czwartek, 27 lipca 2006

27.07.2006r.

cieszę się każdą minutą ostatnich wolnych dni. powoli jem śniadanie; arbuz, kawa. czcionka 'kuby bazgroły' jest niesamowita. czytam news`u z maili - jest dobrze bo być musi. są ludzie, którzy potrafią pięknie i szczęśliwie żyć (mrugam do Elika). Nadia znalzła sposób na upały pod naszym prysznicem. zamyka kabinę mówi "pa!" i ciapra się zimnistą wodą. małpka w kąpieli. mam coraz to więcej myśli w głowie typu "co jeszcze trzeba zrobić przed". dziś akcja "Z" drukuje, przycinam, składam. przyjemność którą przy tym odczuwam jest niedookreślenia. nie staram się więc. każdy cud zwykły jest codziennie zdarza się. ha. nakładam balsam ujędrniający. myślę sobie - gdyby ci wszyscy którzy wątpili ...

wszystko stało sie drogą
co było cierpieniem


--------------------------------

nadzieja i rozpacz
radość i ból
niewiara i wiara
czas coraz szybszy
trwanie jak ciemność
to za daleko
i już niedługo
dom pełen bliskich
i bez nikogo
człowiek co szuka
anioł co nie wie

tak jak dwa jeże sobą zdzwione
szukają razem miejsca dla siebie




wiecie jakie to uczucie kiedy wszystko co zawiłe układa się powoli powoluteńku swoim delikatnym i miarowym tempem. dopiero gdy cierpliwie człowiek doczeka do odpowiedniego momentu może cieszyć się prawdziwie. to jak pielęgnowanie rośliny dopiero po jakimś czasie można spojrzeć na nią o poranku z rosą w oczach z zachwytu i podziwu nad owocami pracy.

szczęśliwa jestem
dziękuję! (Tobie Najwyższy i Tobie JK)

poniedziałek, 24 lipca 2006

24.07.2006r

(po obejrzeniu „X-Men: Ostatni bastion (X-Men 3)” no i „Piraci z Karaibów” wniosek mamy jeden – piraci to nawet sobie stanąć obok x-men`ów nie mogą! ostatni bastion jest perfekcyjny, zabawny, szalenie zwrotna akcja, stroje, efekty specjalne, muzyka, wszystko absolutnie dograne. a piraci – obleśny (wiadomo krakon czy jak mu tam), ciągnący się jak niekończąca się opowieść, żadnych przystojniaków, pare hałasów które niby miały wzbudzić strach, i wszędzie woda i obleśne stwory.)

U mnie regulowanie fizjologiczne; dochodzenie do normy; szaleństwo hormonów; płacze i głupawki na przemian; mam wyrozumiałego współtowarzysza tego wszystkiego co się dzieje lipcowo. Czuję, że wdzięczność to za małe słowo. To za mało. Mamy już pierwsze sny październikowe. Mamy za sobą ważne spotkanie. Siedziałam na przeciwko i ... brak jest słów jak wtedy czułam się dziwnie a jednocześnie dobrze; raz jak mała dziewczynka a raz jak dorosła kobieta która wie czego chce.

Z wniosków ostatnich: pieniądze to potęga, moc; są jak nóż – można im pokroić chleb i zrobić komuś krzywdę; to nie pieniądz jest winny, ważne jest to, co człowiek z nim robi.

A poza tym tutaj i tutaj można zobaczyć nasze zdjęcia.

czwartek, 20 lipca 2006

20.07.2006r.

stań sam przed lustrem
kochaj to co widzisz
tak jak pokazał luc besson
prawdziwi bohaterowie
muszą być ze sobą sami w zmowie


pranie schnie w mgnienia oku. w kuchni zauważamy od miesiąca, że kwiaty heliotropicznie śmigają do góry. marzy mi się wrzosowy storczyk. pachnie koperkiem i brokułami. mieszkanie wypełnione muzyką Miecza. prezenty; a to kosmetyki spa, a to woda termalna avene, a to martini, innym razem hiszpańska kosmetyczka. odpoczywam na balkonie opalając ramiona. telefon karli, rozmowa z tomaszem, z czechem. pomarańczowe róże sprzed paru dni rozwijają płatki. mówimy sobie dobre słowa. przytula mnie w nocy po wizycie u profesora i mówi: chodź, może razem będziemy się mniej bać.

... nie ma takiej siły, która przekona mnie, że nam nie uda się.

wtorek, 18 lipca 2006

18.07.2006r.

To już czas na osy lub pszczoły które nisko przy podłodze latają. Bose stopy muszą wtedy uważać. Bose stópki Nadii tym bardziej. Patrzę na nią i mogłabym zjeść ją całą. Mówi już swoim językiem, rządzi Anką, płacz ma na zawołanie jak i śmiech. Gestykuluje, rozmawia przez telefon, przerzuca oczkami, tańczy, wywija bioderkami, kręci pupką machając przy tym ręką na znak, że chce dosięgnąć gwiazd. Jest królewną.

Wczoraj małe zwątpienie w siły własne, w radość z tego co jest, pomyślałam jak zwykły zachłanny i niepokorny człek bez wiary. Z głupim pytaniem: dlaczego ja? Dlaczego stało się co się stało, dlaczego nie potrafi mi to wyjść z głowy, dlaczego teraz dodatkowo to „coś obcego”, dlaczego nie już a przyjdzie czekać dopiero po naszym dniu. Dlaczego?

Dziś już lepiej. Wyszłam do ludzi. Pomarańczowe kwiaty. Praca. Znowu ustawiłam się do pionu. Pomogło to co zwykle. Jej uśmiech w grocie. Ręce; Jej delikatne wyciągnięte ręce. Zdrowaś... Nie ma innego wyjścia jak dalej zwyczajnie cieszyć się tym co jest, dmuchać na to co gorące, kochać tak jak sie kochało a nawet więcej, cierpliwość i pokorę przełożyć na przód i robić swoje.

„to że jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi”




a potem czytam TO trzęsą mi się ręce, serce bije mocno, czuję niemoc albo ogromną moc właśnie.

a jeszcze potem.
zrobiliśmy sobie listę miliona spraw do załatwienia przed. powoli dobrym dość tempem wszystko zaczyna układać się w dobrą układankę całości. oby tak dalej.

piątek, 14 lipca 2006

peleryny dwie...

pod oknem rudy kot pije mleko z czerwonej miski; kolorowe doniczki ze słonecznikami; mleczna kawa w zielono-niebieskiej filiżance. chromoterapia. odbieram wypis szpitalny. jadę rano zielonym po zaświadczenie z chrztu co to w sierpniu 1979 miał miejsce u Św. Katarzyny. nagle czuję, że nie muszę nic a muszę być szczęśliwa. obiecałam już nie płakać. teraz to już trzeba zająć się priorytetami które nagle zmieniły kolor. są radosne. pada deszcz. jeśli tak będzie w naszym październiku to założymy kalosze peleryny dwie i pomkniemy a co.

update niedziela 16.07.2006r.

rozbawia mnie do łez. patrzę na Niego i to wystarczy; oboje wiemy o co chodzi. pomysł za pomysłem. oglądamy salę. szukamy miejsc do zdjęć. śmieję się tyle, że nadrabiam całe poprzednie dwa tygodnie. lilie nad wodą. jestem tak przeszczęśliwa. całe życie szukałam takiego człowieka, całe życie modliłam się o taką atmosferę przed powiedzeniem sobie magicznego tak.

środa, 12 lipca 2006

12 lipca 2006r.

jk mówi, że odnosi wrażenie jakby ktoś odgórnie tym sterował. uśmiecham się bo ja nie tylko odnoszę wrażenie, ja zwyczajnie wiem, że tak jest. że każde słowo powiedziane i usłyszane było ważne, że każdy gest i zachowanie miało sens, że wszystko małe i duże co wydarzyło się pomiędzy było potrzebne do całej układanki. że ból i strach i ostateczne werdykty. że ktoś nad tym czuwa i widzi sens ogólnie pojęty i że perspektywa tego nie jest wyobrażalna przez nas samych, małych i zwykłych człowieczków.

pomimo strachu od początku lipca i coraz to nowszych informacji każdego dnia. pomimo strachu bólu szeregu badań i przyprawiających o palpiatcję serca informacji wymawianych z prędkością niczym seria pocisków z karabinu to ... i tak powiem, że postaram się być twarda, cierpliwa, rozsądna, spokojna, postaram się już tak na serio dbać o siebie, dokończyć wszystkie sprawy związane ze zdrowiem zapominając o priorytetach zawodowych. postaram się zapomnieć o tym obrazie naszej służby zdrowia która jest w opłakanym stanie, którą jestem zdegustowana, której najzwyczajniej w świecie się boję! Boże, spraw żebym nigdy w życiu nie musiała przechodzić już takiej serii.

mam paru cudownych Aniołów i chwała im za to co zrobili dobrego w ciągu ostatniego tygodnia!

ale napiszę teraz na pocieszenie, o czymś co najważniejsze, o tym że 28 października tego roku wypowiemy sobie tutaj przysięgę małżenską a potem będziemy się bawić w tej sali do białego...

w końcu nic bez powodu się nie dzieje.

Kocham Cię. Dziękuję za ten tydzień.

wtorek, 4 lipca 2006

opowieść lipcowa w odcinkach

pierwszolipcowy dzień mnie lekko rozpieścił ale.
drugolipcowy przewiał mnie wiatrem na Pradziadzie.
trzecio zaskoczył mnie potwornym bólem i krwotokiem.
czwarto zaskoczył inną niż zwykle okładką Zwierciadła, gorączką i ewentualnym szpitalem.
no więc jutro niech będzie normalnie, bez zaskoczeń.
trochę się boję. trochę.

nie lubię sobą martwić innych; jk mówi że to jest "nasza" sprawa nie tylko moja. gule stają mi w gardle. bo mi wstyd choć wiem, że to nie moja wina.
kupiłam na wieczór lody czekoladowo-wiśniowe i schowam się w rogu kuchni.
(ale czytam w h. że ja sprzed roku to już nie ja. i to jest całkowita prawda. ten rok to rok bardziej na plus niż minus. to rok w którym lubię siebie coraz bardziej a człowieka mojego życia kocham jeszcze mocniej bo doskonale rozumiem).

update c.d.1.

co do środy, czyli piątego dnia lipcowego to tak. czterech lekarzy, cztery poradnie, dwa usg, dwa ekg, dwa badania, temperatura, ciśnienie; inne takie. matko Lutek aleś my wyglądali wystraszeni.

śpię w swoim łóżku. Bogu dzięki.

co do czwartku, szóstego dnia lipca. od rana pobranie krwi, moczu; rejestracja u lekarza rodzinneg, ekg. wizyta u mądrego specjalisty. badania. szereg wstępnych diagnoz głowa boli. jestem wdzięczna życzliwym i mądrym osobom, że w naszej opłakanej sytuacji służby zdrowia załatwić takie sprawy potrafiły na już. jutro ciąg dalszy nastąpi.


będziecie nie?

update c.d.2.

piątek siódmego dnia lipca przyjęłam spontanicznie hostię na schodach szpitalnych i tchnęło mnie by pójść po te wyniki. nie potrafię wytłumaczyć jaka siła kazała mi to zrobić. no i nagła zmiana planów. odwołane badania. oczy mam w ścianie wlepione i ręce trzęsą mi się ze strachu. pękam, rozpłakałam się jak dziecko przy Nich, choć obiecałam sobie, że płakać będę tylko przy jk. nie płakałam w o obawie o... ale z bezsilności, z nawału informacji usłyszanych od poniedziałku. sytuacja asekuracyjnie powiem może rozwinąć się dobrze ale o tym zadecyduje czas. trzymajcie kciuki bo coś mi się wydaje, że do poniedziałku posrebrzą mi się włosy na głowie jak nic.

sobota, 1 lipca 2006

01.07.2006r. sobota

Łagodny język jest drzewem życia, natomiast złośliwy niszczy ducha.
- czyli dewiza lipcowa w ten wolny i miłosny poranek pierwszo-lipcowy roku 2006 wymyślona.

W Trójce sobotnie spotkanie z Mieczem. Łagodna Kraina. Dobry nastrój. Spokój.

Przy większej ilości czasu, która o dziwo się znalazła chce przeprosić za rzadkie odzywanie się tutaj. Właściwie to chyba wszyscy po trochu wiemy jak to jest kiedy to poniedziałek zlewa się z sobotą. Ale nie o tym. Dziś pierwszy dzień lipca, miesiąca ukochanego w moim życiu. Nie dlatego, że właśnie oto radośnie zostało mi 29 dni szczęśliwego 26 roku życia, ale zwyczajnie lipiec wyjątkowym miesiącem jest. Być może pozostałości z dzieciństwa, lato, wieś, zapach trawy, wody w stawie, smak truskawek i lodów na patyku. Być może. Teraz jest inaczej. Doroślej. Obieram pierwsze truskawki, nasze wspólne pierwsze truskawki ... czy potraficie sobie wyobrazić, że ten fakt mnie wzrusza i cieszy bardziej niż jakakolwiek wygrana materialna. Nie kupisz radości i spokoju domu, miłości drugiego człowieka. Rozmarzyłam się i piszę dziś uspokojona i żyje wciąż marzeniami które powoli się spełniają. Ku radości. Byle tak dalej.

Jeśli chodzi o życie fabryczne wciąż i stale otwieramy oczy ze zdziwienia. Głupota jest rzeczą okropną. Jaką trzeba mieć siłę w głupocie żeby poruszyć i manipulować nią tyle osób? Jaką trzeba przybrać postawę i ile trzeba świętego oleju mądrości w głowie i cierpliwości ponad miarę żeby móc to wszystko ogarnąć bez uszczerbku na zdrowiu. (Ćma dziękuję Ci moje serce za kawę wtedy). Nie bardzo chce mi się to wszystko w szczególe opisywać. Przecież ni ja jedna cierpię w relacjach pracowniczo-pracodawczych.

Ale... jest sobie świat inny, mój własny, mój z pisaniem czytaniem słuchaniem. O właśnie. Książki tygodnia: Aniela Jasińska „Lotne piaski” (to tak na wakacje); Bert Hellinger „Porządki miłości”; Piotr Sztompka „Socjologia zmian społecznych”; Sri Srimad „Prawda a piękno”; G.G.Marquez „Rzecz o mych smutnych dziwkach”. Muzykę posłała mi ostatnio Crazy Mary za co mój aniele muzyczny wielkie dzięki i tak (oprócz tego, że już mamy Pearl Jam, Tool`a i RHCP) to zachwycam się muzyką zespołu ze stolicy Islandii Rejkjawiku czyli Gus Gus, tworzą oni muzykę elektroniczną z elementami trip-hopu, house, techno i jazzu. Genialne na lato. A czysta wirtuozeria, aczkolwiek bez epatowania to płyta RPWL World Through My Eyes; kawałek Roses z Ray`em Wilsonem jest magiczny.

Świat zasmuca jeśli wszystko jest na „nie”, kiedy słuchasz płaczu starszej samotnej osoby z goryczą w sercu; jeśli patrzysz na to jak rozum człowiekowi odbiera na starość; kiedy widzisz niesprawiedliwość i złośliwość. Świat zachwyca jeśli dostrzegasz w tym wszystkim nadzieję i sens, jeśli potrafisz POMIMO żyć pięknie. Jeśli znajdujesz jeszcze do tego ludzi na pozór naiwnych ale jest taki kawałek „naiwni” i jest to laurka dla prostolinijnych i prostodusznych, których tzw. wielki świat ma za naiwniaków. Ale to oni zdobywają góry nieosiągalne dla cyników i pragmatyków. I doświadczają cudów, bo cuda są dla nich codziennością. Sami są zwykłymi cudami i to im trzeba ufać.

Żeby nie rezygnować wciąż i stale cytat Księdza od biedronek: ”…jeśli nie wiesz dokąd iść – sama cię droga poprowadzi…”. mrugam tu okiem – bo, jak się nie wie – to się fałszuje ;) ;)

jaka jest zależność między miłością a prawdą?
miłość wzrasta przez prawdę, a prawda staje się bliższa osobie przez miłość.


dobrego lipca...