wtorek, 6 kwietnia 2010

Wielkanocnie 2010

z Tatr przywiozłam sobie niezłe zakwasy i dawno już zapomniane widoki ośnieżonych szczytów górskich.
Len jak zawsze dzielnie znosiła nasze całodniowe spacery, bez pampersa, bez narzekania, z hasłami typu: "ja chce mieć normalną mamę i normalnego tatę:)". na tle białych Tatr nasza mała córka wyglądała jak Okruszek, Czarny Staw Gąsienicowy ją zachwycił za to nad Morskim Okiem znalazła swoje kaczki:).
z najstarszego w Europie jarmarku (
tradycja odpustu na Zwierzyńcu w kościółku Najświętszego Salwatora-Zbawiciela sięga wieku XII) czyli Emaus u Sióstr Norbetanek przywiozłam sobie piękny bukiet suszonych kwiatów i zbóż.
Ceremonie Wielkiej Soboty oraz msze świąteczne w Kościele na Krzeptówkach z udziałem górali, skrzypiec i śpiewów to przeżycie ogromne. a drewniany dom Baranowskich okazał się tym, czego właśnie szukałam na nasze święta!


Czarny Staw Gąsienicowy


Okruszek


Ruszamy...




Po spacerze wokół Morskiego Oka



Rosoły dwa w Murowańcu


Krokusy też znaleźliśmy



3 komentarze:

jelonkaa pisze...

Ale ŁAZIKI :o) Pozdrawiam.

babibu pisze...

pięknie!

OLQA pisze...

podziwiam wytrwałość i za zazdroszczę krokusów:)