmy za fortepianem niczym dziewczynki za teatralnymi kulisami słysząc że pośpiech upokarza i różowy baranek benio i placek w ukraińskiej i pycha krem pieczarkowy Mycha! a bo u nas na kazimierzu to o czwartej nad ranem to taka norma - tylko idź na ten recital a co Ci szkodzi! najlepsza akcja na świecie była z robotnikami o dziwiątej rano i uśmiałam się do samej siebie i wróżka meteopatka (ale wrócę) i tarot po flaszce wina i wilki i wracając tylko buty zdążyłam spakować i o siódmej rano jadłam pierogi na markowych i właściwie o co chodzi?
że jutro trzeba się obudzić normalnie i po ludzku iść do pracy


"daj światło dnia
otul nim znów
ciszę i spokój wróć..."

środa, 8 października 2003

...

"Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury."

Emily Dickinson ulubiona

to odnośnie tej przecudownej popołudniowej tęczy i tego deszczu potem i tych dźwięków i... dziękuję

poniedziałek, 6 października 2003

enjoy life

jak parzę zieloną w zielonym kubku to przypominają mi się dobre czasy gdzie w głowie zielono było od pomysłów i nadziei a gdzie zbytnio za daleko wybiegłam w przyszłość i teraz zbieram plany niezbyt przyjemne
więc dziś parzę w pomarańczowo-różowym jakby to kurwa miało jakieś znaczenie
wracam! bo się zwyczajnie poplątałam i zgubiłam w tym wszystkim i mając nerwy wybebeszone na zewnątrz nie potrafiłam za każdym razem nic powiedzieć bo wybuchałam do środka zatracając swoją godność poczucie wartości i całą zwyczajną dumę zwyczajnego człowieka
i wiesz co pomaga zebrać się do cholernej kupy? posklejać to wszystko w pierdoloną całość tak żeby choć przez chwilę grało? to szczery i dobry przyjaciel którym Najwyższy raczył obdarować przyjaciel nawet jak jest tysiąc kilometrów od ciebie a który tak mocno siedzi w twojej głowie że z przerażeniem czytasz – przyjedzie czas przyjdzie rada - wracam! i weekendowo-poniedziałkowy zapieprz w sensie siłownia & aerobik jogowy pozwalają krzepko i dziarsko rozpocząć nowy tydzień nowych sił nowego wszechbytu Janis zacięła się w Summertime i drze się w niebogłosy żeby nie płakać! stara! nie płakać! to zbieram dzielnie ostatnie siły w jednolitość to wytyczam powoli nowe cele tylko mi znane i gówno co komu do tego że czasem jest mi źle że czasem czuję się tak jakbyśmy wszyscy od siebie uciekali patrząc tylko na swój czubek nosa ze czasem tak kurewnie boli obcość i indywidualizm – bo ja to pokażę a reszta to jakieś wieśniactwo – to przecież nikt tu nikogo nie trzyma na siłę prawda?
przebiegłam dziś te wymarzone 10 km spłakana i uśmiana z siebie samej że nareszcie maluteńki cel zdobyty i że to ewidentny koniec i boli ale wracam! bo lepiej spieprzyć sobie trochę życia niż całe więc radykalna zmiana potrzebna tu jak przystało w moim życiu na jesień!
zbyt wiele zaplanowałam bo zajęcia kolidują z DKF-em a basen z migawkami ale poradzę sobie bo z twardymi mam do czynienia
(wracam do czytania dzieciakom dziś baśni o dziewczynce która podeptała chleb)

- popatrz czasem każdemu napotkanemu człowiekowi głęboko w jego oczy jakby właśnie toczył bój o swoje życie a przekonasz się że nie jesteś w tym sam -

(notatka sponsorowana przez list Agi Zielonej Ukochanej oraz dwugodzinną nocną rozmowę przez płytę Janis Joplin przez rozmowę z Mistrzem i przez niesamowitą osobowość Biernatki bo jestem z Tobą i w weekend pogadamy...)

sobota, 4 października 2003

bez komentarzy

bo się nagadałam przez telefon od wczoraj że aż ho !!! dzięki !!!
z kasztanów sobie zupę ugotuję albo ludziki stworzę co? i że jeszcze 11 tygodni znaczy się 55 dni roboczych i potem już święta a potem dwa tygodnie i jeszcze dwa i - tak usłyszałam wczoraj i ciary po plecach i cicho policzmy to na godziny albo na minuty i wieczny czas czekania i twarde jesteśmy bo z twardymi trzymamy Joplinowy weekend z głową w chumarach deszczu gdzieś pomiędzy ósmym niebem a piętnastym drzewem wspomnień i workiem śmieci papierowych... chciałam jeszcze wiele
poczytajmy sobie lepiej


!!!
"kopert stos opada
jesień słów, zbióry liczb
opowiesć rwie się w pytanich
wybrane dni się lgną

zakotwiczone zdania
wiecznośc je wsysa
na stosie złom zapomniany
pichci nowy czas

nie można tak się wzbraniać
ze srodka twarz ci wydniała
oczów stos rozpędza na boki
popędliwość i złość"



"czasem gdy oczy potrafią mówić więcej niż słowa
a to co zrobione określa intencje
nie trzeba więcej
by zrozumieć
piekiełek masaż
ciarkami po plecach
i żłobienie
spęknięć
oczu
nie
nie łzami
niemocą"


"podchody
telefoniczne
gdy w gardło pali nietrawiony
wyrzut
nie wiadomo skąd dokąd
i po co
uciekaj skoro świt
jak powiem tylko śmierć
to tylko śmiech zostanie
niewiadomoco
niewiadomodlaczego
niewiadomoczy
..
już nie ma nieba sa tylko zatrute trupy świecących asfaltem oczodołów gwiazd
i pozamiatana morda księżyca
jak w kinie po seansie
czego tu
wypad
nie mam czasu
...
zmęczenie materiału
zmiana powietrza na czystsze
bez zniekształceń
i ciągota
do zmiany wody
w akwarium"

czwartek, 2 października 2003

że jeszcze coś chciałam...


- nie spędzaj czasu z ludźmi, którzy go dla ciebie nie mają –

- jeśli ktoś cię zrani to jego wina, jeśli zrobi to drugi raz sama sobie jesteś winna –

- nie trzeba być bogaczem, by ofiarować coś cennego drugiemu człowiekowi: można podarować mu odrobinę czasu i uwagi -

(to w związku z jutrzejszą rozmową dwojga dorosłych ludzi i trzymam kciuki sama wiesz najlepiej!!!)

to niesamowite jak poranki w czyimś zwykłym szarym życiu potrafią być cudowne

poniedziałkowy krakowski poranek to już historia ale trzyma tak mocno i zbiera do kupy wszystko co oczywiste co niedopowiedziane przed samą sobą to uświadomienie poczucia bezsensu i małej iskierki nadziei że może warto – kawa na balkoniku kawałek tortu i papieros – dziękuję


„czeka patrzy na zegar swych lat
gryzie chustkę z niecierpliwości
za oknem świat zszarzał i zbladł
a może już za późno na gości”

joy

tak niebanalnie ogarnęła mnie dziś dziwna radość ten błogi spokój ducha ciała i umysłu ten kubek kawy i deszcz i głos Anny Marii i dźwięki Pat`a i na czerwono zakwitła mi jedyna roślina w pokoju dopiero dziś przekładam kartki kalendarzy na październik chyba jest dobrze

z przerażeniem odwiedziłam z karolem kilka firm gdzie pieniądz i czas to jedno gdzie nie ma ludzi są stanowiska jest jeden wielki wyścig gdzie chyba nikt nie zna słowa dobroć gdzie... o nie proszę państwa ja już wolę do mojej fabryki to nic że na pół gwizdka bo przecież wiem że kiedyś stamtąd po prostu ucieknę

żyć to znaczy żyć z innych zżeramy siebie nawzajem nie powinniśmy w sobie gasić takich małych iskierek dobroci to daje siłę na trudne życie tak mi się wydaje bynajmniej w to wierzę

z rozmów o pijaństwie wyszło że źle być pijanym w samotności ale wystarczy podobno być dostatecznie pijanym wtedy jest dobrze

apropos pieniędzy wszystko co można za nie kupić jest po prostu tanie że banalnie brzmi? tak niebanalnie mi dziś wesoło wbrew wszystkiemu

(książkowo: „Szczury” Delibes,
muzycznie: Jazzanova „In between”, Swans „Feel good now”, John Coltrane „Blue train’)

piątek, 26 września 2003

...

karol prosi żebym koniecznie opisała dokładnie co robię teraz
to słucham sobie Trójki w wełnianych skarpetach – jak zwykle w piątek – otworzyłam drugą butelkę egri bikawer - trochę ze złości (jak zwykle rodzicielka) trochę z samotności trochę z radości i miłości do wszystkiego co mnie otacza muzyka świece zapach drzewa sandałowego gitara wygrany mecz siatkówki Mistrza (jak zwykle rodzinnie siatkówka nam idzie) sms`ów z wojtkiem jackiem dorotą anetą i agunią ... perspektywa jutrzejszego krakowa – to wszystko ... a zdjęcia oglądam z Bieszczad i płaczę nad nimi takie cudne i próbuję pozbierać się do kupy i wsłuchać się w Czyżykiewicza – taki mały paradoks zasłuchałam się dziś na rynku krakowskim (sam wiesz) a obok panienki w moim wieku że szkoda że z kimś tam nie spały – to ja się pytam o co w tym pieprzonym świecie chodzi bo ja tu rozanielona przy romantycznym Czyżykiewiczu a obok inny świat – tak koniecznie przespać się bo fajny był... ncm...

miała być zgrabna notatka o:
dniach ostatnich o Krakowie Alchemii o Bieszczadach o chmurkach autobusowych nad nami o kubkach kawy papierosach o piwach i okropnej żubrówce o ciepłych promieniach słonecznych o przecudownych barwach złotej jesieni Bieszczadu o spełnionych zachciankach kulinarnych o najpiękniejszych gwiazdach i niebie na odcinku Baza – dom o drugiej w nocy (jakoś mały wóz się schował plejadki były za to przednie) i że my nie stwarzamy sobie problemów i że my nie z tych co plackiem leżą ( a że pewnych zachowań nie tolerujemy to niech sobie pewien jegomość etykietę zmieni) o tym że bolące stopy i zestaw trauman & daktarin jak do rany przyłóż i o minionych wspomnieniach wrześniowych które bolą coraz mniej inaczej i o tym że sentymenty odeszły na inny tor i że trzeba być tu i teraz o grze w karty (sic!) o zaczytaniu się w Remarque o rozmowach balkonikowych (dzięki po stokroć) i o dystansie (powiedz mi jak można nauczyć się dystansu do tego co powinno dawać szczęście?) o odpoczynku psychicznym który chyba nigdy nie nadejdzie o chodzeniu po górach w sandałach o trzy numery za dużych o krótkich filmach grając drobne epizody typu „powitajmy maleńkiego” o zaskakującym telefonie pod Bukowym Berdem (kochana aneczka) o ośle niedopieczonych pstrągach i zaśmierdolonej jajecznicy i wetlińskiej zabawie

notatka miała być a i owszem o miłości

tymczasem jestem zbyt pijana żeby to wszystko pięknie opisać a wszystko zawarte jest w słowach Czyżykiewicza (dostaję czasem różne prezenty – muzyczno książkowe od karola - to jeden z tych niedocenionych) „Tańcz! – Parlando”


Konsekwencje mojego trybu życia –
gdzie są dzisiaj Emma Cindy Rebecka (takie imiona przybierały)
i więcej nie wiedziałem nic, No – istny kicz.
Witch była wśród nich najlepsza – co za szczęście, bezpieczna miłość z panienką zawsze gotową pod rękę: po prostu płacisz i masz w wykwintnym rynsztunku, w najlepszym gatunku pośladki, piersi, twarz – tańcz!

Mijały sobie kiedyś błogie dni, sobota za sobotą i wciąż nie wiedziałeś czyją jest robotą
strach przed kobietami i pieniędzmi (twój podręcznik)
zawsze odpowiedź miał gotową – cóż słowo, słowa
tak jak nic potrafią stać się tortury kaligrafią:
na szczęście inni martwią się już o to,
a twoją cnotą jest niemiłosiernie męski blask – tańcz!

Ciągle do ciebie piszę listy, choć ty na sposób oczywisty
wyrosłaś z tego, co już było – miłość nietrwała jest, jak mawiał
jeden z tych, co skradł twe ciało wtedy, gdy byłaś jeszcze małą
dziewczynką z zapałkami, gotową oddać się za Chanel 5
czy coś z tych rzeczy (słusznie zaprzeczysz); dziś mnie niezmiernie cieszy fakt, że wciąż odmawiasz nam spotkania, że się tak wzbraniasz uznania jestem pełen dla ciebie (zresztą sam już nie wiem). cóż, w doli swej nie jestem sam – tańcz!

(...)

Nieraz bezczynnie w parku siedzę, staram się sobie odpowiedzieć jakie motywy miałeś Jezu, żeby tak skończyć, wszak w pacierzu
owoc żywota pochwalony; chociaż bez żony, dzieci, trwałych środków żyłeś, wyrzec się ciała, na śmierć skazać w konszachcie z Ojcem swoim, (Boże!) to przecież gorzej być nie może po takiej pięknej życia drodze. Tak się ustala każdą skalę, ludzkie cierpienie zna swą miarę. (...)

Zżyma się często (też mi męstwo) jeden z drugim
na tę epokę, powiedzcie jak jej dosyć można mieć,
gdzie spojrzeć krew i klęski żywiołowe (ciekawe co dziś, klecho, powiesz)
i wszędzie śmierć zagląda w oczy,
no żeby tak psioczyć, tak wybrzydzać, przecież to wszystko palce lizać, zwłaszcza wieczorem przed telewizorem.

Na wytartych schodach, pod niebem starym jak słońce
stoję – popołudnie gorące pulsuje;
tak się zaczyna każda misja,
znaleźć po swojemu fragment świata, zbratać się z nim (tak czyń)
i nie żałować serca, słowa mądrego,
dobrego słowa, po drogach wędrować,
zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas.
Tańcz!

środa, 17 września 2003

...

ostatecznie zamiast wysypiać się maksymalnie żal mi każdej minuty ale od teraz

ludzie
doskonali
milczeć
nic od was nie chcę
życie jest gdzie indziej
kiedyś wieczorem
niepokoje
kolekcja wspomnień
teraz
haust spokoju
zdrowy sen
niedbale
nieskończonym błędom
i kondycji ludzkiej
tylko
nad ranem
moja
prowincjonalna
nadzieja
tęskni
dyskretnie
za aniołem stróżem
POSTSCRIPTUM
plany gotowe
nogi lekkie
leciutkie

wtorek, 16 września 2003

"zwiedzanie" miast ościennych z rodzicielką to cudna rzecz w ramach spokoju wewnętrznego nie doszło do żadnej ostrej wymiany zdań nawet
mając dość pojazdu a za to wielkiej ochoty na złoty napój wybrałam się komunikacją do miasta R. taki mały śmiech na sali bo o danej porze nie kursowało nic (ktoś zapyta na jakiej wsi mieszkam to sobie wypraszam) w ramach luzu urlopowego przeczekałam na ławeczce czytając kniżkę odpowiednią ilość czasu i pociągiem dotarłam ufff na "Pineiro" oczywiście z odpowiednim nastawieniem i w ogóle i ... nie dane mi było! dystrybutor nie dosłał filmu i w tym momencie dziękuję artyście G. który poratował piweńkiem a Coppola dopadł mnie ponownie w obrazie "Cotton Club" z 1984r. Truckin, Creole Love Call, Copper Colored Gal - jeśli wiadomo o co chodzi? i ten młody R. Gere

w ramach luzu urlopowego dostałam z Zielonej Wyspy najprawdziwszy w świecie opierdol na ośmiu stronach A4 i dobrze mi tak! i zbieram się ! może w końcu zmądrzeję!

to znikam sobie na jakiś czas i dziekuję za wypowiedź

poniedziałek, 15 września 2003

...

trzymam się cholernie i jest dobrze słońce służy i nagrzewa jeszcze ile może wiernie jakby sierpień nie kończył się nigdy piątkowy podwyższony do granic możliwości stan tolerancji i w sumie siedem zielonych puszek i czarna muzyka i taniec dziwny i wcale tak bardzo nie zawyżałyśmy średniej wiekowej tylko pytanie zapłakane nad ranem co ja tu właściwie robię? za to sobotni koncert Raz Dwa Trzy to generalnie magiczna prostota muzyki w której ugrzęzłam od lipca i wyjść nie mogę ostatecznie powrót do korzeni i rozmowy do rana w obcej knajpie ale za to z ziomkami żorskimi i zważywszy na to że to trzecia pod rząd noc niedospana wygrzewanie się w niedzielno-porannym słońcu z pozytywną energią i cudownym podnieceniem dobrego koncertu i piejący kogut trochę zimno w stopy ale nagrzane ramiona i ten kogut ponownie a przecież wstałam tak? no tak wstałam i celebracja każdej minuty a cała reszta jest nieważna bo właściwie gdyby nie złe chwile nie wiedziałabym że żyłam kiedyś i te marzenia co zostaną w innych planetach w obcych poetach w pieśniach z gitarą

za całe dwa zł kupiłam tom wierszy Broniewskiego

czuję że nie muszę nic absolutnie nic

znikam na „Pineiro” Ichoso




„jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
to co było jest spełnione
błądzę tylko w jedną stronę więc
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli coś się dzieje wokół
wchodzę w środek krok po kroku
bo
to co w ruchu daje wiele
daje szansę i nadzieję to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli dzieje się cokolwiek
co wskazuje że jest dobrze to
gdybym nagle stracił wiarę
to co było będzie dalej to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
gdybym nagle przestał marzyć
że coś może się przydarzyć to
teraz już wiem
po prostu wiem
że odchodzę i nie muszę
wiedzieć dokąd bo nie wrócę już
nie wrócę już"

piątek, 12 września 2003

bez tytułu bo ni cierpię go wymyślać


to że niby trochę wolności (czyt. urlop)

w ciągu ostatnich dwóch dni pozałatwiałam więcej spraw niż to możliwe - takie przeciągane, że aż wstyd

nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu

hasło Tomasza na pożegnanie:
"czuję sie jakbyśmy tu dziś ze trzy dni siedzieli jedźmy już"

tak tak jedziemy z drakulami za chwil parę potańczyć - jeśli się uda - uda to muszę jeszcze wcisnąć w dżinsy Ćmy

krystynka fighterowa

walecznie nakrywam mocną maskę
powtarzając mantrycznie że będzie charaszo
drobiazgi spisuję na kartce
czterdzieści osiem nowych zdjęć
edward uśmiechający się zza roga
kolejne piwo za zdrowie przyjaciół gdziekolwiek są teraz w świecie

nie muszę nic nie muszę nic

wolnym jest się dopiero wtedy
kiedy już nie ma po co żyć

to zaczynamy żyć ?!
I`m still alive
a poza tym
Sometimes I know
rise
fall
don`t
cringe
live
walk
kneel
speak of nothing at all
Sometimes I reach to myself...
(z jakiej to pieśni?)

czwartek, 11 września 2003

rocznicowo

gesty porozrzucane trzymam się jeszcze skupiam się jak mogę czuję że wychodzi mi uważność jest coraz lepiej choć smutno dziś rocznicowo - na wesoło u Niusiów - na smutno u EM i płacz M i ... jak ja nie chcę pisać o smutnych rzeczach o biegu wydarzeń które bolą! piękne zdjęcia piękny zachód słońca piękne plany


"podczas gdy życie bierze daje i znowu odbiera
my powstajemy z dawania i brania:
coś Niepewnego, Zmiennego, schemat - lecz nasza dusza tak nas stwarza

byśmy przez własne zmiany przebrnęli
prości, bez wątpień, niezłomni stale,
od dnia do nocy, od nocy do dnia pędzeni,
z których bez końca życie powstaje

z naszego życia, krew z naszej krwi
chęć z naszej chęci, ból który znamy,
od którego się nagle odrywamy,
bo nasza dusza raczyła już iść

samotnie naprzód..."



"Zanim się uśmiechnęli, płakali już z radości, nim jeszcze zapłakali radość była już wieczna.

Nie pytaj mnie, jak długo czuli; jak długo ich jeszcze widziano? bo niewidzialne są nie dające się wyrazić niebiosa ponad wewnętrznym pejzażem.

Jeden jest los. Tam ludzie stają się widzialni. Stoją jak wieże . Rozpadłe. Lecz kochankowie wiecznie kroczą ponad własną zagładą; bo z wieczności nie ma żadnego wyjścia, kto odwoła okrzyk radości?"


R.M. Rilke 1923r.

wtorek, 9 września 2003

chcę spać... a poza tym...

Teatr Śląski w związku z przygotowaniami do realizacji projektu na podstawie powieści Irvina Welsha „Trainspotting” w reż. Ratyńskiego ogłosił na dziś casting – dwóch oszołomów ma zdać relację;

cannabis flos

kinezjologia edukacyjna wykorzystuje gesty, które zmuszają obie półkule mózgowe do współpracy; dzięki prostym ruchom człowiek odblokowuje się, znikają jego złe nawyki, otwierają się nowe drogi nerwowe co pozwala na szybszy sposób nauki języków obcych

godnym odnotowania w annałach jest fakt, iż od dziś posiadam takie małe cudo dzięki któremu będę mogła sms`y wysyłać i nareszcie nie będę się zabijać w poszukiwaniu internetu żeby coś ważnego komuś ważnemu wysłać albo odebrać coś ważnego od kogoś najważniejszego

czy whatever

tak to, popsułam się trochę
zestarzałam
ale cieszę się jak dziecko

p.s.
zaczynam dopiero drugą godzinę pracy przede mną osiem i chcę spać

poniedziałek, 8 września 2003

GREEN

o matko mamy niejako małe kino domowe, nie żebym się chwaliła ale to jest po prostu cudne!

mogałbym przytoczyć cały list Agi bo jest tak optymistyczny i szczery i w ogóle to jest po prostu miłe zaskoczenie!

to po całoośmiogodzinnej pracy nawet zjeść nie zdążyłam prawie że podpisałam umowę tadam na coś malutkiego niebieskiego z dzwoneczkami i ... proszę państwa unbelievable!!!

niedziela, 7 września 2003

preteksty

wrzesień to czas wspomnień, najważniejsze wyjazdy były we wrześniu, najgorsze egzaminy były we wrześniu, najważniejsze pogrzeby, generalnie jeden ważny i że tak odrobinę smutno...
piszę spontanicznie, chaotycznie i przepraszam za bałagan myśli

poranna pogoda ucieszyła mnie bardzo, bieganie z samego ranka na Rudach przy takim wrześniowym słońcu to czysta przyjemność i wtedy kochany JK żadne dusiołki nie straszą, do tego „Fighter” i Matchbox20

czytam Stephensa który pisze o swojej siostrze: "moja nauczycielka moja przyjaciółka moja przewodniczka na różnych drogach miłości moja siostra moja własna kochana siostra" czasem żałuję że mam tylko dwie siostry, w ogóle powinno się mieć dużo rodzeństwa

Kraków przełożony na następny weekend cały; z AŁ i EW rozumiemy się bez słów i to cieszy bardzo; wczorajszy dzień spędzony na siatkówce i rozmowach o ‘dobrobycie’ za wielką wodą (o tamtejszej pustce, nicości, pośpiechu, zakłamaniu i chamstwie) IT zdecydowanie woli Holandię gdzie znika już jutro;
rozmowa z AŁ dodała 'spokoju normalności' takie uświadomienie sobie, że jest się kimś zwyczajnym, prostym i że uczucia i rodzina i że spokój wewnętrzny jest najważniejszy – gdziekolwiek go osiągniesz czy tu (w tej pustce i bez perspektyw) czy tam – on jest najważniejszy;

dopijam drugiego drinka czekając na telefon Zielonej i północne „Podwójne życie Weroniki” (mój film nr 1) apropos filmów dni bieżących:
- „this is the end, my only friend the end” Coppola i „Czas apokalipsy” – bez większego sensu a może o sensie oczywistym ale zbiór obrazów, zdjęć, napięć i muzyki sprawił, że jest to jeden z filmów po którym człowiek wychodząc na powietrze po 3,5h obrazu ma tylko ochotę rzec o ja pierdolę, żeby zasnąć w miarę spokojnie konieczne parę łyków i parę zaciągnięć (zamówiłam „Jądro ciemności” Conrada mimo wszystko, próbowałam posłuchać Doorsów ale jeszcze się nie dało)
- „Czas religii” – cóż, to tylko odczucia, pomysł i zdanie włoskiego reżysera, może kryzys wiary dałoby się pokazać w inny sposób, nie wiem; niezła gradka dla tych co nie wierzą w nic;

z nowości muzycznych Seal

ostatnio mam problemy ze skoncentrowaniem się na danej osobie, po prostu nie potrafię słuchać; patrzę i widzę ruszające się wargi natomiast dźwięk i słowa nie docierają, podświadomie modlę się o to żeby rozmówca skończył już bo i tak nie ma to sensu
wiara bierze się ze słuchania; effate – otwórz się; od października zaczynam kurs języka migowego,

temat uważności wysoko postawionej
„lubię gdy do mnie mówisz – czekam – to taka prosta droga do człowieka”

zapytaj czasem o pryncypia i poszukajmy razem odpowiedzi

sen

miałem sen tak dziwny tak dziecięco naiwny trochę jak ja
niby sen a zburzył sens dorosłych prawd już sam nie wiem co mi dał
byłem gdzieś daleko byłem dzieckiem nad rzeką i bałem się wejść,
choć palił się brzeg z chmur spadł na mnie wielki biały ptak i gdzieś porwał w inny świat
jak to jest że tylko tak się śni
moich łez nie może widzieć nikt
gdybym w sercu miasta konał w środku dnia
co byś dla mnie zrobił co dla ciebie ja?

piątek, 5 września 2003

razdwatrzy

„- Masz jakieś oczekiwania wobec życia?

- Jak można oczekiwać czegoś od zjawiska, które się dostaje? I to na krótko? Z którym trzeba się potem rozstać? Życie jest od przeżycia... życia. Najlepiej jak człowiek potrafi. I od dawania życia. Nie można niczego oczekiwać".

(tyle mój ulubiony Adam Nowak)

- pewnie, że „z nadzieją jest bardziej do twarzy...” i, że „ nadzieja to plan”, „i tak warto żyć”, „nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu” )

środa, 3 września 2003

...

...

nie dawaj rad
nie mów – a ja
nie schylaj się po cudze
bo i po co
nie mów za uszami w poprzek
nie noś gniewu dłużej
niż pamięci
nie uciekaj bo pozwalasz się tym gonić
nie myśl co by było gdyby
sprawdź to i mów co jest gdy to JEST a i tak się pomylisz
nie zamykaj spojrzenia na strach
nie znikaj, konsekwencje szlifują
nie obiecuj, nie pal jak się nie zaciągasz
nie pij jak się nie upijasz
nie powtarzaj dowcipów
nie bądź jeden, czuj się jak byś był każdym
mów powoli dokładnie co czujesz
nie bądź zazdrosny, więcej traci ten co zdradza
zresztą przekonasz się jak zdradzisz
bądź sobą
ale to za mało
i tak za mało

- to tak apropos dziwnych oszczerstw oraz zdania, że zbyt krótko żyjemy żeby pić złe wino!

wtorek, 2 września 2003

...i tak warto żyć...

i tak warto żyć tram tada tam tam...

po nocnym dużurku wniosek jeden: nie chwal dnia przed zachodem słońca -
teoretycznie spokojna noc zakończyła się o 5:15 krwią na rękach ...
żyjemy mimo wszystko

sprzątamy dziś ze Stefeczką ogólnie tak na poprawę atmosfery

poniedziałek, 1 września 2003

anorev

dzień dobry w nowym tygodniu miesiącu etc zaczął się prześwietnie po przespanym w 75% weekendzie aż mnie głowa boli od tego snu o snach później bo znowu te same dziwne o górach świnkach i torebkach (Aga & Jacek w rolach głównych - a przeciez Matti już dawno odpadł to niech mi się przynajmniej już nie śni) siedząc trzy godziny u fryzjera posłuchałam zetki i stwierdziłam że trójka gra dokładnie tak samo (boli) a Ewa W. skomplikowała sobie żywot i chce pogadać w tym tygodniu i że do Krakowa mam przyjechać (???) ale że nasza effka!? Krakusy bardzo chętni na Bieszczady i chcieliby już ale kierownik jeszcze gdzieś tam ... (no ładne mi gdzieś tam: Placebo i Słowenia)to my zaczekamy zaczekamy i pojedziemy razem chyba że ktoś ma inny pomysł?

z różności wyczytanych:
"aby duch domu chciał w nim zamieszkać potrzebne są czas i uwaga ofiarowane domowi wtedy dopiero dom staje się domem w przeciwnym razie zamienia się nieuchronnie w zaniedbany hotel i kiepską jadłodajnię"

- to zastanawiam się czy nadal trwać w tym domu w którym tkwię bo jest boski czy zacząć tworzyć coś na wzór wyłącznie swojego?

sobota, 30 sierpnia 2003

wielki obrót wieczny

otwieram magiczną zieloną puszkę heinekena muchy owocówy mnie wkurzają poza tym jest bosko typowe domowe prace na cztery ręce sprzątanie gotowanie pieczenie etc zakończone rodzinną integracją przy kawie – jakoś tęskniłam się za tym ostatnio – mam kochaną rodzinę – nie liczymy już lat od dwudziestego czwartego roku liczymy lata innym – i tak Paweł Nejman z Kościelca ma dziś 70 na karku i niejednego młodego mógłby przeskoczyć – rozmowa telefoniczna trwała półtorej godziny – jest sobie Mistrz i już! Karla czyta świetną baśń „Tam gdzie spadają anioły” to my sobie cosik innego w ramach pożegnania wakacji (jakich wakacji?)
„(...) nieprzystosowanie, brak przynależności i niemożliwość odnalezienia harmonii między sobą a światem. Ale frustracja ma też pozytywną stronę- jest dowodem pragnień i wyrazem potrzeb, do których realizacji popycha”.

„reflektory przejeżdżających aut kreślą piktogramy
na ciele obok. sumiennie zmilczam rachunek swoich samotności.”


Życie - stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.

I choć tyle miewa znaczeń...
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.

Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć - nie wystarczy za sens.

Miej nadzieję na szczęście

Powiedzmy od września...
Miej nadzieję...... i na tym poprzestań.

kiedy deszcz przyjdzie porozmawiać z ziemią
żuki nie wyjdą pocieszyć na drogę
na strachy nocne
na niepogodę
tym co są dla siebie lecz się nie zobaczą
tym co przegrają więc tym bardziej znaczą

daj Boże szczęście

czwartek, 28 sierpnia 2003

PJ

to ta książka jest dla piotra? nic już nie wiem!

i brak mi słów gdy Ed śpiewa:
"HEY, YOU`VE GOT TO HIDE YOUR LOVE AWAY..."

środa, 27 sierpnia 2003

anais

to chcę nazywać się Anais

bo idziemy za chwilę z dziewczynami na wieczór kinowogorzkożołądkowy z bradem i julią i innymi vidokami i raptownie zmienionym nastawieniem do życia tak ogólnie

ostatnio wszystko śmieszy a już najbardziej chyba śmieszy mnie moja głupota (jakieś dno emocjonalno-intelektualne) i postawa nie przejomwania się niczym i nikim
Kinga Dunin : NNNUUUUDDDDAAAA

Trojak czy ta znajoma z knajpy to ja z ul. Jagiellońskiej? bo jeśli tak to mogę się wypowiedzieć (dość obszernie nawet)
i kto przysłał knigę do języka angielskiego?
i kto odwiedza strony www.rezerwacja.pl i rozmawia z moniką o moim urlopie?

- bo chyba jestem cholernie przewrażliwiona na swoim punkcie -

muzycznie jest perfekcyjnie: P.J.Harvey, Bjork, Kayha jaha yaha ...

miłego wieczoru i uśmiechać sieprosze czerwono-marsowo

poniedziałek, 25 sierpnia 2003

...

„Every word” SADE
„Mother goose” JETHRO TULL

przeczytałam ostatnią notkę i wydała mi się zbytnio zdawczo-odbiorcza-pusta relacja z tego gdzie byłam i co widziałam nie oddająca tego co tak naprawdę czułam

a tymczasem (ulubiona) scarabee o tym że: „Ja pani powiem, oznajmiła wtem biuściasta, chłopa to trzeba czasem do porządku wezwać. Złapać i dupnąć nim o ziemię. „

a tymczasem Zielona Ukochana przysłała w ciągu ostatnich sześciu dni trzy długalachne listy fakt że przychodzą one nie zawsze po kolei sprawia że czytanie ich to czasem niezła kombinacja – jednego z nich powinnam nauczyć się na pamięć i powtarzać za każdym razem gdy znajdę się w takim stanie jak ostatnio – bo chyba jesteś w mojej głowie albo ja w Twojej

Karla zapytała dziś co mogłaby mi kupić żebym była szczęśliwa? tego chyba nie da się kupić mysiu pysiu nawet gdybyś płaciła złotymi kartami

ostatnie dziwne zbiegi okoliczności dają mi pełen obraz o człowieku który wydawał się mądrym dorosłym i dobrym – smutny obraz

bo tak właściwie chciałam o tym że całkiem przypadkiem odnalazłam swój artykuł w A`CZTERY i dumna jestem i koniaczka popijam w wannie przy świecach i dźwiękach w/w dobranoc

rabka turbacz barania

o Turbaczu:
„Podle się z nim losy zaobeszyły, dając mu zwykłą dumę wierchów i nadszczytów, a nie dając ich wielkości nadchmurnej. Otoczyły go jeszcze tłumem bliźniąt, wśród których maleje do znaku i zdaje się być zwykłą górą.”

piękne są Gorce cudne

bo po tym jak odczułam namacalnie że nikt mnie nie kocha nie szanuje nie lubi i jestem sama jak palec (tralalala...) po tym jak nikt nie miał ochoty na Gorce i Kraków to mając wszystkich w dupie wsiadłam w auto i wylądowałam w Rabce znalazłam moją kuzynkę oglądałyśmy zdjęcia z Włoch (Corno Piccolo, Corno Grande, Fonte Cereto – co za cuda) zafascynowana widokami usłyszałam że niby było pięknie i ciekawie ale... po powrocie od Bieszczad po Pieniny Gorce i dalej na zachód – jest coraz piękniej i to jest to czego szukali to o co chodziło (nie ukrywam że Apeniny wyglądały bosko!)

czy Gorce to flisz karpacki tak jak i Gubałówka ? (pytanie do geologów dwóch) jestem pod wrażeniem Turbacza i okolic (Kudłoń, Kiczora, Suhora)

niedzielna Barania nie powaliła niczym szczególnym za to widoki z Ochodzitej – niby takie sobie wzniesienie a panoramka niezwykła i Bartek walczący z paralotnią i moje kOty na kocim zamku (Niuniuś był zrozpaczony że to tylko takie se skały)

muzycznie Michael McDonal nowa Enigma
nowy Nickelback (często zakochuję się po prostu w głosach, mam słabość do zwłaszcza niskich barytonów)

wniosek: nie przeszło mi całkowicie ale wiem przynajmniej na co mnie stać w sensie zebrania się do kupy i z mapą pojechania gdziekolwiek Jezu jak pomaga (Bartłomiej i Koniaków zwłaszcza)

czwartek, 21 sierpnia 2003

może pozytywny piątek?

wolałam żeby ten ciąg czarnej środy i jeszcze ciemniejszego czwartku skończył się jaknajszybciej i skończył się po tym jak o trzeciej nad ranem zebrałam pijane swoje zwłoki z balkonu (chyba chłodna noc) mam nadzieję, że wypłakałam całą pustkę i mam nadzieję, że smutek upierdliwy jak nigdy dotąd wyleciał z dymem paczki westów to się biorę ogólnie rzecz ujmując w garść dokopano mi maksymalnie i najwyższa pora wyjść z tego bagna tym bardziej że perspektywa koncertu ludzi 18 godz po angielsku z przymusu kolejnych 36 godz w górach i Kolor purpury do zakończenia generalnie umierasz powoli ale podobno Najwyższy daje każdemu tyle ile potrafimy znieść dziwne uczucie tak jakby się dostało porządnego kopniaka w łeb od tyłu

oceans

Jeśli jesteś niemiły, odepchną Cię jedni; jeśli jesteś miły, przygarną cię i zjedzą drudzy.

coraz to bardziej nerwowo skubany słonecznik z szymoszkowej the ocean Savatage z The wake of Magellan pogubione trawienie słów i strach, żeby osiągnąć prawdę trzeba zaryzykować pomyłką bo tylko ci którzy wszystkiego są pewni nie dostrzegają swego kłamstwa może jest jakiś dar który źle odczytuję bo stoję w miejscu a stać w miejscu to tak jakby cofać się i trawię trzy listy i jak cierpi przyjaciel to powinno się przy nim być a ja jestem tutaj i trafia mnie i nie mogę nic i ... ostatnio ćwiczyłam egoizm udanie z resztą tylko czy o to właśnie chodzi ?


"Czasami lepiej jest nic nie robić; światło świecy służy istniejąc"

wracamy do pracy jeszcze tylko cztery godzinki z trzydniowego maratonu
(moich zakopiańskich znajomków jakiś wirus dopadł)

jutro KURDE grają w Machinie 20:30 nie zapomnieć!

wymyślaliśmy wczoraj imiona dla naszych dzieci: Tymoteusz, Franciszek, Emilia, Antonina – czwórka to w sam raz

... i muszę rzec, że w tak kiepskim stanie psychicznym, który mnie dopadł na początku lipca nie byłam nigdy do tej pory... myślałam że przejdzie a jest coraz gorzej

wtorek, 19 sierpnia 2003

źle się dzieje

jak mnie ktoś zaraz nie kopnie na opamiętanie to twórczo dziś nie popracuję!!!

poniedziałek, 18 sierpnia 2003

rilołded jako ponowne doładowanie

mimo pustki ogólnej (powinna być radość)cudnie było rozpocząć tydzień o jedenastej w południe śniadaniem w towarzystwie całej rodzinki (jakoś nikt dziś nie poszedł do pracy - co za dobre czasy)
w sumie nawet 10 dni to za mało na Tatry nie mówiąc o tym że 3 dni to tylko dotknięcie szczęścia
na chwilę obecną wiem że wolę 10 godzinne chodzenie szlakami niż wieczór w zasmrodzonej knajpie przy najlepszej muzyce ( owszem chłopakinieźle dawali)

powoli odchaczam zaliczone szczyty

(nasze nazwy: Mały Łącznik, Miodowa, Córka Boryny - Małołączniak, Miedziane, Cubryna - jak kto woli panie kierowniku, dopijemy dopalimy i idziemy)

czwartek, 14 sierpnia 2003

o Dżizu jak bosko!

lekki piasek w oczach w pogotowiu dziś akcja za akcją ale opanowane wszystko więc sama radość że ktoś może nad tym jeszcze panować
E. zdobyła nareszcie pewny papier i tym samym koniec ze strachem o przyszłość... jaka radość i nad morze jedzie z dzieciakami - jescze większa radość

optymizm wylewa się jak ten żar z nieba oby jak najdłużej panowie i panie jest cudnie

środa, 13 sierpnia 2003

i tak to

upał woda litry zimnej wody rozlazłość ogólna wymyśliłam kulturalny wykręt weselny i dałam się przekonać na wczorajszym spotkaniu na Tatry (ihaaaa...) Zielona słyszysz? jedziem w Tatry mogę zginąć tam bez Ciebie ale w końcu sama nie jadę prawda?! to po wczorajszym wieczorze oprócz lekkawego kaca (to przez te papierochy)taka radość że są jeszcze normalni ludziska i koniecznie trzeba wybrać się do M. z Kudłatym i resztą znanych niegdyś twarzy - sentymenty panowie i panie - sentymenty
nabieram optymizmu czy mi się wydaje życie czasem jest piękne

wtorek, 12 sierpnia 2003

???

i nie wiem co zrobić tak? i wiedziałam że tak będzie tak? bo nie wiem czy Zakopane, czy wesele, czy leniuchowanie z Karoliną? i Sylwkę wylali z pracy bo powiedziała co myśli, Domini wróciła z Zielonej, Grzyb chyba wtopił (relacja świadków), AŁ pogadamy we wtorek

do pracy bym się jakiejś zabrała

testosteron

dzieciaki dziś opowiadały o miłostkach wakacyjnych...

z mister endrju piszemy do tej pory wykłada na ASP pamiętam te cudne lata podstawówki miłość trwała aż cztery sezony żniwa sianokosy pływanie w stawach dziadkach siedzieliśmy na Kamykowej (nazwa miejscowości)skale i w okolicach spadających gwiazd marzyliśmy o tym żeby wiecznie być młodym pięknym i szczęśliwym o bogactwie nie marzyliśmy bo wtedy wystarczył kubek malin mleko prosto od krowy chleb i masło wyrobu babci oraz pięć złoty na lody rozwożone maluchem przez pana Cześka...
sie rozmarzyłam...

chłodek przyszedł raniutko chyba trzeba już sweterki wieczorem na rudach też już chłodno się biega

wczoraj oświecono mnie że w sobotę wesele - nie pałam entuzjazm i w związku z tym oddam za darmo wysokiego dobrze tańczącego partnera nawet nową kieckę oddam byleby tam nie jechać

poniedziałek, 11 sierpnia 2003

...

3:10 herbata z cytryną papieros muzyka życie praca
grupa dzieci numer 1 przywieziona z kolonii
grupa dzieci numer 2 odwieziona na kolonie
grupa dzieci numer 3 dostarczona na obóz
załatwione alimenty dla Frania
kawa u siostry po 20 godz jako zbawienie
i jej wygodne łóżko na 50 minut snu
auto dostarczone auto odstawione auto zabrane znalezione klucze
Sting Pearl Jam Edzia Bartosiewicz... - ratują napięcie sytuacyjne
Usiądźmy tutaj i porozmawiajmy o tym, co jest
Nie chodzi mi o narkotyki plany czy seks
To nie są rzeczy święte
Przyjacielu musisz tu być
Przyjacielu tylko ty
Przyjacielu ostatni raz
Potrzebna jesteś mi
Potrzebny jesteś mi

z racji tego że goście to i jedzonko – przejęłam pałeczkę w kuchni
- odstresowujące zajęcie bardzo bardzo brokuły ziemniaczki brzoskwinie pitu pitu
zaczyna mi się to podobać Slawek woli kminek i majeranek ja wolę oregano i bazylię
Lenka pali papierochy wszędzie zawsze i w ogóle rodzicielkę roznosi – dobrze jej tak
rybnik podobał się bardzo rudy jeszcze bardziej gliwicki rynek o drugiej nad ranem
ogórkowy kenzo na upał jako zapach obowiązkowy gingers west ice komputer słuchamy tej samej muzyki wąchamy i pijemy kawę z mlekiem nad ranem po upojnych wieczorach przy piwku grillu ciastach Moni przy rozmowach do księżyca na wernadzie domu przy nocnych kąpielach w zarośniętym stawie Evy zielono mi
i chciałoby się takie momenty szczęścia chwycić i już nie puścić nie narzekam słuchając opowieści Słowaków przynajmniej góry mają ładniejsze bynajmniej
-pojechali nad nasze morze... i zostawili furę emocji; pustka?
wielka dama tańczy sama
gubi czerwony szal
wielka dama smutna i sama
w sukni z nocnej mgły
wielka dama smutkiem pijana
połyka słodkie łzy

niedzielny basen i żużel i łażenie po drzewach z pomocą lin jako extreme miasta R.i rój meteorów Perseidy i ... poczucie innego świata
od rana urwanie głowy w fabryce ale miło jakoś i bezstresowo zupełnie tylko katar mam w środku lata i jakiś cholerny ból w plecach od wczorajszej wspinaczki albo grypowy raczej
czas jest po to, żeby wszystko nie odbywało się jednocześnie A.E.


powoli trzeba zacząć myśleć o wakacjach
miało być pięknie? miało! i będzie! inaczej, po swojemu według zupełnie mojego scenariusza
śmieję się z własnej naiwności – nigdy nie nauczę się mądrości życiowej – tzn. kilkakrotnego przefiltrowania tego co się planuje co mówią inni co samemu się obiecuje
co się odwlecze to nie uciecze!
póki co życie z dnia na dzień co czas przyniesie nie cierpię takiego stanu
trzeba kuć szczęście chwili, ktoś ma jakiś pomysł?

środa, 6 sierpnia 2003

porannypearljam

jakby ktoś nie słuchał to właśnie w tym momencie w trójce swoim życiem biegnie sobie koncertowy nowy pearl jam i choćby dlatego warto było wstać... miły początek zapieprzu...

śmierć się pyta każdego poranka na jaką żyjesz miarę?

zasadniczo dziś mi wszystko jedno bo piękny poranek... koncertu boskich dźwięków ciąg dalszy...

wtorek, 5 sierpnia 2003

sie oburzyłam

ale że ja wczoraj za drogie zakupy i w ogóle szastam pieniędzmi i że własnym samochodem nie jeżdżę no wypraszam sobie ale jak byk będę na tej liście

jakoś leniwie prawda....

i niemożliwe ale ja dziś trochę wolnego czasu posiadam i nawet kawę powolutku wypiłyśmy i mrożoną zaparzyłyśmy - paradox - nic z tych rzeczy - a takietam pisanie
Czarny Wulkan i Kamczatka i co poniektórzy tam utknęli...
i basen by się przydał i aneta tłumaczy mi coś o komórkach bo musze w końcu kupić... 30 stopni ciepła w cieniu... ej stara jestem wiem

poniedziałek, 4 sierpnia 2003

połikendowo – urodzinowo – turniejowo

zestaw obrazów dźwięków zapachów smaków ukochanych: zielona herbata z opuncją, szampan, revlon, jabłko, kapuśniak w bacówce, piasek, słońce, góry, oliwki na obniżenie ciśnienia, 280 km drogi, rodzinny ulubiony Genesis ... tyle mi dziś zostało...

wysłuchanie koncertu AMJ – trójkowego koncertu – w takim towarzystwie i w takich okolicznościach przyprawiło o ciarki na plecach dobrze że wodna sceneria i ewentualne okazywanie szczęścia można było schować pod wodą mówiłam że ostatnie dni lipca i pierwsze sierpnia zawsze są magiczne ale od początku piątkowy Eric Bana w Hulk`u był a jakże był i osobiście wolę go w BHD co wspólnie wywnioskowałyśmy z Zieloną przez telefon – nasze rozmowy ostatnio dochodzą do 1,5 godzinnych rozmyślań niemalże przy śniadaniu (miałam cos dodać ale zbyt to wszystko smutne) sobotnia poranna trasa z rodzinką na karku i znajome widoki i radość niewyobrażalna (to zawsze siedzi gdzieś w środku i żadne słowa w zasadzie nie wyrażą szczęścia) Worek Raczański zakończony kawą u Franków i plany na Hudy (to od Wawrzyńca) i trzymam za słowo Mistrza i kOta i znajdę wolną sobotę żeby wam dokopać ( w sensie że jeszcze was zgubię) w niedzielny poranek nie byłam do końca świadoma tego co mnie czeka bo w zasadzie rok temu było nudno a że o północy zwycięskiego szampana w basenie wypiję i na spokojnej wodzie popływam – nigdy nie oglądaj się za siebie patrz do przodu – bo pochwalić się muszę że turniej siatkówki plażowej elit drukarsko – wydawniczych wygrany przez nas czyli amun i jak mnie ucieszyło że wciąż należę do drużyny przy stracie dwóch złamanych paznokci obolałych rąk od przyjmowania serwów spiekoty piasku w nosie w uszach wszędzie totalnych dziś zakwasów w dwu-meczu zdobyłam 9 pkt w tym 6 z samych zagrywek tadam... i puchar przechodni po raz trzeci zdobyty przechodzi a raczej zostaje na Waryńskiej grillowanie w doborowym towarzystwie nowe twarze nowe układy jako neutralna postać mogłam bez dzikiej sztuczności zjeść i wypić z każdą mniej lub bardziej toksyczną osobą ostatecznie wylądowaliśmy w kameralnym gronie i tylko przez sekundę pomyślałam o zaległościach sennych i nasze spieczone ramiona pływanie w basenie przyniosło boską ulgę i gdybym miała wybierać to nie oddałabym tych chwil za żadne skarby świata.... jutro by mogło być w tej chwili gdyby w ogóle mógł być oto jest czas on zmienić ma nas to czas który ma nas zmienić i ten znak co źródłem jest nadziei i traci swój sens gdy głupi masz cel i góry przenosisz na próżno jutro możemy być szczęśliwi jutro możemy tacy być...

dziękując Aśce za cudny prezent – dyskografia Raz Dwa Trzy – i sorry że nie zdążyłam przeczytać Twoich testów – nadrobię przed sobotą i omówimy plany na wschodnią Polskę
tak tak trzeba oszukać czas żeby naprawdę żyć bo życie faktycznie zdarza się raz
słuchawki w uszy i znikam do lasu

piątek, 1 sierpnia 2003

taka karma

bankomat zeżarł mi rano kartę nieszczęść ciąg dalszy i mówiąc w poniedziałek że to będzie cudowny tydzień nie brałam pod uwagę paru rzeczy a już na pewno nie tego że – dostanę opieprz gigant za zgubione klucze i że będę prowadzić po trzech lampkach wina (dzięki anetko i dzięki adaśku) i bedę miała odpłacone za dobroć swoją i naiwność (!!!) i że pare osób da plamę na pełnej linii (znajomy był dokładnie w umówionym miejscu – Plac Daszyńskiego dokładnie o umówionej godzinie 14:00 tyle tylko że dzień później ihaaa!!!! i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego tyle że pretensje i wyrzuty że niby niesłowna jestem i niewarta zaufania – chyba wiem lepiej kiedy obchodzę urodziny czy whatever i nie dzwonić proszę plizzz bo zagryzę nie wybaczam takich rzeczy!!!) ale mam dziś arcyzajebisty humor mimo WKURWUTOTAL w fabryce jak mówi Eva – strzaśnięcie się dwóch kulek w mózgu plus krwistoczerwona suknia egribikaver świadczą o niezbyt udanej nocy madame i stąd te czepianie się wszystkiego i robienie afer z braku pieczątki czy podpisu na piśmie kurwa żeby chociaż raz na chwil parę szlag mógł ją trafić przyniosłoby to ulgę conajmniej 15-stu osobom albo wyślemy w cholerę np. do Kazbegi na Kaukazie albo zatopimy dobijemy podpalimy zakopiemy i zacementujemy żeby nie wylazła
Wojciech do Zakopanego właśnie wyjechał Trojak gdzieś w Beskid jutro Mali jadą w Bieszczady a moja własna familia umówiła się jutro o 12:00 na szczycie Wielkiej Raczy z rodzinką z Krakowa ??? dziś rano dowiedziałam się że bez względu na pogodę targamy jak nic ze Zwardonia – wymysł mojej rodzicielki i aż mi oczy zbielały od takiej deklaracji ale oki oki może zrealizujemy i co ja tu jeszcze pomarudzić mogę głodna jestem i zjadłabym coś dobrego np. placek po węgiersku albo pierogi takie jak w Kobyłce albo jak chodzi za mną od dawna zupa grzybowa z makaronem a na deser brzoskwinie w papierze ryżowym z sokiem rumowym albo ... ktoś pojedzie ze mną dziś do tej Kobyłki?
i oczy mi jakoś dziwnie zaszły mgłą i nie mogę już patrzeć w monitor ale tak niezbicie od 15 godzin z dwugodzinną przerwa na sen - dlatego oświadczam że przez najbliższe 48 godzin nie załączę tego cholerstwa amen
bo jeszcze coś chciałam a bo dziewczyny dziś jadą na striptiz męski i namawiały na jakąś tam dyskotekę i jak rano jeszcze wyrażałam jakieś chęci to teraz mi zupełnie nie zależy i mało tego wydaje mi się że takie imprezy przyprawiłyby mnie o mdłości niesmak i nietakt mimo wszystko nie bawią mnie takie rzeczy wolę popatrzeć na staruszków spacerujących pod rękę
hasło księgowej na dziś: zabawimy się jak damy a jak nie damy to się nie zabawimy
udanego weekendu i niech nikt nie mówi że nie mam nic do roboty

czwartek, 31 lipca 2003

nocna zmiana

ślęczę tu od czwartej po dwóch godzinkach spania lekko oczy mi krwawią ale to nic bo nie o to chodzi prawda? pogoda do dupy a na jutro takie plany były! i tak się zastanawiam mglisto czy istnieje sens niewiary w nic? pokłady nadziei są ogromniaste ale niekompletne a ja potrzebuje kompletu i drogi SEBw nic nie pomogą tłumaczenia kosze słoneczników i telefony o drugiej w nocy bo ... trudno nie wierzyć w nic - to tylko słowa słowa słowa... a swoją drogą czy Częstochowa robi się coraz brzydsza?

Jerzy Duda Gracz - powalił mnie swoimi obrazami - to nic, że 'ukradł' troszkę pomysł Beksińskiemu; ale oglądanie stałego motywu Jezusa ukrzyżowanego z otaczającą współczesnością wywołało niesamowite emocje

czy po dwóch godzinach snu można pójść normalnie do pracy, pytam na wszelki wypadek, przerabiane tysiące razy

życzę mniłego dnia wszystkim

sorrry

bo ja dziś ogólnie rzecz biorąc dzień i wieczór pomyłek miałam i mam więc lepiej będzie jak już pójdę spać bo tak zamiast do ŚUW to do PUP-u pisma powysyłałam sprawozdanko posłałam jako opcja odpowiedz wszystkim i poszło do wszystkich Ośrodków na Śląsku poza tym kupiłam czerwone a miało być białe takie jakie siostra lubi poza tym Sebastian no ja miałam wczoraj urodziny a nie dziś i Jackowi posłałam sms zamiast Anecie (jak mi wstyd) i na całe te zamieszanie pomyłkowo zgubiłam klucze z garażu

mam nadzieję, że limit pomyek już wyczerpany

Paracelsus

redvin słoneczniki mother love bone sting pikantna pizza i rozmowy o wszystkim i niczym takie proste i takie kochane


Ten, kto nic nie wie, nic nie kocha.
Ten, kto nic nie robi, nic nie rozumie.
Ten, kto nic nie rozumie, jest nic nie wart.
Ale ten, kto rozumie, również kocha, zauważa, widzi...
Im więcej wiedzy wiąże sie z jakimś przedmiotem, tym większa jest miłość...
Kto wyobraża sobie,
że wszystkie owoce dojrzewają w tym samym czasie co poziomki,
nic nie wie o winogronach.

wtorek, 29 lipca 2003

Teddybar, 30.07.1979

nie cierpię sylwestra i dnia urodzin zawsze zbiera mnie na płacz bez powodu bo czas ucieka bo coś tam bo oprócz świętowania dziwne podsumowania

najbardziej w słonecznikach kocham ich heliotropizm

traktujemy Boga jak sklepikarza sprzedającego swym dewotom plasterki Raju

i nie mam ochoty na spacer po Księżycu bo zbyt wiele jeszcze dzieci głoduje na Ziemi i nikt mi nie wmówi że postęp jest najważniejszy dla mnie to jedynie maszyna do zabijania

umieć, nie umiejąc kochać, to nic nie umieć, a czasem jeszcze mniej niż nic

- miała być notka podsumowująca ten rok życia ale najzupełniej w świecie mi się nie chce i na coraz mniej mam ochotę i najchętniej zaszyłabym się w jakiejś wiejskiej chacie w Beskidzie i przykryła stosem książek i na drutach bym robiła (lewe prawe na przemian)
nudna jestem bez polotu pokaleczona wyleczona ale SZCZĘŚLIWA!

poniedziałek, 28 lipca 2003

cudny poniedziałek cudnego tygodnia

to leżę dziś i pachnę

regeneracja

rano ledwo zwlokłam się z łóżka
w pracy szkolenie jako pranie mózgu i zabawa w pomost w jednym jutro to samo czyli kody kreski liczby nazwiska daty ustawy etc ale za to w środę znikam w związku z rocznicą własną mam dwie opcje jedna lepsza od drugiej...

wracam do leżenia


(o Dżizu!!!!! Karol przysłał stos ciekawych knig a Zielona - w moim ukochanym kolorze navy - stringi i boską bieliznę do spania znaczy się no sypiania znaczy się jest cudowna - Stara no jesteś kochana i to zdjęcie!!!)
DZIĘKI!!!

niedziela, 27 lipca 2003

tadam

generalnie czuję się jakby mnie pociąg przejechał (chyba wolałabym nawet żeby przeleciał) te 360 km w dwódniówce dało moi nieźle w dupe ale plan zrealizowany i o to chodziło tylko na zimniutkie piweńko mam smaka i plany na przyszły weekend (Koniaków?) bosko jest się zmęczyć bosko spalić w słońcu bosko poczuć smród rozgrzanego asfaltu i bosko dotrzeć do domu amen

sobota, 26 lipca 2003

dla Babci

no widzisz czytasz to sobie no nie? jestem na miejscu i proszę się już nie marwtić!
pozdrawiam ze swojego pokoju na drugim piętrze papierowego kartonu

całuję vm

piątek, 25 lipca 2003

jestem Bóg wie kim albo nikim bez żadnego wyrazu

Chcąc podążać Drogą,
Nie odrzucaj zmysłów i pojęć.
Same w sobie już są oświeceniem.
Nie zmierzaj do żadnego celu,
tylko głupiec wiąże się z celem.
Dharma jest jedna,
to chciwość głupca jest matką wielości.
Dzielić po to, aby Jedność osiągnąć,
jest największym z błędów.


- poza tym zakupiłam za całą złotówkę "Martina Edena" i ucieszyłam się jak dziecko

... i wstaję za cztery godziny i grill klasowy znowu (?) u Miczela wieczorkiem...

jaki spokój mam dziś na duszy aż nie do pomyślenia

środa, 23 lipca 2003

na głowie kwietny ma wianek w ręku zielony...

dzień dobry wróciłam z pracy dostałam list ... najcudowniejszy list na świecie... najcudowniejszy o czym ano o tym że dar ten unoszony jest przez fale sympatii które bezinteresownie płyną z jednego serca do drugiego i że dar ten to doskonała harmonia tego co ludzkie z tym co boskie i że dar ten jest subtelną rozkoszą szlachetnych dusz

kocham Cię

dziękuję

przepraszam

(o ileż lżej na sercu)

wtorek, 22 lipca 2003

jaskółki

w pracy mimo rozjazdu wakacyjnego nowe układy reorganizacja nareszcie doprosiłam się o nowe oprogramowanie ułatwiające teoretycznie pracę – coś nowego – więc nie ma mowy o nudzie (jaskółki nade mną Dagusia była na nie uczulona) w pogotowiu nowi wolontariusze młodzi jacyś wystraszeni i kradną mi dzieciaki bo nocami ślęczymy z Tymkiem nad przepisami warunkami przeliczeniami (mówiłam że jak w grę wejdą pieniądze zrobi się nieciekawie) powinnam stamtąd wyemigrować tyle że kocham to miejsce zbyt mocno warsztaty zamknięte wakacyjnie to piszę długie mail`e z dr TN (fenks) śniło mi się że przymierzam soczewki ojca Zielonej zapytałam o Nią a on że - Aga nie wróci bo wpadnie pod pociąg - wczorajszą godzinną rozmowę Zielona rozpoczęła od słów: ‘wiesz soczewki sobie nowe sprawiłam i powoli już sprawdzam pociągi do Paryża’ wolałabym nie śnić czasem - była sobie pozytywna rozmowa dwóch Dakiń ehhhhy i ohhhy i że nie warto nie warto i już bo zbyt dobre jesteśmy bo... najważniejsze że Zielona wraca (do 2 grudnia na pewno) cholernie mocno morza chciałabym dotknąć i nawet droga M dziś nawet stwierdziła że ma chatkę w Łebie i może dotknę tego morza może o Dżizu Jacek nazwał chyba zbyt dokładnie to co miało być nazwane jednej trzeciej nie rozumiem ale nic to przecież blondynka ze mnie i zbyt prosta socjolożka (ulubione słówko) ale oczywistym jest fakt że dwa odległe światy jak głębia i powierzchnia jak mieć i być i cieszę się że stany emocjonalne prawie do opanowania i Trojak pisał o tym że nie można się smucić że coś minęło a jedynie cieszyć że to nas spotkało

basen i cappuccino w porcelanowej filiżance u Miss Dorothy (ktoś pija i rozmawia o życiu z byłą pracodawczynią?)

jaskółki odleciały znikam do pracy na dwadzieścia trzy ha

poniedziałek, 21 lipca 2003

MH WR P B

"Tam w śliczny dzień znowu będę razem ze ślicznymi złudzeniami i nadzieją, że wszystko cośmy robili miało sens, i myślę, że cudowne są góry , skoro nawet klęskę i rozczarowania potrafią przetworzyć w maleńki okruszek szczęścia, przechowywany za pazuchą pod serecm."
W.K.

(tak tak Trojak jak ja doskonale Cię rozumiem, mam to samo dzisiaj idę spać)

sobota, 19 lipca 2003

sie ciesze

potargało nami od piątku
co prawda rodzinką ambitniej niż mną
bo Gornergletscher i mój kuzyn
Czerwone Wierchy i bratowo z Olą na czele
od Owczar na Pilsko pognało Micha

to mi się zachciało ale tak bardzo Babiej Pilska tudzież chociaż RYCERZOWEJ

to wykonałam parę telefonów i byłam bliska załamaniu ale dzielnie jutro raniutko jedziemy sobie tadam tadam (FENKS KATJA&MARCIN)- jeśliby kto jeszcze chciał to bitte

i wizja Bieszczad pod koniec sierpnia przemknęła po cichu

a w nocy uśmierciłam w snach dwie najbliższe mi osoby Dżizu i znowu ta świnka z torebką pod szczytem

... nie opowiadaj ludziom o górach gdyż obudzą się więźniami w swoich karcianych domach...

czwartek, 17 lipca 2003

rozpłaszczenie

duszno męcząco leniwie wakacyjnie lipcowo zapach kawy rumianku ciasta drożdżowego stan pomiędzy tym wszystkim do rany do tej właśnie rany przyłóż głowę i serce i ręce wariacje Beethovena i słowa jak strugi wypływają a to Remarque tylko bo rany bywają różne te zewnętrzne i wewnętrzne i to takie proste powiedzieć żyj własnym życiem realizuj swój scenariusz i kawa i nostalgia i tęsknota zaspana...
dziękuję że jesteś




Kinoteatrzyk w ramach rozluźnienia

M A T R I X
Reaktywacja


Wysokobudżetowe widowisko poetycko-erotyczne

Występują:
Neo & Trinity


Neo (znad książki, w skupieniu):
- Po zdjęciu czarnych okularów ten świat przerażający jest tym bardziej. Prawdziwy jest.

Trinity:
- Co czytasz?

Neo (z roztargnieniem):
- Świetlickiego. Facet chyba coś przeczuwał...
Trinity (kusząco):
- Odłóż to już... i chodź tutaj... Ale nie zdejmuj okularów! Nie zdążyłam zrobić makijażu...

Teraz kamera opuszcza mieszkanie i widać Zion oraz niebo, przeraźliwie czarne...

THE END/KURTYNA

top10

I LOVE EVA I LOVE GABI I LOVE RYNEK GLIWICE
-Wy wiecie ile to kalorii było???
I LOVE KAROL I LOVE BARTOS & IZA I LOVE RYNEK RYBNIK
- Wy wiecie ile to promili było???

(mam nową pieczątkę imienną (dzięki !) i mamy nowe założenia i świat jest piękny zwłaszcza nad ranem i zdjęcia będą piękne i optymizm na tę chwilę litrami się przelewa – rozmowy budują podnoszą unoszą – rozmowy ludzi o tych samych problemach o tych samych a jakże różnych światach – wiem że gdzieś tam jesteśmy ze sobą spokrewnieni)

pięknie pięknie tylko dzisiejszy kac mne zabije