środa, 29 września 2004

tak wiem to z trójki

"Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce"
R.Kapuściński

...

tak jakby tryptyk najtrudniejszych dni zakończył się godzinę temu.
przez godzinę flegmatycznie jadłam pierogi z serem i rzucaliśmy się z Mistrzem kostkami czekolady.
Ćma nie wytrzymała naszej głupkowatej atmosfery i poszła z rodzicielką na spacer. lubię jak jesteśmy tacy.
wychodząc z przesłuchania wstąpiłam najpierw do garażu gdzie dostałam najpiękniejsze jabłko z worka a potem do domu gdzie dostałam największe prince polo i weź tu ich nie kochaj!
poza tym pan z firmy podpisał czek na paredziesiąt tysięcy i obiecał dalszą współpracę z MAJĄ poza tym...
będziemy dziś ogladać Bravehearta leżeć pod kocykiem pić grzańca i bedziemy mieć w nosie cały ten świat. O!
I jak tu nie kochać życia!
(dziś tak mogę powiedzieć w poniedziałek o 6:00 nie wiedziałam czy do dzisiaj przeżyję)
oj te zadziwienia...

poniedziałek, 27 września 2004

velke losiny

wracam do domu padam kapie z nosa gardło głowa zmęczenie.
nieważne.
pozytywne potwierdzenia paru konkretnych rozmów z możnymi tego świata dzięki czemu można ruszyć do przodu z pomysłem.
nieważne.
właściwie to nie wiem jak nazwać weekend który minął. brakuje mi odpowiednich słów i pojęć. może jednak bezpieczniej będzie nie nazywać tego co takie nieziemskie. sobie w duchu myślę: to takie niesamowite móc tak naturalnie prosto nieskrępowanie pięknie i bez udawania okazywać to co się czuje.
ramiona jak dwa świetlne promienie wskazujące trasę
byle by się nie sparzyć
byle by

szczęście to mieć kogoś kto nas stale oczekuje.

Nils Petter Molvaer „Khmer”
Natalka Śniadanko „Kolekcja namiętności”


kocyk herbata z sokiem malinowym polopiryna
czasem to już nie wystarcza
już nie.

piątek, 24 września 2004

czy rozumiesz mnie?

najbardziej absurdalne i niewiarygodne nadzieje były czasem przyczyną niezwykłego sukcesu, więc...

największym bogactwem jest głęboki spokój z jakim powinno się podejmować wysiłek i zdobywać dzięki temu to, czego świat nie może nam odebrać, no więc...

piękny tydzień piękne dni jakieś bardziej łagodne i spokojne mimo zepsutej pogody trzeba się jakoś ratować muzyką książkami mądrymi bardziej lub mniej rozmowami przy kawie z dziewczynami pracą wykładami czyimiś ramionami nad ranem i dmuchaniem do ucha kinem niekoniecznie Hellboyem smakowaniem na przykład fig w sosie karmelowym do kawy z kardamonem w towarzystwie miłego starszego pana doktora od socjologii - jakie to przyjemne uczucie móc choć przez chwilę porozmawiać z kimś tak mądrym i nie dającym odczuć że jesteś tylko jakąś tam szarą studentką chodząc z nim na kawę przy okazji 'mitingów sponsorskich' ze stowarzyszeń.

że życie ma czasem sens.

CZY ROZUMIESZ MNIE?

milion złudzeń i zdarzeń
i to zaledwie kilka chwil
życie to krótki sen.

środa, 22 września 2004

‘umówmy się jeszcze na takie momenty’

naciągam bardziej na dłonie ulubiony zielony sweter poprawiam soczewki i nadaje się już tylko do położenia posłuchania bjork i podłubania w bardziej odległych myślach niekoniecznie mądrych.
w południe dzwoni anka i ... opowiada że siedzi nad moimi zdjęciami i mówi do przyszłej/go Nadii/Macieja że ciocia viola zabierze cię kiedyś w te miejsca i zobaczysz jak będzie ciekawie i ... takie ciepłe łzy mi kapią po policzkach i nie wiem co mam powiedzieć, niby taki banał a wzruszyć potrafi jak nic innego.
i umówmy się że to moment taki, ułamek ciepła które zapala czerwoną lampkę gdzieś w środku i nadaje niesamowity sens.
przytulam się w nocy do bliskiej mi osoby, uwielbiam uczucie ciepłego oddechu na szyi, uwielbiam tylko dlatego że z mojej strony to najbardziej szczere gesty i reakcje. nie myślę o niczym więcej i robię błąd bo... i umówmy się że to też momenty i chwile dzięki którym łatwiej później funkcjonować psychicznie bo fizycznie bywa rożnie.
momenty
tylko czy o to nam waśnie chodzi?
to już sobie nie przeszkadzam i zabieram się do dalszej pracy

poniedziałek, 20 września 2004

byłam cholera u tej wróżki no!

na chwilę obecną to sobie postanowiłam że muszę zrobić jeszcze jedną głupią rzecz i zrobię to choćby nie wiem co. na chwilę obecną pierdolę wszystkie wróżki i całą swoją gorycz do świata że coś jest nie tak!


update
ok przepraszam za powyższy wpis strasznie mi głupio i w ogóle ucieknę do kącika i będę siedzieć cichutko i już nic nikomu nie powiem i już nie bedę walczyć ze światem

taaaakiego!

czwartek, 16 września 2004

...

ok. umówmy się że wpisu nie ma. pewnie i tak go zaraz wypieprze.
umówmy się że nawet nie wiem czy to pms czy cholera wie co!? jakoś dziwnie nic mi nie pasuje chociaż wszystkie znaki na niebie wskazują że jednak. pracowałam do późnej nocy. potem do rana siedziałam w wannie z gorącą wodą czytając „dziewczynę z perłą” chewalier i byłoby wszystko ładnie i cudownie gdyby nie to wezwanie tak! umówmy się że próbowałam się opanować grać twardą i w ogóle że to taka procedura i w ogóle... w dupe, żadne tłumaczenia i uspokojenia mnie nie pocieszą. come down bush`a to ze skrzypcami. pakuje się na jutro bo mi ten kraków jest cholernie bardzo bardzo potrzebny, jeśli wcześniej nie umrę na wrzody żołądka oczywiście. jakoś bardziej niż zwykle mam ochotę po prostu się zdrowo upić i ubawić po pachy, jeśli w ogóle uda mi się przestawić trybiki myślowe, jeśli jeszcze takowe posiadam.

ok. zbyt skomplikowane to to.

niesamowite uczucie siedzieć w południe na rynku pić piwo i czytać mając przeczucie że to tylko chwila że to takie rozpieszczenie siebie że to moment łapanie słońca za promienie układanie w głowie tego co jeszcze wkrótce lub w ogóle muszę!


ogólnie chorobowe pozwoliło mi ułożyć masę spraw poukładać co nie co posklejać wystartować z czymś nowym...

to iść jutro do tej wróżki?

środa, 15 września 2004

...

cynamonowa dziewczyna prince`a od rana.
sms od siostry na dzień dobry.
obudziłam się z tzw kolejnym etapem i świeżym zapasem spokoju po wczorajszej rozmowie.
słuchając pink floydów przeglądałyśmy z Anką trzy torby ciuszków zaczynając od kaftaników śpioszków sukienek bucików mikroskopijnych rozmiarów poprzez sweterki polarki pieluszki czapeczki kończąc na karuzeli z misiami i grającą pozytywką. policzyłyśmy że to jeszcze 94 dni i przyjdzie na świat nasz mały skarb najcudowniejszy ze wszystkich cudów na ziemi.
o winogronach śniłam w nocy pięknych dużych słodkich winogronach. ktoś mi wytłumaczy na co to?

wtorek, 14 września 2004

...

najpierw sama musisz być w porządku żeby móc komuś coś zarzucać.

oczyszczenie pola szczerą rozmową nie jest zarzucaniem komuś czegoś.

tak. nie wiecie pewnie o co mi chodzi. ale my wiemy i niech tak zostanie.

czuję się bardziej spokojniej i normalniej niż kiedykolwiek dotychczas.

jestem jeszcze komuś coś winna?

nie. to dobranoc.

poniedziałek, 13 września 2004

już dobrze dobrze już

...całych siebie chcemy dać
kilku ludzi dobrze nas zna
tylko czasem słabnie nam puls
może trzeba upaść na twarz
swoje rzeczy ubogium dać
i zacząć malować bez farb
przeklinamy dzień za dniem
śpisz bo życie nie nie jest snem
taki ciężar tylko zgina ci kark...
już dobrze dobrze już


a poza tym kupiłam zielony płaszcz i usłyszałam od grubej w sklepie - pani to w ramionach jest chudziutka dalej już raczej nie!
obleśne babsko.

no ale co. no byliśmy sobie na wycieczce pod nazwą 'ale z tym tempem" pogoda dopisała. na Czerwoną Ławkę sporo ludzi chciało dotrzeć. jednak słowacka strona Tatr jest o wiele kulturalniejsza. są już zdjęcia. były przemyślenia widoki słońce spacer do auta cierpliwość chłopaków dobre humory lekkawo spocone czoło i ... pomyśleć że całkiem niedawno patrzyłam na zbójecka chatę z małej wysokiej i wydawał mi się to całkiem nieosiągalny teren a teraz zatoczyłam tam takie małe kółko. ba. plany są dla bogaczy. biedni mają marzenia. przyznam że czerowna jest moim marzeniem które spełniło się w ciągu trzech tygodni.

zdawczo-odbiorczo powiem że jestem bardzo wolną osobą i że nie muszę nigdzie wstawać do ... zobaczymy. poza tym wydaje mi się że:
- podołam temu co wzięłam na siebie;
- dostałam opieprz że zawiodłam;
- potem że nic nie jem;
- potem że nie szanuję pracy
- potem że ...
nie powiem gdzie to mam bo musiałabym skłamać bo pare spraw mnie conajmniej zadziwiło resztę wytłumacyzłam a na pozostałe nie mam wpływu

jesteście tu jeszcze?

nie to już nie zanudzam

tak, żyjemy w czasach barabrzyństwa żyjemy w średniowieczu nic nie jest pewne nic.

czwartek, 9 września 2004

ale sie zamyśliłam

znajoma przekornie napisała mi, że szuka faceta który musiałby być: „jesienny odmienny czuły i zdrowy beznałogowy namiętny majętny i obojętny dla owych zawsze gotowych... „ dobre pomyślałam dobre. ideałów nie ma i nie będzie. zapytała też jakiego ja szukam bo o ile pamięta naszą ostatnią rozmowę to zależało mi tylko żeby nosił ciemno-zielone sztruksy i miał niski barytonowy głos i był choć w połowie tak stanowczy i zarazem ciepły jak M. no i w zasadzie zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle szukam? czy ja szukam faceta? otóż odpowiadam sobie że nie. że podoba mi się takie życie jakie mam. (choć czasem przeszywają mnie myśli o zakorzenieniu rodzeniu męskim ramieniu itp). że broń Boże spotykając się z facetami nie patrzę na każdego jako kandydata na męża. że wkurza mnie strach w oczach mężczyzn jak już jesteś miła życzliwa pomagasz mówisz przyjemne rzeczy to u nich zapala się żarówka typu- no ja zakochała się no ja trzeba spieprzać – i tak też się zachowują. wkurza mnie tym bardziej, że faceci na ogół szczerzy nie są nigdy do końca. że ostatnimi czasy przekonałam się o ich egoizmie własnej prywacie i własnym szczęściu (tutaj i teraz ma być mi dobrze reszta jest nie ważna nie ważne są uczucia przyjaźnie wcześniej przeżyte chwile słowa rozmowy) i spoko jeśli gość jest na tyle odważny, że potrafi konkretnie określić stanowisko wobec tego co zaszło a do czego mogło dojść gdyby... niestety takich znam dwóch tylko dwóch, którzy są już dojrzałymi panami z dziećmi i cudownymi żonami.
przeczytałam ostatnio w Przekroju artykuł o psychopatach, którzy ponoć drzemią w każdym z nas. tacy co to wyróżniają się cudownym błyskiem w towarzystwie, mógłby ci nieba przybliżyć – niestety zachowanie to wynika z interesu i kluczowych znajomości które w przyszłości być może przyniosą jakiś zysk. i ja cholera nie potrafię zrozumieć dlaczego ci ludzie nie umieją zrozumieć, że takie wyrafinowanie i bezczelność, że taka gra pozorów i takie bawienie się czyimiś uczuciami są wyczuwane na kilometr – w moim przypadku niestety dopiero po półrocznej znajomości. naprawiłam to ostatnio. uczę się. ubaw przy tym mając a zarazem smutek, że to aż tak wyłazi na wierzch, a ty nie chcąc skrzywdzić gościa uśmiechasz się pod nosem bo ci go zwyczajnie szkoda, że taki nieszczęśliwy i nadrabia biedak czym tylko może opowiadając bzdury bardziej lub mniej zmyślone.
mogę śmiało powiedzieć, że znam czterech szczerych facetów. jeden jest moim ojcem drugi przyszywanym dziadkiem. dwóch pozostałych chodzi w sztruksach nie ma barytonowych głosów nie są bynajmniej majętni jeden z nich jest namiętny obydwaj nie lecą bynajmniej na te zawsze gotowe. obydwaj są mi bardzo bliscy choć z żadnym z nich nie wyobrażam sobie wspólnego żywota. a może ja mało wiem. może za parę lat będę sobie wyrzucać że kocham kogoś (a raczej leczę się z tego) kto nigdy w życiu nie będzie mnie szanował bo wiem to tu i teraz.
- wybacz Gocha, że odpowiadam w tej formie właśnie.

ufff. to teraz wybaczcie ale znikam na akcję jabłka potem akcję okna oraz sprzątanie reszty świata. jezu jak jest super. mówię wam.

środa, 8 września 2004

hm...

normalnie czuję że czas powrotu do czegoś tam się kończy. normalnie dochodzę do wniosku że ogólnie można rzec: `mam tak samo jak ty` i że jesteśmy do siebie podobni w tych powrotach - trudno nam zaaklimatyzować się na nowo w pracy trudno złapać odpowiednie tempo eva pisze że wtedy staje się melancholijna olga że przesadza po raz enty te cholerne kwiatki nie wiadomo po co. pocieszam się tym że inni też tak mają. działanie jest wrogiem myślenia. zwłaszcza myślenia o tym jak jesteśy samotni niekochani i nadajemy się już tylko do kserowania całej fabryce kolejnej ustawy...
koniec z tym okresem. teraz czas dziwięcio miesięcznej ciąży. (spoko odbija mi na punkcie ciężarnej siostry która ma coraz to bardziej spowolnione ruchy i reakcję na cały ten gówniany świat)
ale normalnie uwielbiam ten stan kiedy to nareszcie rusza cała maszyneria. bo w zasadzie mam już dość książek filmów muzyki kawuni - w nadmiarze tracą one swoją magię niestety. myślę że już można zakupić więcej guarany bo oto dwa projekty przede mną telefon po mgr kolejny na późną jesień bo oto nabieram coraz to większego zachłyśnięcia się tym poczuciem bezbpieczeństwa jakie nadal posiadam bo mam już plan zajęć i mam nowy pomysł na współpracę z pr. mam to wszystko mam w garści i nie wypuszczę.
no i co? no rozdzwoniły się telefony ba! upijemy się ja nic winem w karkowie 18-19 września z evką i ekipą. wejdziemy se na czerwoną ławkę choćby i z tery`ego z wojcieszkiem i zieloną. poślęczymy parę nocek z piorem nad projektem - i o to wszystko mi chodziło!!!

póki co wymieniam okna potem kupię samochód.

do dzieła...

poniedziałek, 6 września 2004

...

ćma leżąca do góry brzuchem, marzy o tym, że jest obrzydliwie bogata i robi nam prezenty. otrzymuję: mieszkanie w rybniku, nowiutkiego granatowego (niech będzie garnkowego) peugeota i na dorzutkę 100 mln plnów na pocieszenie się i rekompensatę tego wszystkiego co złe mnie ostatnio dopadło.
milutką mam siostrę co.

dostałam od izki cudowne lusterko z avonu
nie lubię tylko w nie patrzeć.

pierdoły piszę bo się pierdołowato czuję.

karol rano przez telefon: ty weź spakuj tylko te bordowe sztruksy koszulkę i polar i uciekajmy w bieszczad. chciałoby się. szlag mnie trafia jak widzę za oknem taką pogodę a słońce grzeje mnie w plecki. ufff można by tyle szlaków zrobić.

nie opowiadaj znajomym jak kończy się ten film. to ja wam powiem: kończy się kiczowato tak jak i cała jego kiczowatość fabuły więc nie warto czekać do końca. („Osada”) myśmy przyszli na koniec więc spoko. co z kolei można powiedzieć o najnowszym filmie Almodowaro? („Złe wychowanie”) ano że ten gość proszę państwa im starszy tym gorsze głupoty stwarza, tematyka przejedzona zero smaku i emocji. takie pyszne naleśniki zjedliśmy wcześniej że szkoda byłoby je zwrócić gdybyśmy dotrwali do końca. Wojtek nie pytaj jak kończy się ten film Ty go po prostu nie oglądaj!

szukałam dziś rano kluczy do fabryki wszędzie je szukałam wyrzuciłam wszystko z torebki : notes kalendarz portfele dwa guarane betakaroten krem do rąk kosmetyczkę 4 paczki chusteczek komórkę gumę do włosów pamiętnik rachunki książkę ... i po cholerę ja to wszystko codziennie tacham? w osobnej oczywiście aktówce gazety notatki zeszyty dyskietki bez których nie oddycham. też tak macie?

jak przywalę w to radio które mi tu buczy to pójdzie w cholerę razem z oknem i kwiatkiem po drodze pnącym się w chuj wie jakim kierunku?


update 23:08
"Piętno" wobec powyższych głupot bez porównania; piękny wieczór ciepłe wrześniowe słońce i jedno z ostatnich piw ogródkowych i marzę żeby kiedyś móc zatańczyć na takiej werandzie z takim mężczyzną przy takiej muzyce...

update 15:00
dziś "Sierpień" z Anthony Hopkinsem chyba się w nim zakochałam

niedziela, 5 września 2004

homecoming

a poza tym mam jeszcze takie całe zaplecze na możliwość realizacji siebie samej, Najwyższy wybacz za pogubienie się wybacz za chaos za zatracenie siebie w sobie za głupoty i za głupich bożków za świat który nie jest moim światem za obrazę za ... słucham dziś na full volume Przyjdź 2TM2,3 i Duch`a Armii;
biegamy wczoraj z Ćmą po sklepach spędzamy cały dzień ze sobą tak bardzo boję się o Jej dorosły świat i jednocześnie wiem że sobie poradzi wiem to. amen.

Był pewien człowiek co zbudował wielką łódź
Bo tak bardzo wierzył w to co mówił mu Bóg
że nadchodzi potop straszny w sile swej
I nie będzie miejsca ani czasu by zmienić światopogląd

Był pewien człowiek który z Bogiem żył
Sto lat miał gdy urodził się syn
Przeszedł do historii jako symbol wiary nieugiętej

Wierzyć to znaczy chodzić po wodzie
Chodzić za Jezusem kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej
Wierzyć to znaczy spoglądać w niebo
Kochać bliźniego umieć żyć z nim na co dzień

Słuchaj przyjacielu dobrej rady mej
Możesz przeżyć życie które może mieć sens
Jezus jest mym Panem
Lepszym jutrem mym
Jemu zaufałem nie żałuję tego wcale

piątek, 3 września 2004

kruk między innymi

"- Najpierw trzeba szeroko rozpostrzeć skrzydła, potem pomachać ze trzy razy na próbę, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, a potem...
- Ale ja nie mam skrzydeł - przerwał łoś.
- Aha - odrzekł zmieszany swoją nieuwagą kruk.
- Ale mam bogatą wyobraźnię. Może wystarczy, jak sobie wyobrażę, że mam skrzydła - dodał łoś bez kompleksów."



wczorajsze lody a`la krówka z bitą śmietaną z czekoladą orzechami kawa jamajka blue montain dla koneserów dla specjalnych gości od karola wygadanie się przed monią wieczorne potem wesołe rozmowy z mistrzem i ćmą do północy czuje że mogę wiele tak wiele z taką pomocą jakieś mętne jeszcze ale już szeroko pojawiające się plany tęsknię za przytuleniem gdybyś tu tylko był...

dobry nastrój dziś
proszę podać dalej...
no już już


<U>update
Osetia; zero nastroju jakiegokolwiek cokolwiek by mądre głowy nie wymyśliły byłoby źle; wolę nie myśleć gdyby to był budynek w którym uczy się ćma

ncm


andalo jesteś boska! no żesz mnie oświeciło, że znam takiego właśnie Szuwarka i co? no powinnam wziąć dupe w troki i spieprzać jak najdalej!

fenks very macz

czwartek, 2 września 2004

...

w sumie to czuję że mimo wszystko mimo całej mistyki ostatecznej mimo bólu mimo chorób mimo śmierci mimo przerażenia świat jest w pewnym sensie w porządku ... żegnaliśmy wczoraj z karolem lato, w zasdzie nie wiem po co to robiliśmy ale dorośli jesteśmy więc; kultura chyba w jakimś tam stopniu ogranicza naszą natuarlną dobroć, dlatego warto czasem odrzucić kulturę i podążyć za naturą, kiedyś chyba nawet Nietzsche śmiał się z poglądu, że jeśli odrzucisz społeczne instytucje, to pod spodem znajdziesz tylko naturalną dobroć. dobroć ludzka z natury jest pogrzebana przez instytucje kultury w formie społeczeństwa państwa edukacji itd. no ale nie wiem czy znajdziemy jakieś skarby jak będziemy szukać w regresywnej przeszłości ludzkości?

ostatnio oboje jesteśmy wyznawcami - dobroci i przyjemności chwili - zwłaszcza że człowiek nigdy nie wie ile tak na prawdę tych chwil mu zostało.

wróciłam po urlopie wypoczęta i zadowolona. wystarczyło dwa dni a poczułam się dobita i przyparta do muru, straciłam sens mojej pracy, znienawidziłam całą patologię tego świata i agresję wywołują we mnie ludzie będący klientami ośrodka. nie nawidzę ich niezaradności smrodu uzależnień cwaniactwa prostactwa i wszelkich innych oznak słabości i małości. nie wiem co mi się stało ale altruistką już chyba nie będę i zaangażuje się tylko tam gdzie mi zapłacą albo jeśli będę widziała dalekosiężny sens mojego wysiłku.

a w sumie to czasu i sił nie starcza mi nawet na rozmowę z mistrzem. żyjemy pod jednym dachem i czasem nie widzimy się cztery dni. ance brzuch urósł dość znacznie pięknie z nim wygląda nawet zbieram wokół opinie że mam śliczną siostrę. ćma zaczęła szkołę i dumnie stwierdziła że teraz przynajmniej będzie bardziej doceniałą chwile wolności. a rodzicielka jest do rany przyłóż nie wiem może to wynik tego że ostatnio wyciągamy te same wnioski.

przechodzi mi powoli chęć uciekania stąd, chociaż zaskakuje podobieństwo wniosków z których kiedyś się śmiałam a teraz odczuwam je na własnej skórze.

czasem chciałabym popracować na trzy etaty i nie mieć czasu na zbędne i dołujące przemyślenia.