piątek, 26 września 2003

...

karol prosi żebym koniecznie opisała dokładnie co robię teraz
to słucham sobie Trójki w wełnianych skarpetach – jak zwykle w piątek – otworzyłam drugą butelkę egri bikawer - trochę ze złości (jak zwykle rodzicielka) trochę z samotności trochę z radości i miłości do wszystkiego co mnie otacza muzyka świece zapach drzewa sandałowego gitara wygrany mecz siatkówki Mistrza (jak zwykle rodzinnie siatkówka nam idzie) sms`ów z wojtkiem jackiem dorotą anetą i agunią ... perspektywa jutrzejszego krakowa – to wszystko ... a zdjęcia oglądam z Bieszczad i płaczę nad nimi takie cudne i próbuję pozbierać się do kupy i wsłuchać się w Czyżykiewicza – taki mały paradoks zasłuchałam się dziś na rynku krakowskim (sam wiesz) a obok panienki w moim wieku że szkoda że z kimś tam nie spały – to ja się pytam o co w tym pieprzonym świecie chodzi bo ja tu rozanielona przy romantycznym Czyżykiewiczu a obok inny świat – tak koniecznie przespać się bo fajny był... ncm...

miała być zgrabna notatka o:
dniach ostatnich o Krakowie Alchemii o Bieszczadach o chmurkach autobusowych nad nami o kubkach kawy papierosach o piwach i okropnej żubrówce o ciepłych promieniach słonecznych o przecudownych barwach złotej jesieni Bieszczadu o spełnionych zachciankach kulinarnych o najpiękniejszych gwiazdach i niebie na odcinku Baza – dom o drugiej w nocy (jakoś mały wóz się schował plejadki były za to przednie) i że my nie stwarzamy sobie problemów i że my nie z tych co plackiem leżą ( a że pewnych zachowań nie tolerujemy to niech sobie pewien jegomość etykietę zmieni) o tym że bolące stopy i zestaw trauman & daktarin jak do rany przyłóż i o minionych wspomnieniach wrześniowych które bolą coraz mniej inaczej i o tym że sentymenty odeszły na inny tor i że trzeba być tu i teraz o grze w karty (sic!) o zaczytaniu się w Remarque o rozmowach balkonikowych (dzięki po stokroć) i o dystansie (powiedz mi jak można nauczyć się dystansu do tego co powinno dawać szczęście?) o odpoczynku psychicznym który chyba nigdy nie nadejdzie o chodzeniu po górach w sandałach o trzy numery za dużych o krótkich filmach grając drobne epizody typu „powitajmy maleńkiego” o zaskakującym telefonie pod Bukowym Berdem (kochana aneczka) o ośle niedopieczonych pstrągach i zaśmierdolonej jajecznicy i wetlińskiej zabawie

notatka miała być a i owszem o miłości

tymczasem jestem zbyt pijana żeby to wszystko pięknie opisać a wszystko zawarte jest w słowach Czyżykiewicza (dostaję czasem różne prezenty – muzyczno książkowe od karola - to jeden z tych niedocenionych) „Tańcz! – Parlando”


Konsekwencje mojego trybu życia –
gdzie są dzisiaj Emma Cindy Rebecka (takie imiona przybierały)
i więcej nie wiedziałem nic, No – istny kicz.
Witch była wśród nich najlepsza – co za szczęście, bezpieczna miłość z panienką zawsze gotową pod rękę: po prostu płacisz i masz w wykwintnym rynsztunku, w najlepszym gatunku pośladki, piersi, twarz – tańcz!

Mijały sobie kiedyś błogie dni, sobota za sobotą i wciąż nie wiedziałeś czyją jest robotą
strach przed kobietami i pieniędzmi (twój podręcznik)
zawsze odpowiedź miał gotową – cóż słowo, słowa
tak jak nic potrafią stać się tortury kaligrafią:
na szczęście inni martwią się już o to,
a twoją cnotą jest niemiłosiernie męski blask – tańcz!

Ciągle do ciebie piszę listy, choć ty na sposób oczywisty
wyrosłaś z tego, co już było – miłość nietrwała jest, jak mawiał
jeden z tych, co skradł twe ciało wtedy, gdy byłaś jeszcze małą
dziewczynką z zapałkami, gotową oddać się za Chanel 5
czy coś z tych rzeczy (słusznie zaprzeczysz); dziś mnie niezmiernie cieszy fakt, że wciąż odmawiasz nam spotkania, że się tak wzbraniasz uznania jestem pełen dla ciebie (zresztą sam już nie wiem). cóż, w doli swej nie jestem sam – tańcz!

(...)

Nieraz bezczynnie w parku siedzę, staram się sobie odpowiedzieć jakie motywy miałeś Jezu, żeby tak skończyć, wszak w pacierzu
owoc żywota pochwalony; chociaż bez żony, dzieci, trwałych środków żyłeś, wyrzec się ciała, na śmierć skazać w konszachcie z Ojcem swoim, (Boże!) to przecież gorzej być nie może po takiej pięknej życia drodze. Tak się ustala każdą skalę, ludzkie cierpienie zna swą miarę. (...)

Zżyma się często (też mi męstwo) jeden z drugim
na tę epokę, powiedzcie jak jej dosyć można mieć,
gdzie spojrzeć krew i klęski żywiołowe (ciekawe co dziś, klecho, powiesz)
i wszędzie śmierć zagląda w oczy,
no żeby tak psioczyć, tak wybrzydzać, przecież to wszystko palce lizać, zwłaszcza wieczorem przed telewizorem.

Na wytartych schodach, pod niebem starym jak słońce
stoję – popołudnie gorące pulsuje;
tak się zaczyna każda misja,
znaleźć po swojemu fragment świata, zbratać się z nim (tak czyń)
i nie żałować serca, słowa mądrego,
dobrego słowa, po drogach wędrować,
zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas.
Tańcz!

środa, 17 września 2003

...

ostatecznie zamiast wysypiać się maksymalnie żal mi każdej minuty ale od teraz

ludzie
doskonali
milczeć
nic od was nie chcę
życie jest gdzie indziej
kiedyś wieczorem
niepokoje
kolekcja wspomnień
teraz
haust spokoju
zdrowy sen
niedbale
nieskończonym błędom
i kondycji ludzkiej
tylko
nad ranem
moja
prowincjonalna
nadzieja
tęskni
dyskretnie
za aniołem stróżem
POSTSCRIPTUM
plany gotowe
nogi lekkie
leciutkie

wtorek, 16 września 2003

"zwiedzanie" miast ościennych z rodzicielką to cudna rzecz w ramach spokoju wewnętrznego nie doszło do żadnej ostrej wymiany zdań nawet
mając dość pojazdu a za to wielkiej ochoty na złoty napój wybrałam się komunikacją do miasta R. taki mały śmiech na sali bo o danej porze nie kursowało nic (ktoś zapyta na jakiej wsi mieszkam to sobie wypraszam) w ramach luzu urlopowego przeczekałam na ławeczce czytając kniżkę odpowiednią ilość czasu i pociągiem dotarłam ufff na "Pineiro" oczywiście z odpowiednim nastawieniem i w ogóle i ... nie dane mi było! dystrybutor nie dosłał filmu i w tym momencie dziękuję artyście G. który poratował piweńkiem a Coppola dopadł mnie ponownie w obrazie "Cotton Club" z 1984r. Truckin, Creole Love Call, Copper Colored Gal - jeśli wiadomo o co chodzi? i ten młody R. Gere

w ramach luzu urlopowego dostałam z Zielonej Wyspy najprawdziwszy w świecie opierdol na ośmiu stronach A4 i dobrze mi tak! i zbieram się ! może w końcu zmądrzeję!

to znikam sobie na jakiś czas i dziekuję za wypowiedź

poniedziałek, 15 września 2003

...

trzymam się cholernie i jest dobrze słońce służy i nagrzewa jeszcze ile może wiernie jakby sierpień nie kończył się nigdy piątkowy podwyższony do granic możliwości stan tolerancji i w sumie siedem zielonych puszek i czarna muzyka i taniec dziwny i wcale tak bardzo nie zawyżałyśmy średniej wiekowej tylko pytanie zapłakane nad ranem co ja tu właściwie robię? za to sobotni koncert Raz Dwa Trzy to generalnie magiczna prostota muzyki w której ugrzęzłam od lipca i wyjść nie mogę ostatecznie powrót do korzeni i rozmowy do rana w obcej knajpie ale za to z ziomkami żorskimi i zważywszy na to że to trzecia pod rząd noc niedospana wygrzewanie się w niedzielno-porannym słońcu z pozytywną energią i cudownym podnieceniem dobrego koncertu i piejący kogut trochę zimno w stopy ale nagrzane ramiona i ten kogut ponownie a przecież wstałam tak? no tak wstałam i celebracja każdej minuty a cała reszta jest nieważna bo właściwie gdyby nie złe chwile nie wiedziałabym że żyłam kiedyś i te marzenia co zostaną w innych planetach w obcych poetach w pieśniach z gitarą

za całe dwa zł kupiłam tom wierszy Broniewskiego

czuję że nie muszę nic absolutnie nic

znikam na „Pineiro” Ichoso




„jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
to co było jest spełnione
błądzę tylko w jedną stronę więc
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli coś się dzieje wokół
wchodzę w środek krok po kroku
bo
to co w ruchu daje wiele
daje szansę i nadzieję to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
po prostu gdzieś
jeśli dzieje się cokolwiek
co wskazuje że jest dobrze to
gdybym nagle stracił wiarę
to co było będzie dalej to
czekam i wiem
po prostu wiem
że co odchodzi i nie wraca
kończy się na końcu świata gdzieś
jeśli coś się dzieje ze mną
zawsze dzieje się na pewno więc
gdybym nagle przestał marzyć
że coś może się przydarzyć to
teraz już wiem
po prostu wiem
że odchodzę i nie muszę
wiedzieć dokąd bo nie wrócę już
nie wrócę już"

piątek, 12 września 2003

bez tytułu bo ni cierpię go wymyślać


to że niby trochę wolności (czyt. urlop)

w ciągu ostatnich dwóch dni pozałatwiałam więcej spraw niż to możliwe - takie przeciągane, że aż wstyd

nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu

hasło Tomasza na pożegnanie:
"czuję sie jakbyśmy tu dziś ze trzy dni siedzieli jedźmy już"

tak tak jedziemy z drakulami za chwil parę potańczyć - jeśli się uda - uda to muszę jeszcze wcisnąć w dżinsy Ćmy

krystynka fighterowa

walecznie nakrywam mocną maskę
powtarzając mantrycznie że będzie charaszo
drobiazgi spisuję na kartce
czterdzieści osiem nowych zdjęć
edward uśmiechający się zza roga
kolejne piwo za zdrowie przyjaciół gdziekolwiek są teraz w świecie

nie muszę nic nie muszę nic

wolnym jest się dopiero wtedy
kiedy już nie ma po co żyć

to zaczynamy żyć ?!
I`m still alive
a poza tym
Sometimes I know
rise
fall
don`t
cringe
live
walk
kneel
speak of nothing at all
Sometimes I reach to myself...
(z jakiej to pieśni?)

czwartek, 11 września 2003

rocznicowo

gesty porozrzucane trzymam się jeszcze skupiam się jak mogę czuję że wychodzi mi uważność jest coraz lepiej choć smutno dziś rocznicowo - na wesoło u Niusiów - na smutno u EM i płacz M i ... jak ja nie chcę pisać o smutnych rzeczach o biegu wydarzeń które bolą! piękne zdjęcia piękny zachód słońca piękne plany


"podczas gdy życie bierze daje i znowu odbiera
my powstajemy z dawania i brania:
coś Niepewnego, Zmiennego, schemat - lecz nasza dusza tak nas stwarza

byśmy przez własne zmiany przebrnęli
prości, bez wątpień, niezłomni stale,
od dnia do nocy, od nocy do dnia pędzeni,
z których bez końca życie powstaje

z naszego życia, krew z naszej krwi
chęć z naszej chęci, ból który znamy,
od którego się nagle odrywamy,
bo nasza dusza raczyła już iść

samotnie naprzód..."



"Zanim się uśmiechnęli, płakali już z radości, nim jeszcze zapłakali radość była już wieczna.

Nie pytaj mnie, jak długo czuli; jak długo ich jeszcze widziano? bo niewidzialne są nie dające się wyrazić niebiosa ponad wewnętrznym pejzażem.

Jeden jest los. Tam ludzie stają się widzialni. Stoją jak wieże . Rozpadłe. Lecz kochankowie wiecznie kroczą ponad własną zagładą; bo z wieczności nie ma żadnego wyjścia, kto odwoła okrzyk radości?"


R.M. Rilke 1923r.

wtorek, 9 września 2003

chcę spać... a poza tym...

Teatr Śląski w związku z przygotowaniami do realizacji projektu na podstawie powieści Irvina Welsha „Trainspotting” w reż. Ratyńskiego ogłosił na dziś casting – dwóch oszołomów ma zdać relację;

cannabis flos

kinezjologia edukacyjna wykorzystuje gesty, które zmuszają obie półkule mózgowe do współpracy; dzięki prostym ruchom człowiek odblokowuje się, znikają jego złe nawyki, otwierają się nowe drogi nerwowe co pozwala na szybszy sposób nauki języków obcych

godnym odnotowania w annałach jest fakt, iż od dziś posiadam takie małe cudo dzięki któremu będę mogła sms`y wysyłać i nareszcie nie będę się zabijać w poszukiwaniu internetu żeby coś ważnego komuś ważnemu wysłać albo odebrać coś ważnego od kogoś najważniejszego

czy whatever

tak to, popsułam się trochę
zestarzałam
ale cieszę się jak dziecko

p.s.
zaczynam dopiero drugą godzinę pracy przede mną osiem i chcę spać

poniedziałek, 8 września 2003

GREEN

o matko mamy niejako małe kino domowe, nie żebym się chwaliła ale to jest po prostu cudne!

mogałbym przytoczyć cały list Agi bo jest tak optymistyczny i szczery i w ogóle to jest po prostu miłe zaskoczenie!

to po całoośmiogodzinnej pracy nawet zjeść nie zdążyłam prawie że podpisałam umowę tadam na coś malutkiego niebieskiego z dzwoneczkami i ... proszę państwa unbelievable!!!

niedziela, 7 września 2003

preteksty

wrzesień to czas wspomnień, najważniejsze wyjazdy były we wrześniu, najgorsze egzaminy były we wrześniu, najważniejsze pogrzeby, generalnie jeden ważny i że tak odrobinę smutno...
piszę spontanicznie, chaotycznie i przepraszam za bałagan myśli

poranna pogoda ucieszyła mnie bardzo, bieganie z samego ranka na Rudach przy takim wrześniowym słońcu to czysta przyjemność i wtedy kochany JK żadne dusiołki nie straszą, do tego „Fighter” i Matchbox20

czytam Stephensa który pisze o swojej siostrze: "moja nauczycielka moja przyjaciółka moja przewodniczka na różnych drogach miłości moja siostra moja własna kochana siostra" czasem żałuję że mam tylko dwie siostry, w ogóle powinno się mieć dużo rodzeństwa

Kraków przełożony na następny weekend cały; z AŁ i EW rozumiemy się bez słów i to cieszy bardzo; wczorajszy dzień spędzony na siatkówce i rozmowach o ‘dobrobycie’ za wielką wodą (o tamtejszej pustce, nicości, pośpiechu, zakłamaniu i chamstwie) IT zdecydowanie woli Holandię gdzie znika już jutro;
rozmowa z AŁ dodała 'spokoju normalności' takie uświadomienie sobie, że jest się kimś zwyczajnym, prostym i że uczucia i rodzina i że spokój wewnętrzny jest najważniejszy – gdziekolwiek go osiągniesz czy tu (w tej pustce i bez perspektyw) czy tam – on jest najważniejszy;

dopijam drugiego drinka czekając na telefon Zielonej i północne „Podwójne życie Weroniki” (mój film nr 1) apropos filmów dni bieżących:
- „this is the end, my only friend the end” Coppola i „Czas apokalipsy” – bez większego sensu a może o sensie oczywistym ale zbiór obrazów, zdjęć, napięć i muzyki sprawił, że jest to jeden z filmów po którym człowiek wychodząc na powietrze po 3,5h obrazu ma tylko ochotę rzec o ja pierdolę, żeby zasnąć w miarę spokojnie konieczne parę łyków i parę zaciągnięć (zamówiłam „Jądro ciemności” Conrada mimo wszystko, próbowałam posłuchać Doorsów ale jeszcze się nie dało)
- „Czas religii” – cóż, to tylko odczucia, pomysł i zdanie włoskiego reżysera, może kryzys wiary dałoby się pokazać w inny sposób, nie wiem; niezła gradka dla tych co nie wierzą w nic;

z nowości muzycznych Seal

ostatnio mam problemy ze skoncentrowaniem się na danej osobie, po prostu nie potrafię słuchać; patrzę i widzę ruszające się wargi natomiast dźwięk i słowa nie docierają, podświadomie modlę się o to żeby rozmówca skończył już bo i tak nie ma to sensu
wiara bierze się ze słuchania; effate – otwórz się; od października zaczynam kurs języka migowego,

temat uważności wysoko postawionej
„lubię gdy do mnie mówisz – czekam – to taka prosta droga do człowieka”

zapytaj czasem o pryncypia i poszukajmy razem odpowiedzi

sen

miałem sen tak dziwny tak dziecięco naiwny trochę jak ja
niby sen a zburzył sens dorosłych prawd już sam nie wiem co mi dał
byłem gdzieś daleko byłem dzieckiem nad rzeką i bałem się wejść,
choć palił się brzeg z chmur spadł na mnie wielki biały ptak i gdzieś porwał w inny świat
jak to jest że tylko tak się śni
moich łez nie może widzieć nikt
gdybym w sercu miasta konał w środku dnia
co byś dla mnie zrobił co dla ciebie ja?

piątek, 5 września 2003

razdwatrzy

„- Masz jakieś oczekiwania wobec życia?

- Jak można oczekiwać czegoś od zjawiska, które się dostaje? I to na krótko? Z którym trzeba się potem rozstać? Życie jest od przeżycia... życia. Najlepiej jak człowiek potrafi. I od dawania życia. Nie można niczego oczekiwać".

(tyle mój ulubiony Adam Nowak)

- pewnie, że „z nadzieją jest bardziej do twarzy...” i, że „ nadzieja to plan”, „i tak warto żyć”, „nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu” )

środa, 3 września 2003

...

...

nie dawaj rad
nie mów – a ja
nie schylaj się po cudze
bo i po co
nie mów za uszami w poprzek
nie noś gniewu dłużej
niż pamięci
nie uciekaj bo pozwalasz się tym gonić
nie myśl co by było gdyby
sprawdź to i mów co jest gdy to JEST a i tak się pomylisz
nie zamykaj spojrzenia na strach
nie znikaj, konsekwencje szlifują
nie obiecuj, nie pal jak się nie zaciągasz
nie pij jak się nie upijasz
nie powtarzaj dowcipów
nie bądź jeden, czuj się jak byś był każdym
mów powoli dokładnie co czujesz
nie bądź zazdrosny, więcej traci ten co zdradza
zresztą przekonasz się jak zdradzisz
bądź sobą
ale to za mało
i tak za mało

- to tak apropos dziwnych oszczerstw oraz zdania, że zbyt krótko żyjemy żeby pić złe wino!

wtorek, 2 września 2003

...i tak warto żyć...

i tak warto żyć tram tada tam tam...

po nocnym dużurku wniosek jeden: nie chwal dnia przed zachodem słońca -
teoretycznie spokojna noc zakończyła się o 5:15 krwią na rękach ...
żyjemy mimo wszystko

sprzątamy dziś ze Stefeczką ogólnie tak na poprawę atmosfery

poniedziałek, 1 września 2003

anorev

dzień dobry w nowym tygodniu miesiącu etc zaczął się prześwietnie po przespanym w 75% weekendzie aż mnie głowa boli od tego snu o snach później bo znowu te same dziwne o górach świnkach i torebkach (Aga & Jacek w rolach głównych - a przeciez Matti już dawno odpadł to niech mi się przynajmniej już nie śni) siedząc trzy godziny u fryzjera posłuchałam zetki i stwierdziłam że trójka gra dokładnie tak samo (boli) a Ewa W. skomplikowała sobie żywot i chce pogadać w tym tygodniu i że do Krakowa mam przyjechać (???) ale że nasza effka!? Krakusy bardzo chętni na Bieszczady i chcieliby już ale kierownik jeszcze gdzieś tam ... (no ładne mi gdzieś tam: Placebo i Słowenia)to my zaczekamy zaczekamy i pojedziemy razem chyba że ktoś ma inny pomysł?

z różności wyczytanych:
"aby duch domu chciał w nim zamieszkać potrzebne są czas i uwaga ofiarowane domowi wtedy dopiero dom staje się domem w przeciwnym razie zamienia się nieuchronnie w zaniedbany hotel i kiepską jadłodajnię"

- to zastanawiam się czy nadal trwać w tym domu w którym tkwię bo jest boski czy zacząć tworzyć coś na wzór wyłącznie swojego?

sobota, 30 sierpnia 2003

wielki obrót wieczny

otwieram magiczną zieloną puszkę heinekena muchy owocówy mnie wkurzają poza tym jest bosko typowe domowe prace na cztery ręce sprzątanie gotowanie pieczenie etc zakończone rodzinną integracją przy kawie – jakoś tęskniłam się za tym ostatnio – mam kochaną rodzinę – nie liczymy już lat od dwudziestego czwartego roku liczymy lata innym – i tak Paweł Nejman z Kościelca ma dziś 70 na karku i niejednego młodego mógłby przeskoczyć – rozmowa telefoniczna trwała półtorej godziny – jest sobie Mistrz i już! Karla czyta świetną baśń „Tam gdzie spadają anioły” to my sobie cosik innego w ramach pożegnania wakacji (jakich wakacji?)
„(...) nieprzystosowanie, brak przynależności i niemożliwość odnalezienia harmonii między sobą a światem. Ale frustracja ma też pozytywną stronę- jest dowodem pragnień i wyrazem potrzeb, do których realizacji popycha”.

„reflektory przejeżdżających aut kreślą piktogramy
na ciele obok. sumiennie zmilczam rachunek swoich samotności.”


Życie - stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.

I choć tyle miewa znaczeń...
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.

Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć - nie wystarczy za sens.

Miej nadzieję na szczęście

Powiedzmy od września...
Miej nadzieję...... i na tym poprzestań.

kiedy deszcz przyjdzie porozmawiać z ziemią
żuki nie wyjdą pocieszyć na drogę
na strachy nocne
na niepogodę
tym co są dla siebie lecz się nie zobaczą
tym co przegrają więc tym bardziej znaczą

daj Boże szczęście

czwartek, 28 sierpnia 2003

PJ

to ta książka jest dla piotra? nic już nie wiem!

i brak mi słów gdy Ed śpiewa:
"HEY, YOU`VE GOT TO HIDE YOUR LOVE AWAY..."

środa, 27 sierpnia 2003

anais

to chcę nazywać się Anais

bo idziemy za chwilę z dziewczynami na wieczór kinowogorzkożołądkowy z bradem i julią i innymi vidokami i raptownie zmienionym nastawieniem do życia tak ogólnie

ostatnio wszystko śmieszy a już najbardziej chyba śmieszy mnie moja głupota (jakieś dno emocjonalno-intelektualne) i postawa nie przejomwania się niczym i nikim
Kinga Dunin : NNNUUUUDDDDAAAA

Trojak czy ta znajoma z knajpy to ja z ul. Jagiellońskiej? bo jeśli tak to mogę się wypowiedzieć (dość obszernie nawet)
i kto przysłał knigę do języka angielskiego?
i kto odwiedza strony www.rezerwacja.pl i rozmawia z moniką o moim urlopie?

- bo chyba jestem cholernie przewrażliwiona na swoim punkcie -

muzycznie jest perfekcyjnie: P.J.Harvey, Bjork, Kayha jaha yaha ...

miłego wieczoru i uśmiechać sieprosze czerwono-marsowo

poniedziałek, 25 sierpnia 2003

...

„Every word” SADE
„Mother goose” JETHRO TULL

przeczytałam ostatnią notkę i wydała mi się zbytnio zdawczo-odbiorcza-pusta relacja z tego gdzie byłam i co widziałam nie oddająca tego co tak naprawdę czułam

a tymczasem (ulubiona) scarabee o tym że: „Ja pani powiem, oznajmiła wtem biuściasta, chłopa to trzeba czasem do porządku wezwać. Złapać i dupnąć nim o ziemię. „

a tymczasem Zielona Ukochana przysłała w ciągu ostatnich sześciu dni trzy długalachne listy fakt że przychodzą one nie zawsze po kolei sprawia że czytanie ich to czasem niezła kombinacja – jednego z nich powinnam nauczyć się na pamięć i powtarzać za każdym razem gdy znajdę się w takim stanie jak ostatnio – bo chyba jesteś w mojej głowie albo ja w Twojej

Karla zapytała dziś co mogłaby mi kupić żebym była szczęśliwa? tego chyba nie da się kupić mysiu pysiu nawet gdybyś płaciła złotymi kartami

ostatnie dziwne zbiegi okoliczności dają mi pełen obraz o człowieku który wydawał się mądrym dorosłym i dobrym – smutny obraz

bo tak właściwie chciałam o tym że całkiem przypadkiem odnalazłam swój artykuł w A`CZTERY i dumna jestem i koniaczka popijam w wannie przy świecach i dźwiękach w/w dobranoc

rabka turbacz barania

o Turbaczu:
„Podle się z nim losy zaobeszyły, dając mu zwykłą dumę wierchów i nadszczytów, a nie dając ich wielkości nadchmurnej. Otoczyły go jeszcze tłumem bliźniąt, wśród których maleje do znaku i zdaje się być zwykłą górą.”

piękne są Gorce cudne

bo po tym jak odczułam namacalnie że nikt mnie nie kocha nie szanuje nie lubi i jestem sama jak palec (tralalala...) po tym jak nikt nie miał ochoty na Gorce i Kraków to mając wszystkich w dupie wsiadłam w auto i wylądowałam w Rabce znalazłam moją kuzynkę oglądałyśmy zdjęcia z Włoch (Corno Piccolo, Corno Grande, Fonte Cereto – co za cuda) zafascynowana widokami usłyszałam że niby było pięknie i ciekawie ale... po powrocie od Bieszczad po Pieniny Gorce i dalej na zachód – jest coraz piękniej i to jest to czego szukali to o co chodziło (nie ukrywam że Apeniny wyglądały bosko!)

czy Gorce to flisz karpacki tak jak i Gubałówka ? (pytanie do geologów dwóch) jestem pod wrażeniem Turbacza i okolic (Kudłoń, Kiczora, Suhora)

niedzielna Barania nie powaliła niczym szczególnym za to widoki z Ochodzitej – niby takie sobie wzniesienie a panoramka niezwykła i Bartek walczący z paralotnią i moje kOty na kocim zamku (Niuniuś był zrozpaczony że to tylko takie se skały)

muzycznie Michael McDonal nowa Enigma
nowy Nickelback (często zakochuję się po prostu w głosach, mam słabość do zwłaszcza niskich barytonów)

wniosek: nie przeszło mi całkowicie ale wiem przynajmniej na co mnie stać w sensie zebrania się do kupy i z mapą pojechania gdziekolwiek Jezu jak pomaga (Bartłomiej i Koniaków zwłaszcza)

czwartek, 21 sierpnia 2003

może pozytywny piątek?

wolałam żeby ten ciąg czarnej środy i jeszcze ciemniejszego czwartku skończył się jaknajszybciej i skończył się po tym jak o trzeciej nad ranem zebrałam pijane swoje zwłoki z balkonu (chyba chłodna noc) mam nadzieję, że wypłakałam całą pustkę i mam nadzieję, że smutek upierdliwy jak nigdy dotąd wyleciał z dymem paczki westów to się biorę ogólnie rzecz ujmując w garść dokopano mi maksymalnie i najwyższa pora wyjść z tego bagna tym bardziej że perspektywa koncertu ludzi 18 godz po angielsku z przymusu kolejnych 36 godz w górach i Kolor purpury do zakończenia generalnie umierasz powoli ale podobno Najwyższy daje każdemu tyle ile potrafimy znieść dziwne uczucie tak jakby się dostało porządnego kopniaka w łeb od tyłu

oceans

Jeśli jesteś niemiły, odepchną Cię jedni; jeśli jesteś miły, przygarną cię i zjedzą drudzy.

coraz to bardziej nerwowo skubany słonecznik z szymoszkowej the ocean Savatage z The wake of Magellan pogubione trawienie słów i strach, żeby osiągnąć prawdę trzeba zaryzykować pomyłką bo tylko ci którzy wszystkiego są pewni nie dostrzegają swego kłamstwa może jest jakiś dar który źle odczytuję bo stoję w miejscu a stać w miejscu to tak jakby cofać się i trawię trzy listy i jak cierpi przyjaciel to powinno się przy nim być a ja jestem tutaj i trafia mnie i nie mogę nic i ... ostatnio ćwiczyłam egoizm udanie z resztą tylko czy o to właśnie chodzi ?


"Czasami lepiej jest nic nie robić; światło świecy służy istniejąc"

wracamy do pracy jeszcze tylko cztery godzinki z trzydniowego maratonu
(moich zakopiańskich znajomków jakiś wirus dopadł)

jutro KURDE grają w Machinie 20:30 nie zapomnieć!

wymyślaliśmy wczoraj imiona dla naszych dzieci: Tymoteusz, Franciszek, Emilia, Antonina – czwórka to w sam raz

... i muszę rzec, że w tak kiepskim stanie psychicznym, który mnie dopadł na początku lipca nie byłam nigdy do tej pory... myślałam że przejdzie a jest coraz gorzej

wtorek, 19 sierpnia 2003

źle się dzieje

jak mnie ktoś zaraz nie kopnie na opamiętanie to twórczo dziś nie popracuję!!!

poniedziałek, 18 sierpnia 2003

rilołded jako ponowne doładowanie

mimo pustki ogólnej (powinna być radość)cudnie było rozpocząć tydzień o jedenastej w południe śniadaniem w towarzystwie całej rodzinki (jakoś nikt dziś nie poszedł do pracy - co za dobre czasy)
w sumie nawet 10 dni to za mało na Tatry nie mówiąc o tym że 3 dni to tylko dotknięcie szczęścia
na chwilę obecną wiem że wolę 10 godzinne chodzenie szlakami niż wieczór w zasmrodzonej knajpie przy najlepszej muzyce ( owszem chłopakinieźle dawali)

powoli odchaczam zaliczone szczyty

(nasze nazwy: Mały Łącznik, Miodowa, Córka Boryny - Małołączniak, Miedziane, Cubryna - jak kto woli panie kierowniku, dopijemy dopalimy i idziemy)

czwartek, 14 sierpnia 2003

o Dżizu jak bosko!

lekki piasek w oczach w pogotowiu dziś akcja za akcją ale opanowane wszystko więc sama radość że ktoś może nad tym jeszcze panować
E. zdobyła nareszcie pewny papier i tym samym koniec ze strachem o przyszłość... jaka radość i nad morze jedzie z dzieciakami - jescze większa radość

optymizm wylewa się jak ten żar z nieba oby jak najdłużej panowie i panie jest cudnie

środa, 13 sierpnia 2003

i tak to

upał woda litry zimnej wody rozlazłość ogólna wymyśliłam kulturalny wykręt weselny i dałam się przekonać na wczorajszym spotkaniu na Tatry (ihaaaa...) Zielona słyszysz? jedziem w Tatry mogę zginąć tam bez Ciebie ale w końcu sama nie jadę prawda?! to po wczorajszym wieczorze oprócz lekkawego kaca (to przez te papierochy)taka radość że są jeszcze normalni ludziska i koniecznie trzeba wybrać się do M. z Kudłatym i resztą znanych niegdyś twarzy - sentymenty panowie i panie - sentymenty
nabieram optymizmu czy mi się wydaje życie czasem jest piękne

wtorek, 12 sierpnia 2003

???

i nie wiem co zrobić tak? i wiedziałam że tak będzie tak? bo nie wiem czy Zakopane, czy wesele, czy leniuchowanie z Karoliną? i Sylwkę wylali z pracy bo powiedziała co myśli, Domini wróciła z Zielonej, Grzyb chyba wtopił (relacja świadków), AŁ pogadamy we wtorek

do pracy bym się jakiejś zabrała

testosteron

dzieciaki dziś opowiadały o miłostkach wakacyjnych...

z mister endrju piszemy do tej pory wykłada na ASP pamiętam te cudne lata podstawówki miłość trwała aż cztery sezony żniwa sianokosy pływanie w stawach dziadkach siedzieliśmy na Kamykowej (nazwa miejscowości)skale i w okolicach spadających gwiazd marzyliśmy o tym żeby wiecznie być młodym pięknym i szczęśliwym o bogactwie nie marzyliśmy bo wtedy wystarczył kubek malin mleko prosto od krowy chleb i masło wyrobu babci oraz pięć złoty na lody rozwożone maluchem przez pana Cześka...
sie rozmarzyłam...

chłodek przyszedł raniutko chyba trzeba już sweterki wieczorem na rudach też już chłodno się biega

wczoraj oświecono mnie że w sobotę wesele - nie pałam entuzjazm i w związku z tym oddam za darmo wysokiego dobrze tańczącego partnera nawet nową kieckę oddam byleby tam nie jechać

poniedziałek, 11 sierpnia 2003

...

3:10 herbata z cytryną papieros muzyka życie praca
grupa dzieci numer 1 przywieziona z kolonii
grupa dzieci numer 2 odwieziona na kolonie
grupa dzieci numer 3 dostarczona na obóz
załatwione alimenty dla Frania
kawa u siostry po 20 godz jako zbawienie
i jej wygodne łóżko na 50 minut snu
auto dostarczone auto odstawione auto zabrane znalezione klucze
Sting Pearl Jam Edzia Bartosiewicz... - ratują napięcie sytuacyjne
Usiądźmy tutaj i porozmawiajmy o tym, co jest
Nie chodzi mi o narkotyki plany czy seks
To nie są rzeczy święte
Przyjacielu musisz tu być
Przyjacielu tylko ty
Przyjacielu ostatni raz
Potrzebna jesteś mi
Potrzebny jesteś mi

z racji tego że goście to i jedzonko – przejęłam pałeczkę w kuchni
- odstresowujące zajęcie bardzo bardzo brokuły ziemniaczki brzoskwinie pitu pitu
zaczyna mi się to podobać Slawek woli kminek i majeranek ja wolę oregano i bazylię
Lenka pali papierochy wszędzie zawsze i w ogóle rodzicielkę roznosi – dobrze jej tak
rybnik podobał się bardzo rudy jeszcze bardziej gliwicki rynek o drugiej nad ranem
ogórkowy kenzo na upał jako zapach obowiązkowy gingers west ice komputer słuchamy tej samej muzyki wąchamy i pijemy kawę z mlekiem nad ranem po upojnych wieczorach przy piwku grillu ciastach Moni przy rozmowach do księżyca na wernadzie domu przy nocnych kąpielach w zarośniętym stawie Evy zielono mi
i chciałoby się takie momenty szczęścia chwycić i już nie puścić nie narzekam słuchając opowieści Słowaków przynajmniej góry mają ładniejsze bynajmniej
-pojechali nad nasze morze... i zostawili furę emocji; pustka?
wielka dama tańczy sama
gubi czerwony szal
wielka dama smutna i sama
w sukni z nocnej mgły
wielka dama smutkiem pijana
połyka słodkie łzy

niedzielny basen i żużel i łażenie po drzewach z pomocą lin jako extreme miasta R.i rój meteorów Perseidy i ... poczucie innego świata
od rana urwanie głowy w fabryce ale miło jakoś i bezstresowo zupełnie tylko katar mam w środku lata i jakiś cholerny ból w plecach od wczorajszej wspinaczki albo grypowy raczej
czas jest po to, żeby wszystko nie odbywało się jednocześnie A.E.


powoli trzeba zacząć myśleć o wakacjach
miało być pięknie? miało! i będzie! inaczej, po swojemu według zupełnie mojego scenariusza
śmieję się z własnej naiwności – nigdy nie nauczę się mądrości życiowej – tzn. kilkakrotnego przefiltrowania tego co się planuje co mówią inni co samemu się obiecuje
co się odwlecze to nie uciecze!
póki co życie z dnia na dzień co czas przyniesie nie cierpię takiego stanu
trzeba kuć szczęście chwili, ktoś ma jakiś pomysł?

środa, 6 sierpnia 2003

porannypearljam

jakby ktoś nie słuchał to właśnie w tym momencie w trójce swoim życiem biegnie sobie koncertowy nowy pearl jam i choćby dlatego warto było wstać... miły początek zapieprzu...

śmierć się pyta każdego poranka na jaką żyjesz miarę?

zasadniczo dziś mi wszystko jedno bo piękny poranek... koncertu boskich dźwięków ciąg dalszy...

wtorek, 5 sierpnia 2003

sie oburzyłam

ale że ja wczoraj za drogie zakupy i w ogóle szastam pieniędzmi i że własnym samochodem nie jeżdżę no wypraszam sobie ale jak byk będę na tej liście