wtorek, 15 lipca 2003

c.d.

od 6:00 buduję na nowo żelazną konstrukcję myślenia o sobie na nowo układam wszystko na cacy i mur cholerny stawiam i wolę pozostać w tej bańce mydlanej i nie pozwolę żeby ktoś dotkną głębiej
i wyczuwam dziś pozytywne i realne wibracje życiowe mimo wszystko

i gdyby nie wczorajsze zajmowanie się dzieciakami gdyby nie ta spontaniczna radocha z zabawy na rozwalonym łóżku gdyby nie malowanie paznokci i tatuaży i te pyszczki kochane do zaniusiania przytulania i zacałowania – kocham patrzeć na uśmiechnięte i zachwycone dzieci – na mojego Mistrza mówią ‘dziadziuś’ (ten to dopiero chodzi dumny) rodzicielka z kolei ‘babcią’ nie jest dlatego jest ‘dobrą Elą od placków ziemniaczanych’
– dom poruszony w każdym calu -

piątek, 11 lipca 2003

tadam

korzystając z tego że Aleksandra używa właśnie mojego depilatora a Sylwa płacze nad Remarque „Noc w Lizbonie” że niby już skończyła i że musi dalej coś koniecznie poczytać bo czuje się głupsza od męża który na tę noc kazał wyemigrować bo w pn ten nieszczęsny doktorat składa i chce mieć spokój – piszę słów parę – bo treningu ciąg dalszy tym razem z dziewczynami nigdy nie jest źle – Sylwa wymyśliła ciemne piwo z voodką cytryną i lodem (ochyddaaa apropos ale cichosza) a Aleksandra nawet glany przywiozła żeby było jak w czasach odległych bardzo (no co ty bardzo?) i nie mogą się nadziwić że zawartość zamrażalnika to dopiero na jutro jak dożyję i cytujemy Rilke i w tle „Kochana” w trójce – tak tak byle razem iść pod wiatr a my dzisiaj nie byle gdzie nabieramy takiego szyku tadam rozpoczynamy życie nocne z tytułami cha cha

czwartek, 10 lipca 2003

między I a II

bawiłam dziś jako pani konsultant od badziewnego projektu buty na obcasach do plecaka i aqilą (żółtą) z aqilerą na full volume do wojewódzkiego zasuwałam a przy tym poranny wkurw total o te dwa i pół tys. które mignęły z planety i jakieś ochłapy zostały (na dziesięć butelek zerosiedemdziesiątpięć będzie) ale nic to w końcu jestem w całej tej grze tylko pionkiem i mogę już pozwolić sobie nawet na odmówienie wykonania paru poleceń bo zbyt pewnie się czuję - koniec tematu praca – powróciłam do łask zielonych herbat po wczorajszym sercowym nerwobólu pokawowym ale... jak miło było dziś zobaczyć tę mordę ukochaną zawsze wyczuwam na odległość pięćdziesięciu kilometrów jak ‘Karol wraca z Wawki na Śląsk’ – gryps pewnego wieczoru – i czy ktoś parzy lepszą kurdyjską kawę jak On? takiej nie odmawiam nigdy i pewnie że zaliczamy się do tej samej kasty i wiem że do środy daleko i wiem że ludziska będą zdziwione
i żeby wyplenić całą poranną złość dobiegłam dziś do drzewa oznaczonego trzynastką na ul. Żółtej po deszczu jest tam cudnie wręcz

Kurdyjska kawa
Składniki: tygielek, 4 łyżeczki kawy, cukier i kardamon

kardamon ubijamy w moździerzu wsypujemy razem z kawą i cukrem zalewamy wodą i doprowadzamy do wrzenia zdejmujemy z ognia mieszamy czynność powtórzyć dwa razy rozlać do filiżanek – czysta poezja

apropos poezji Bolesław Leśmian „Cudotwory miłosne” - polecam

tam REM tu Carrantuohill „Irish Oreams”

środa, 9 lipca 2003

poplątanie

wczorajszy wieczór nie był zbyt twórczy bo zasnęłam ok. 21:00 za to obudziłam się z szeroko podniesionymi powiekami o 2:40 i:
zmyłam brązowy lakier z paznokci załączyłam po cichu Clannad –Legend przeczytałam dziesięć stron „Oblężenia” zjadłam pomidora z oregano wypiłam małego drineczka i zabrałam się za sprzątanie omijanej zawsze półki – jakieś stare wycinki z gazet zdjęcia MH z moim artykułem o PJ koszulki z malowanymi peraljamkami kadzidełka torebki herbat listy z podpisem jakże znaczącym ( autentycznie czuję do tej pory fizyczny ból w okolicach dwóch przedsionków czegoś o nazwie serce – to chyba jeszcze nie zawał) w połowie tej grzebaniny doszłam do tego że właściwie po co to robię? robin hood przestał grać za oknem ciemno środek nocy a ja jakieś sprzątanie urządzam

w zasadzie jedno mi po głowie chodziło – dlaczego popełniam ciągle jeden i ten sam błąd???

Erich Remarque „Jesteśmy niewolnikami swej natury. Egoizm to niemiłe słowo. Nikt nie chce uchodzić za egoistę, choć każdy nim jest.”

to taki przykry wniosek z ostatnich dni
żeby dziś przeżyć trzeba myśleć tylko i wyłącznie o sobie
otaczam się egoistami
sama nim jestem

- Boże, jak ja tęsknię za Bieszczadami – generalnie nie lubię u siebie tej fazy – bo to tak siedzi w środku i drąży i kusi i nie pozwala oddychać w pełni -

ból przeszedł po lewą łopatkę

spać spać ...

ostatnio ktoś mi zarzucił że za bardzo wszystko układam za bardzo wszystko chcę ogarnąć za bardzo usystematyzować to co mnie otacza co mnie spotyka co dzieje się od rana do wieczora że tak się nie da na dłuższą metę i że płynę zawsze w jednym kierunku i to z prądem a że w życiu chodzi o to żeby pod prąd czasem i żeby stworzyć jakieś zmiany jakieś zawirowania żeby się sprawdzić żeby poczuć coś innego żeby nie zgorzknieć do końca – zachłysnęłam się powietrzem...

dzisiejsza akcja z noclegownią a potem z żywą kozą dla Mietka (sic!) rozbawiła mnie do łez - i to wszystko w ramach pracy socjalnej - bo liczy się polot i zaangażowanie

dość intensywnie odzywa się deficyt w snach

dobranoc

wtorek, 8 lipca 2003

lipiec mój ukochany miesiąc

ktoś pisał o smętnym dniu?
ktoś chyba był lekko wykończony psychicznie?
za to bushidowe fizyczne wykończenie przy perełkach
Live ‘Voodoo Lady’
Rage Against The Machine ‘Kiling in the name’
Marilin Manson ‘The beautiful people’
REM ‘Losin my religion’
- miałam lekkawe problemy z dojściem do auta

teraz jest cudnie przy oderwaniu od rzeczywistości przy Jethro Tull ma się rozumieć

a od jutra REM w ramach rekompensaty

poniedziałek, 7 lipca 2003

zielono mi...

...i jeszcze krakowsko, czy mówiłam już, że jak mam parę ściśle ustalonych terminów, że jak jest moblizacja i jak jest się czego chwycić ale tak mocno i jak lekko ujmując nie dosypiam i nie dojadam i do tego gin z tonikiem (dla odmiany a nie żubrówka - ale tak tak na weekend koniecznie żubrówka!!!)i do tego jakaś knajpa z aqilerą na Kazimierzu i boski taniec do 4:00 i ...
TO ŻE JESTEM SZCZĘŚLIWA

zostawiono u mnie : TESCO vyhodny nakup arasidy 100g - opakowanie jest na miarę standardu europejskiego po prostu mnie zachwyca - chyba już idę spać

jest 00:01 to moja Zielona Ukochana ma dziś urodziny - to zdrówko !!! bolsik? nie!!! STOLATSTOLATSTOLAT!!!!!!

sobota, 5 lipca 2003

dżemowanie

przerysowane sceny stają się groteską to wiem ale usłyszane dziś rano dźwięki gitary znajomych riffów na ulicy ulubionego miasta podyktowały oprawę muzyczną całej reszty dnia
Joza Silesion Sound i ta Paranoja paranoja paranoja gdzie są okna gdzie są drzwi... z całym szacunkiem dla siostry Zielonej u której zawsze tylko i wyłącznie swego czasu Dżemu się słuchało... były czasy... aż ciarki po plecach przechodzą...

bo właściwie rano zaczęło się o 5:00 rodzicielka stwierdziła że dwa tygodnie bez rozmów to za długo i że ona włazi mi do łóżka i gadamy skończyło się na tym że przy pieczeniu ciasta i innych żarełek robieniu opowiadałam zaspana o obronie o tym gdzie byłam co jadłam a czego nie i takie tam bałamucie potem ten rynek i dźwięki

przy okazji rynku to dziękujęTrojakowi za wczorajszą konstruktywną rozmowę przy piwie – pomysł z listem do samego siebie koniecznie muszę wcielić w życie – fajne to to ...

kupiłam nareszcie Pielgrzyma i pewnie do rana przeczytam

i jak przeczytałam w Zwierciadle o Czarnych i gdybym tak znalazła takiego drugiego Stasiuka to ziściłoby się może moje marzenie

kwintesencją całotygodniowych rozmyślań przy śniadaniu (całego tego cieszenia się z końca pewnego etapu oraz smutku że to jakiś koniec i co teraz dalej mam niby robić bo coś muszę zmienić bo tak czuję i jak wiele mi jeszcze brakuje i że biedna jestem) – była dzisiejsza odpowiedź Filipka – to siedmioletni malec o dużych brązowych oczach – na pytanie czy jeszcze czegoś potrzebuje? (że niby z miasta zakupy i takie tam) popatrzył tymi swoimi oczętami zamyślił się jakby miał odpowiedzieć na najważniejsze pytanie w życiu i odpowiedział że w zasadzie to wszystko już ma! było to tak szczere że odwróciłam głowę w drugą stronę bo malec za dużo już widział płaczu wokół siebie

taktakviolawstydźsię

p.s.
dziękuję Aśce za totalny wycisk bushidowy tego trzeba mi było

jakże banalne ale jak wyśpiewane przez RR brzmią potężnie: „życie to ja i ty ten ptak to drzewo i kwiat (...) w życiu piękne są tylko chwile dlatego czasem warto żyć”

swój świat

ano nie wiem czy to sobota czy to jeszcze piątek jedno pewne nowy temat problem autyzmu znam taką rodzinę znam
"paradox lake" - znamy obraz znamy
"Oblężenie" Park - czytamy czytamy

cholernie własny świat

do bólu (otaczających)

czwartek, 3 lipca 2003

było minęło

„Weronika umierała pięknego popołudnia w Ljubljanie, w takt boliwijskiej muzyki dochodzącej z placu, z młodzieńcem przechodzącym pod jej oknem w tle. Cieszyła się tym, co widziała i słyszała. A jeszcze bardziej tym, że nie będzie musiała uczestniczyć w takim samym spektaklu przez najbliższe lata – bo stałby się tragedią jej życia, tragedią, w której wszystko się powtarza, a każdy dzień podobny jest do poprzedniego.”

trzy lata siedzi we mnie ta książka dokładnie początek lipca 2000 i nie wiem dlaczego w związku z wczorajszym filmem („Oszukać przeznaczenie 2” – a swoją drogą bardzo dziękuję i wierzę, że wcale nie jest aż tak do dupy) skojarzyło mi się zdanie „że świadomość śmierci pobudza do życia” doplatając do tego „Why go” PJ
- a już wiem co to były za czasy, to były czasy gdzie z Martą i Siwczykiem piliśmy siwuchę w Opolu po projekcji „Wojaczka” – stąd te skojarzenia – pięć dni warsztatów filmowo-wierszowo-alkoholowych i całkowite oderwanie od rzeczywistości wówczas amunowskiej więc można było sobie pozwolić

„Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze starchu... umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej.(...)

Bądźcie szaleni, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennymi, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi. Co to jest prawdziwe ja? To kim jesteś, a nie to, co z ciebie uczyniono.”


- i pewnie, że miałeś rację, że rutyna dnia codziennego zabija, uwstecznia wręcz degraduje; nie załączyłam wczoraj komputera ale za to poczytałam niejako potwierdzenie:
„ wszyscy nosimy w sobie większą lub mniejszą ilość Goryczy która atakuje gdy człowiek jest osłabiony, gdy człowiek boi się tak zwanej „rzeczywistości”; niektóre osoby rozwijają w sposób przesadny mechanizmy obronne wobec obcych ludzi, nieznanych miejsc i nowych doświadczeń – zubażając swój świat wewnętrzny; tacy ludzie po kilku latach nie są w stanie wyjść ze swego świata, bo zużyli już przecież zapasy energii na zbudowanie wysokich murów, broniących dostępu do ich upragnionej rzeczywistości; chcąc zabezpieczyć się przed atakiem zewnętrznym, ograniczyli swój rozwój wewnętrzny nadal chodzą do pracy itp. ale wszystko to dzieje się automatycznie i bez żadnych większych emocji; po pewnym czasie zgorzkniałemu nie zostaje już żadne pragnienie, nie ma ochoty ani żyć ani umierać i w tym tkwi szkopuł; jedyną zaletą tej choroby zwanej Goryczą, ze społecznego punktu widzenia, jest jej powszechność, dlatego odosobnienie – w jej przypadku – nie jest potrzebne, chyba żeby zatrucie było tak silne, że chory zacząłby zagrażać innym; większość zgorzkniałych może żyć na wolności, nie stanowiąc niebezpieczeństwa dla porządku publicznego ani dla bliźnich; za wysokimi murami wzniesionymi wokół siebie są całkowicie odizolowani od świata, choć zdają się stanowić jego część.”
- i boję się, że powoli zaczyna mnie to cholernie dotyczyć...

mimo wszystko pozwolę sobie na jeszcze trochę cieszenia się teraźniejszością

____________________
 „Weronika postanawia umrzeć” P.Coelho

środa, 2 lipca 2003

niezły ciąg

grillowanie bukietu z 15 kabanosów z warzywami wzruszyło mnie najbardziej bursztyny i gorszące książki dr tomasz postarał się o pamięć ("Życie miłosne")nie mogę już czuć żubrówki ale chodzę do pracy o dziwo co prawda bardziej tu egzystuje przy kawie i opowiadaniach niż pracuję ale trzeba korzystać póki można i te serniki

"jutro możemy byc szczęśliwi jutro możemy nimi być"

i mój plan teraźniejszego cieszenia się z wszystkiego co mnie otacza udaje się w 100%

niedziela, 29 czerwca 2003

niedzielno-poranna frywolność

spałam dziś snem tak spokojnym że słońce które obudziło o 8:45 było zwiastunem tego że ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy... chińskie ciasteczko z rana: "poczucie swobody które czasami odczuwasz jest wstępem do prawdziwej świadomości” kawa zaległe gazety książki wycinki soczek? proszę bardzo (posiadam w domu trzynaście litrów soku jabłkowego jakoś tak zostało hihihi) jak rozpoznać ludzi których już nie znamy jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych M.G. tak od rana rzecz cudowna a to dlatego że w Trójce salon polityczny ważnych jest kilka tych chwil tych na które czekamy telefon i siostrunia na obiad przytarga a proszę bardzo na rybę mam dziś ochotę poza tym czuję że powoli nadrabiam zaległe spanie nareszcie będzie czas na zaległe książki na zaległe odwiedziny na zaległe umówione kawy, piwa, obiady (pamiętam) na szukanie nowego... bo mi się droga wyprostowała która już jutro pewnie się znudzi więc trzeba serpentyny stworzyć drogą od łódki do maszyny skąd idziesz że nie jesteś pewien wierności wymyślonych sprzętów to moje śniadanie trwa już półtorej godziny ale kto powiedział że nie mogę do południa tak posiedzieć i co jest brzegiem wędrówki? brzegi rozejdą się wzdłuż rzeki co będzie końcem tej wędrówki i zawsze jest się w połowie drogi do szczęścia istnieją jedynie chwile szczęścia zupełnego o złotym środku ostatnio rozmawialiśmy była już taka miłość ale nie ma pewności że to była nasza byli już tacy ludzie ale nie ma pewności że to byliśmy my było już takie milczenie ale nie ma pewności że to pomiędzy nami był już koniec świata ale nie ma pewności że to naszego świata pewność jest zawsze niepewna pewna jest tylko śmierć o której nie wspominam bo ostatnio mnie nie dotyczy bo po prostu wyzwoliłam się okropniście a nawet więcej wreszcie wygrałam w tym wszystkim kolejną szansę ktoś do drzwi zapukał i pamięć przyniósł z kolorem i kwiatem najważniejsze jest żeby usłyszeć wołanie o pomoc te nasze okrutne piękno żelaznego świata a może chodzi o niebo o takie frywolne myśli śniadaniowo – niedzielne chcę żebyś wiedział czytelniku że szczęśliwy dziś dzień prawda? niebo nie znajduje się ani wysoko ani nisko ani na prawo ani na lewo niebo jest dokładnie pośrodku piersi człowieka który ma Wiarę skończył się dzbanek kawy słońca coraz więcej na balkonie czy ktoś widział mój krem do opalania bo w ogrodzie rośnie pnącze w dzikim winie świat się plącze i nie o to chodzi że karocy nie ma nie

sobota, 28 czerwca 2003

mgr - ale że o co chodzi

zapyta Bóg
w swym niebie
co dałem mu
od siebie
wierzyłem
i kochałem
i byłem tym kim chciał bym był

odpowiem mu
od siebie
że spłacę dług
tym lepiej
tym bardziej bo
wiedziałem
co znaczy że nadziei brakowało mi
i kilku chwil
kilku dobrych chwil
może powie
to niepotrzebne słowa
trudno nie wierzyć w nic


- miałam w głowie długalachną notatkę o obronie o tym że pięć i o tym że szczęście i pustka zarazem i o telefonach bardzo przyjemnych może jeszcze kiedyś do niej wrócę na chwilę obecną po prostu wszystkim
DZIĘKUJĘ

czwartek, 26 czerwca 2003

że niby jest ok

jestem w połowie sprzątania mieszkania - bo muszę się czymś zająć jestem lekko smutnawa - bo rodzina poza zasięgiem jestem lekko zestresowana - bo wiem tylko jak się nazywam i potrzebuje wielkiego kopa w cztery litery albo przytulenia

bo niby jutro się bronię

środa, 25 czerwca 2003

tośrodajakośrodek

„To chyba znaczy, że jestem człowiekiem, pomyślała. Może tylko zwierzęciem. W części ramenem. W części varelse. Ale bardziej ramenem niż varelse, przynajmniej w udanych dniach. W pewne dni będziemy dobrymi rodzinami, a w inne będziemy tragiczni. Czasami będziemy rozpaczliwie smutni a czasami tak szczęśliwi, że ledwie zdołamy to znieść. Mogę tak żyć.”
Card „Dzieci umysłu” *

_________________________
*reszta tutaj u Groo ukochanej


- w lekkawym ciągu jestem ale w doborowym towarzystwie więc nie ma obaw o niecenzuralne zachowanie... w końcu było nie było np. wczoraj z lekkim zachaczeniem o dziś ciało pedagogiczne i to w najlepszym wydaniu (razem z Katją drżałyśmy jak przychodziła w landrynkowych kostiumach na lekcję i zawsze wyczułam kiedy pójdę do odpowiedzi czyżby uraz psychiczny o nazwie syndrom Absalony ?) a poza tym nie ma to jak picie wina ze swoją byłą wychowawczynią w jej w ogrodzie do późna w nocy, przecież tej kobiety można słuchać 24h na dobę

dobranoc
potem zajmuję się wyłącznie sobą

niedziela, 22 czerwca 2003

mój twój nasz plecak

bo miałam się uczyć ale że ogólny rozgardiasz domowy więc patrzę na to wszystko niczym balkonowi dziadkowie muppetów popijając dębową z okazji dnia taty i rzucają komentarze żeby chociaż dziecko nie utopiło się w morzu

wakacyjnie się robi

pozostała mi ciekawa sentencja:
najlepszymi lekarzami na świecie są doktor dieta doktor spokój i doktor dobry humor

sobota, 21 czerwca 2003

miało być słonecznie

bo wiadomość dostałam i to z mojego Złotego Potoku że 26.06. Kasprzycki z Carrantuohillem i pewnie że nie będę bo jak się pytam!!!

Pearl Jam "Live from Japan tour" tadam
MOby dziś w Warszawie

- ta szklana sieć wysysa całe powietrze z mojego pokoju
dobranoc

AMJ & Maleńczuk = N. Cave

- boskie powiązanie!

i że Rosję pokonaliśmy (3:1)

i że zegarki z Mistrzem na 2:45 nastawione

i że trzeba zacząć uczyś się chodzić wyłącznie słoneczną stroną życia

i że "Dream On" Aerosmith

i ...

piątek, 20 czerwca 2003

Kuncewiczówka 1936r.

rzeczoznawca wycenił na 450 tyś. dolców te 460 mkw,
840km,
kawa z kardamonem,
dwie płyty muzyki w sumie,

są ważne osoby w życiu są tak zupełnie zwyczajnie

- oczy mi się kleją ale kwiaty na biurku i własna muzyka i stos papierów i stos spraw i kubek kawy z mlekiem

i życzę dziś wszystkim bardzo udanego piątku bardzo bardzo i Gabi w RG i Krzysiowi w ING i Panu BH w aptece i WSZ7 w UM i my KK w radio i ... chyba zgłupiałam, mam wymienić wszystkich?

środa, 18 czerwca 2003

dzieńjakcodzień

może być troszkę smutnie
bo z racji wykonywanego zawodu bezpośredni kontakt z biedą tego kraju może sprawić ,że człowiek chodzi i myśli jaki nędzny jest ten świat i że nie mogę a raczej nie potrafię być szczęśliwa w pełni bo ciągle mi czyjeś problemy w głowie albo z drugiej strony jak popatrzę na to co mam w porównaniu z innymi to powinno mnie ukarać w momencie gdy narzekam na osobiste problemy

ostatnio kłapię szybciej powiekami na widok starszych osób, na widok biednego, zmęczonego, schorowanego, starszego człowieka – takiego jakiego spotkałam dziś o 7:00 w drodze do pracy po prostu ściska mnie w gardle

dawna praktyka z takimi ludźmi nauczyła mnie co prawda mniejszego szacunku ale to były różne wręcz śmieszne środowiska

w zasadzie nie wiem co mnie dziś tak wzięło, jakaś odskocznia od rutyny i znieczulicy

dobrze, że mogę jeszcze słodycze i miśki dla moich dzieciaków kupować i zakupy dla babci Marty no i „śmieszki” dla Filipka a i dla mojej Ćmy co to czerwoną laurkę przyniesie – dumna jestem z siostry tadam!!! (to nic, że zażyczyła sobie albo tatuaż albo chociaż kolejną dziurkę w uchu albo nową fryzurę i że niby mam ją zabrać do profesjonalisty – chciałabym mieć już tak uchowane dziecko własne)

„mam mniej niż się spodziewałem ale może więcej oczekiwałem niż należało” Seneka

wtorek, 17 czerwca 2003

gdzie strumyk płynie z wolna...

sie przytachało do mojego łóżka na noc borajstwo o blond włosach co to niby porzucone zostało, czy ja wyglądam na pocieszycielkę strapionych dusz obojga płci? ale przyjęłam tym bardziej, że płyty to to borajstwo przytachało i z samych gliwic przyjechało bo miało dość wszystkiego a że moje osobistyczne stany myślowo-cielesne i cała reszta też w nienajlepszej formie toteż ponarzekałyśmy sobie, uśmiały z własnej głupoty (no no no za 10 dni to my już ten tego) z własnej naiwności że ładnie, cudnie, słodko, kwiateczki itp a tu tymczasem błyskawiczny pomiar obwodu biustu i że niby tworzenie czegoś wyższego na ‘gruncie pomiaru gruntów’ pomiaru wiedzy, kursu i innych takowych i że atestu nie uzyskałyśmy ba nawet w normach nie wymieściłyśmy się i że boli ale... i stwierdziłyśmy, że najseksowniejsze utwory to m.in. ‘sour girl westlake’ Stone Temple Pilots, ‘letting the cables sleep’ Bush`a a potem przyTOOLałyśmy rogi kołdry ale to już świtało... w eterze brzęczało ‘until it sleeps’

... teraz szuja pewnie śpi albo pije kawę z moją mamą a ja w fabryce umieram a właśnie że nie bo Eva kupuje dom u nas i zapowiada się świtna perspektywa i wesoło jakoś i weekend wyjazdowo się zapowiada i biodro mnie boli po wczorajszym basenie ale co z tego co z tego

- lekarstwem na przyzwyczajenie jest inne przyzwyczajenie hej!

poniedziałek, 16 czerwca 2003

15czerwcaSpodek

zapomniałam na śmierć o wczorajszej rocznicy koncertu PJ i dzisiejszym koncercie K.C.
tadam... ale było...
hold on to the thread
the currents will shift
guide me towards you
know something`s left
and we`re all allowed to dream
of the next time we touch

- nie muszę dodawać że to Oceans oczywiście

niedziela, 15 czerwca 2003

jeszcze raz Alice ...

smyczki w "Stay away" są ruszające!

"pustynna burza" od bartka

sobotnie grillowanie zaczęło się od koncertu zespołu z Jamajki po uprzednim wysłuchaniu gospel zespołu z Wybrzeża Kości Słoniowej i nie wiem dlaczego akurat tylko mi wciśnięto do ręki folder SM misjonarek NMP Afryki?

a w nocy pozytywne granie

i trzymałam jak mogłam gule w gardle żeby się nie rozbeczeć bo tak jakoś zaczęłam już wątpić w dobroć ludzką i przez połowę utworków nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku i znam już tajemnicę pewnej melodii

przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko ona jest ciągle mimo wszystko obecna i nieustannie ingeruje w nasze życie

weekend z merlotem truskawkami czereśniami arbuzem czerwono czerwień redhotchilimy – ups. Zielonej Ukochanej pewnie ślinka poleci

jestem o krok od wyznaczenia sobie nowych horyzontów po to żeby nabrać ogromnego powietrza w płuca i jeśli tylko zacznę wątpić w swoje możliwości oznacza to koniec jazdy i dlatego wreszcie trzeba postawić na to co możliwe w niemożliwym


Alice In Chains „Don`t Follow” z ‘Jar of Flies’ tak tak tak
a „No Excuses” lubisz?

sobota, 14 czerwca 2003

...

jakoś tak od paru dni mam ochotę połazić po jakimś mieście i nawet wiem że powinien być to Kazimierz Dolny
...

i z tym dystansem u mnie kiepsko
...

i pewnie że kiedyś znajdę to czego szukam znaczy się wrażliwość
...

kwiat neroli białego pieprzu koniczyna konwalia peona drzewo sandałowe i atłasowe – piękny koncert prawda?
...

okiviolaweźsięwgarść

piątek, 13 czerwca 2003

tralala

jakoś umieram z rana 10:00 i trzecia kawa i teoretyczny spokój bo moja uchwała przeszła bez zastrzeżeń (krótki komentarz wzrokowy) Graża odwiedziła ekpię obnosząc się z nową sukienką i opalenizną i wiadomo wróciła bo jak zwykle naszej Graży zabrakło pieniędzy napieprzamy się z białych lnianych spodni naszego jedynego faceta – boskie są znaczy się spodnie znaczy się frędzelki przy nogawkach nawet Eva nabrała humoru ( Hudy ostatecznie wybył szukać nowego szczęścia zostawiając długi pożyczki zostawiając przede wszystkim Martę i Pawła o Evie nie wspomnę już nic)
byle do 15:30 bo postanowiłyśmy dziś wyluzować odrobinę

(...)
and
I`ve got a longin
that`s hard to find
won`t give me no peace of mind
something that I`ve lived with all along
days and weeks and months and years
fillin` in the time my dear
tryin` to find the place where I belong
and
I got a hunger that`s
hard to fill
drivin` me on overkill
tellin` me that everything`s gone wrong
got me a need
that I can`t break
more than I can hardly take
somehow I still keep on going strong

when I call your name
I`m gonna scream out loud
I`ll say...
“here I am standing in the crowd”
you`ll say “come to me
with your open mind
you never know
what you still might find”
but you keep me here
like a cancelled flight
an empty train
running through the night
an orphan child
a broken shoe
and I`m still down here
lookin` out for you
are you there for me?
`cause I`m here for you

czwartek, 12 czerwca 2003

poranek po burzy

usnęłam dopiero ok. 4:00 razem z burzą która wiadomo było że nadejdzie teraz proszę o kawę bo ciężki dzień się zapowiada; jakieś dziwne filmy i lektura Emily B. jakieś dziwne myśli - potworny ból głowy; ale znalazłam coś:
„ ... zbyt wielu nęciła pokusa dotarcia do wewnętrznego kodu ludzkich uczuć. Uczucia są bardziej wymagające niż myśl, potrzebują więcej czasu, aby uformować się i wyjrzeć. Zamiast stawać się mistrzami czasu, staliśmy się jego biorcami. Toteż żyjemy w stanie permanentnych odrzuceń uczuciowych: ani kochać bliskich nie mamy kiedy, ani drogich zmarłych opłakać. W efekcie opłakujemy własną bezmierną samotność.”
mam lekki piach pod powiekami

„loneliness...”

dziękuję Bogu że wymyślił coś takiego jak rower i walkman bo muzyka już samą boskością jest

zwłaszcza takie kawałki

is a place that I know well
it`s the distance between us
and the space inside ourselves
and emptiness...
is the chattering in your head
it`s the call of the living
and the race from life to death
and I know
what you feel...

and I`ve got a longin`
that`s hard to find
won`t give me no peace of mind
something that I`ve lived with all along
days and weeks and months and years
fillin` in the time my dear
tryin` to find the place where I belong

hopelessness
is the darkness in your heart
it`s the sound of one hand clapping...
while it`s pulling you apart
and I know
what you feel

(...)
never...ending...story...

oprócz tego, od miesiąca jestem świadkiem załamania się świata mojej znajomej i brak mi słów
kubek cappuccino z łyżeczką cukru o tej porze rewelacja i nie głaszcz mnie bo się rozpłaczę

wtorek, 10 czerwca 2003

it`s the call of the living

taaaka szkotka z Aberdeen śpiewająca niczym Aretha Franklin widząca zawsze butelkę do połowy opróżnioną a nie do połowy pełną

how come
every day
I`m still waiting for the change?
how come
I still say
give me strength to live?


love don`t show in the pavement cracks there will be no turnning back

mam ostatnio obsesję siedzenia w cafeinternet gdzie się da w sumie nie wiem czy to już uzależnienie czy może ciągły niedosyt zresztą co mnie to obchodzi
to wracam ja sobie po trzech dniach do pracy i od razu dzika radość że babska się cieszą na mój widok ale szuje jedne nie wiem co mnie czeka jasne jasne kurwuje ile wlezie kapitał początkowy a proszę wyprawki a też zrobię a dlaczego by nie co tam jeszcze no szkoły oczywiście że to moja działka zakład karny też a co!

sorry ten moment mnie rozwala it`s the call of the living jak ktoś nie słuchał jeszcze ‘Bare’A.L. ten ma czego żałować

bo o czym ja aha tak więc wesoło było tylko rozpadłam się przed 14:00 mało spektakularnie puszczając wiązankę usłyszaną przez górę i tylko paczka leibniz minis coś tam (w każdym bądź razie czegoś słodkiego) i przeszło jak ręką ujął
a bo czekam generalnie na lekcję a potem nareszcie zobaczę Jacka a Wojciecha to ja od powrotu z Peru nie wiedziałam – ej głupio mi tak że np. to kiedyś poczytają chyba powinnam zmienić bloga bo za bardzo się wybebeszam bo tutaj trzeba wziąć tysiąc poprawek na to co piszę bo to emocje emocje czy whatever

Aga napisała zajebisty list na 8 stron – miałam niby poczytać niezbyt przyjemne rzeczy a ja po prostu DZIĘKUJĘ!!! – wiem wiem nie można zatrzymać żadnego dnia ale można go po prostu nie stracić!
znikam ale tu coffee ffffujjjj

poniedziałek, 9 czerwca 2003

"jezu jak sie ciesze..."

wróciłam z katovic przyjęła bez problemów teraz tylko recenzent i czekanie na obronę i taka mnie radość ogarnęła że kupiłam nową Annie Lennox którą zaraz wkładam na uszy i jadę rowerem gdziekolwiek życie czasem jest cudne i ja to wiem i ty to wiesz i to nic że zaraz zaczenia padać a wieczorem kto ma ochcotę na piwo ?