najpierw śniło mi się, że koty gryzą mnie w łydki. potem, że ustawiałam w komputerze jak mają mi się pojawiać żółte karteczki (w sensie z której strony mają się pojawiać i jak znikać). potem chodziłam w lnianym ubraniu w wielkim upale po (chyba) greckim mieście i wszystko było piaskowe, białe, jasne, jak w niebie...
jak jechałam wczoraj z cudownego spotkania ot dwóch kobiet to miałam motyle w brzuchu, uśmiechniętą twarz i wnętrze, Sting śpiewał głośno w samochodzie "after the rain has fallen" a na niebie strzelały sztuczne ognie. (poważnie).
weekend iście kanapkowy (nowy toster) gofrowy z filmami, pościelą, zapachem ambru i drzewa sandałowego.
czytam Sonię Raduńską i jej Białe zeszyty. jestem w stanie wyobrazić sobie każdą cząstkę psychicznej układanki o jakiej pisze. podpisuje się pod każdym zdaniem i właściwie mogałabym krzyczeć - wiem, wiem jak to jest!
"...i że jestem baba, choć tak bardzo chciałabym być tylko wspaniałym przyjacielem"
4 komentarze:
a ja chciałam wielkiego przytulasa przesłać :)
GRATULACJEZ OKAZJI STUDNIOWKI!
WSZYSTKIEGO NAJ!!!!!!!!
p.s.
no i czerwone majtki?!?
;-)
sto dni
obliczyłaś już kiedy wypadnie 1000?
gratuluje
powodzenia
buzka i kciukasy za reszte setek1
Prześlij komentarz