piątek, 5 lutego 2010

mini-fotorelacja i coś jeszcze...


Według bardzo prostego sposobu, podanego przez Alizee (http://alizee-domalizee.blogspot.com/), szyję serie koszy jabłkowych:)


Szafirek to czy nie, umieszczony w filiżance. Zobaczymy co zakwitnie...


Proszę zgadnąć co też Lena może oglądać, bajka podpowiem, ulubiona?

Moja przyjaciółka Kasia (http://nasz-puszek.blogspot.com/) zrobiła dla mnie wspaniały prezent, po cichu marzyłam właśnie o czymś takim! Dziękuję moja kochana. Aż wstyd się przyznać, ale prezent dla Ciebie "wciąż się robi". Przepraszam.

I coś jeszcze...
Zostałam wyróżniona na blogu bratniej duszy http://jelonkaa.blogspot.com/
za, cytuję: "
odwagę mówienia o Bogu w swym codziennym życiu, wbrew temu co lansuje i mówi dzisiejszy lightowy świat, "

Dziękuję, jestem zaskoczona, nie wiem co napisać, stąd cytat:

B O Ż E

Darwin znikł z długą brodą posiwiały małpy
Wolter już jak nekrolog w kąciku humoru
nawet Kopernik zmalał choć obracał ziemię
spaniel życzy przed sklepem krótkiego ogonka

wszystko na pysk zbity wali się bez Ciebie

Jan Twardowski

niedziela, 31 stycznia 2010

Len


... idzie jutro ze mną odebrać z przedszkola druk wniosku o przyjęcie do grupy 3-latków od września 2010.

moja mała kruszynka:)


środa, 30 grudnia 2009

Boże Narodzenie 2009 i koniec roku

trzeba przyznać, że były to jedne z lepszych Świąt w naszym rodzinnym bytowaniu :) Len szalała tekstowo, rozbawiając nas do łez; JK bawił się kolejkowo; ja wymodliłam się tak jak chciałam. kulinarnie zaspokoiłam mojego męża kapustą z grzybami a polędwiczki z dorsza okazały się strzałem w dziesiątkę - jeśli chodzi o ryby! nie zabrakło uli moczki sałatki łososia i likieru kokosowego. Lena zaniemówiła w żywej stajence, gdzie żywa Maryja i żywy Józef i Dzieciątko i zwierzęta! poza tym wczorajsza kolejna skrzypcowa Cicha Noc w tym samym miejscu (to już trzeci rok) utwierdziła mnie w przekonaniu, że na szczęście trzeba sobie zasłużyć i je zwyczajnie wymodlić. udało się. trzy lata nie poszło i nie idzie na marne. zaryzykuje ale musze to napisać, jestem w cudownym etapie mojego życia i niech tak zostanie! oczywiście święta świętami ale nie bylibyśmy sobą gdyby nie zrobić czego innego. więc zwiedziliśmy Repty, potężny ośrodek medyczny, wspaniały ośrodek salezjański i ... kopalnie szyby pochylnie windy itd. zabytkowa kopalnia srebra i szyb czarnego pstrąga. lena jako górnik aż piszczała z radości.
i powoli kończymy 2009. dobry, zakręcony, nieco wyjazdowy, nieco domowy ale DOBRY!
postanowienia na 2010? wreszcie opanować ortodontę, wreszcie zadbać o zrzucenie 10 kg, kupować więcej książek mniej ciuchów, zadbać o spokój duchowy, być na koncercie PJ w lipcu, zorganizować weekend rekolekcyjny dla małżeństw w górach, zrealiować wyjazd na południe europy, i kochać kochać kochać...





















sobota, 19 grudnia 2009

przedświątecznie

ponieważ w tym roku postanowiłam, że nasza żywa choinka będzie bez światełek i przystrojona tylko w naturalne ozdoby - zakupiłam dla Leny sztuczną, którą ubrała sobie sama od początku do końca w bombki i inne... (ok, światełka zawiesiłam ja).



uwielbiam zapachy świąteczne, a z Egiptu przywiozłam sobie wiele przypraw.



jako, że dziś sobota to zarządziłam w domu, że sprzątamy pieczemy i wyżywamy się artystycznie. kazałam Lenie przygotować się. więc przyszła do kuchni, mówiąc "jestem mamuniu gotowa", o tak przyszła:







więc upiekłyśmy najpierw piernik a potem zrobiłyśmy ozdoby z masy solnej.





potem figurki schły a myśmy poszalały na sankach i porządnie wymarzły a herbata z cytryną i sokiem malinowym smakowała jak nigdy. po czym stworzyłyśmy sobie warsztat taki:









zapach pomarańczy i goździków to podstawa zapachowa świąt!





nie ma jeszcze żywej choinki ale za to JK przyniósł do "podreperowania" bonsai więc podlewam i zraszam i czule mówię...



wtorek, 8 grudnia 2009

egypt grudzień 2009

nie wiem czy będzie kiedyś dokładny opis wyjazdu do egyptu. z rozpędu przeszłam do porządku dziennego czyli pracy płacy i zabawy przy tej paskudnej pogodzie :) nie wiem kiedy obrobię zdjęcia, które chce Wam pokazać. a jest tego sporo. tri-for-tu i wschód księżyca to dwa hasła kojarzące mi się póki co z wakacjami i słońce słońce słońce oraz smak ichniejszych pomarańczy. piasek we włosach i słony smak Morza Czerwonego rafy korale i rybki klown i góry o zachodzie słońca oraz najpyszniejsze omlety jakie jadłam w życiu, przygotowywane przez przystojnego araba. zszokowała mnie reakcja na naszą Lenę, która niczym gwiazda była traktowana, robiono sobie z nią zdjęcia przytulano i całowano - a my rodziciele staliśmy osłupiali o co kaman. Len obrosła w piórka popularności i stale mówiła - jestem taka cudna i wsyscy chcą ze mną robić sobie zdjecia! jesteś jesteś cudna córeczko - tak samo bałyśmy się w samolocie i tak samo wystraszone byłyśmy w pierwszym zetknięciu się z inną kulturą i mentalnością arabów. po dwóch dniach można było przywyknąć i zacząć odpoczywać. zwiedziliśmy Hurghade, Luxor, świątynie w Karnaku, Dolinę Królów, Świątynie Hatszepsut, fabrykę alabastru i wioskę Beduinów i płynęliśmy Nilem i nigdzie nie spotkaliśmy się z chamstwem przemocą i agresją. pełna kultura i radość i o to chodziło. Egipt to inna kultura inny świat równie piękny co niesamowity. ostatecznie miejsca, które zwiedziliśmy nie dają pełnego obrazu tego rejonu świata. mieszkaliśmy przecież w mieście turystycznym innym niż pozostałe typowe arabskie miasta. oczywiście można było spalić sie na czekoladę nie wychodząc poza resort i leżeć plackiem na leżaku ale to nie leży w naszej naturze powsinogów. i warto było!!! i nie wiem czy nie mam przypadkiem ochoty na jeszcze!







sporządzam listę prac na już, a jestem tego ogrom, na szczęście kupiłam już wszystkie prezenty świąteczne i rozkoszuje się płytą Gentelman a Miecza z kawałek Mamy siebie kocham nadal stale mocno i bez przerwy:) w dzisiejsze święto pomyślałam sobie, że kocham moje życie i ciesze się ze względu na stan w jakim teraz jestem:)
a to jeszcze pare fot dorzucę a co mi.