czwartek, 27 listopada 2003

bones of love & run away

capuccino
expresso
koniak
make-up
dobry wieczór

no i jak można było spać w taki dzień w tak cudowny dzień?
nad ranem dyskutowaliśmy z malcami o tym że święta i że mikołaj za pasem i że jasełka już ustalone kto kogo gra i wiele pracy przed nami i Paweł:
- ej a ile ty masz lat?
- no wiesz dziewczyn się o wiek nie pyta ale mnie możesz więc 24
spojrzał jakby wilka zobaczył i wycedził:
- no! jezu jak dużo! ja mam 6 ale też będę mieć 24 za rok!
umówiliśmy się że za rok on mi da swoje 6 a ja mu z chęcią oddam moje 24!

nieźle tak od południa szwędać się po domu w pidżamach z kubkiem fuj mleka z miodem i cytryną ale ze niby chora jestem i do tego twardo się trzymam i z perspektywy łóżka to można wiele zobaczyć w wolnych chwilach płyty ponagrywać i męczyć znajomych smsami (i zdziwiona że wszyscy jacyś zajęci?)

„dopiero wtedy gdy wdzięczność wydobędzie się z ram powinności staje się wewnętrzną potrzebą a jednocześnie domaga się wyrażenia”

a jutro to już będzie kraków a po jutrze krościenko a za tydzień beskidy a za dwa te same beskidy a potem to już święta i potem już będzie Aga a potem... ok. wybiegłam gdzieś za daleko

bo czy mi się wydaje ale koło zaczęło się szybciej toczyć i niech tak trwa

hold on to the thread
the currents will shift
guide me towards you
know something`s left
and we`re all allowed to dream
of ten next time we touch

środa, 26 listopada 2003

i nie wiem o co chodzi

ale toczy sie to jakoś dziwnym torem do przodu a w sumie nie wiem do czego doprowadzą takie rozmowy gorączkę mam więc się nie dziw że głupoty piszę i spokój taki dziwny wiesz jakbym w przedsionku nieba była tymon usnął całkiem dzielnie z tym walcząc i powiem ci że kocham wciąż tę samą osobę a cała reszta jest mniej znacząca i zastanawiam się skąd ta pozytywna aura w takim miejscu dla mniej czy bardziej wrażliwych? to też w sumie bez znaczenia bo chodzi o profesjonalną pomoc i głupoty piszę bo czasem przecież chodzi o zwykłe przytulenie a wizje? no dobra powiem ci takie futurystyczne? albo nie no ej pewnie że szczęśliwy dom tu czy tam nie ważne z trójką dzieci nieważne urodzonych czy zaadoptownych i będziemy obrzydliwie bogaci i szczęśliwi i mało tego bo na owo szczęście po prostu będziemy zasługiwali - tylko jak się obudzisz i przeczytasz to

naprawdę sama nie wiem co pisałam powyżej

bo w sumie to nie ma najmniejszego znaczenia

niedziela, 23 listopada 2003

...

generalnie u nas w domu dzieci mogą wszystko tyle że wczoraj Misiek z Łukasiem zrobili sobie skocznię w Nagano i te różowe narty przytachali z dziadkiem z garażu i byli małyszami wcześniej byli reksiami i kto nie uciekł w porę ma cudne sińce na łydkach potem jako gucio i filip musieli słuchać tego co maja powie i czy ktoś może mnie przenieść w tamte czasy?

to nieźle nagrzmociłyśmy się wczoraj z my cousin niedźwiedzią krwią z Bułgarii (ta przynajmniej nie powie że nakłaniam do picia) a te wnioski wcale nie głupie i skoro jeszcze mi świtają to nie było tak źle

w połowie imprezy przyjechała Aneta i ok. umówmy się że wierzę i że nadal ufam że więcej już do tego nie wracajmy bo i po co? a laurki pobiły wszystko i te zielone tło że niby choć trochę zapachniało dolcami

ok. 21:15 na trójkowej „Crazy Mary” się rozpłaszczyłam że na emeryturze to będzie ze mnie taka babcia w ażurowej sukience siedząca na dużej huśtawce w ogrodzie pełnym słoneczników przy swoim wiejskim domku – pisząca w notebooku ciekawe felietoniki do poczytnych gazet i to będzie rok 2035 i będzie bosko!

z innych wniosków bo w sumie zastanawiałyśmy się nad tym czym jest mądrość i wyszło nam że jest to ciągła świadomość tego że: nasze opinie mogą być mylne a rzeczy na które liczymy mogą okazać się niepewne i niestałe! czy jakoś tak
i że dlaczego zawsze zakładamy że to właśnie po naszej stronie jest prawda i że to my ją znamy? dlaczego w sytuacji gdy samych siebie do końca nie rozumiemy gdy wypowiadane słowa są tak dalekie od tego jak istnieją w naszych umysłach na każdym kroku borykając się z brakiem zrozumienia i pewności że osoba z którą dzielimy się myślą odbiera ją dokładnie tak jak my myśl tę chcemy przekazać?

jedziemy z ćmą pochodzić po lesie w ramach dojścia do siebie

środa, 19 listopada 2003

EMR

nic nie jest porównywalne bo kto nie jest z nas zupełnie samotny i co kiedykolwiek można wysłowić nie możemy nic nazwać tylko wolno nam znosić i porozumiewać się że tam jakiś blask a tutaj spojrzenie tak się o nas otarło jad gdyby w tym właśnie żyła ta siła co jest naszym życiem a kto się sprzeciwia ten świata nie dozna kto pojął aż nadto tego Wieczne ominie a jednak czasami wśród nocy doniosłych jesteśmy jakby poza niebezpieczeństwem równymi cząstkami rozdani gwiazdom coś ku nam je nagli
- czasem mam ochotę usiąść pod doniczką i czekać aż mnie przygniecie ale się zwyczajnie nie poddam!

piątek, 14 listopada 2003

psychomity czyli dziś

pożytki ze szkody

autodestrukcja jest zawsze działaniem nieświadomym- nieprawda
ktoś, kto za wszelką cenę chce uniknąć bólu, też sobie szkodzi- prawda
krzywdzą siebie ci, których wcześniej skrzywdzono
- półprawda
podłożem autodestrukcji jest nienawiść do siebie- półprawda
nawet z autodestrukcji może wyniknąć coś dobrego- prawda
każde działanie może obrócić się przeciwko nam, jeśli jest sztywne, bezrefleksyjne, nadmiarowe- szczera prawda

środa, 12 listopada 2003

P.B.

bo musi mnie w końcu dopaść to czego uczę się niby zaskoczona obrotem spraw od pewnego dawnego czasu a mianowicie D Y S T A N S i obiecuję tym którym obiecałam i będę się starać dzielna będę na pewno w cuda raczej trudno uwierzyć ale pomarzyć w końcu mogę co nie? bo życie to w ogóle poważna sprawa i przydałby się remont jakiś bo czuję się ostatnio niepokojąco sensownie lecz niepewnie a te wszystkie niedoskonałości własne? nie szkodzą jeśli ktoś się pomyli to mimo wszystko nabiera wartości przecież

„z zasmarkanym nosem z wierszem ciężkim jak siekiera gdzie się wybierasz? głupie pióra stroszysz a tu płakać przyjdzie nie raz gdzie się wybierasz? za lat siedem osiem zgodzisz na każdy kierat, no czemu nie teraz?”
– założę się, że nikt nie zgadnie któż to śpiewa?

nie da się ukryć że jakiegoś ogólnego optymizmu nabrałam po tym ostatnim wyjeździe

wtorek, 11 listopada 2003

na dłoni

Tak łatwo z rąk wymyka się. Ucieka wciąż, znika
we mgle. A ty chcesz na własność mieć. Chcesz
zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb. Niemożliwe.
Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko
na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się
za nim nie goni. Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
Lecz to nie to, to nie tak.
Ciągle czegoś nam brak do szczęścia, wciąż nam brak,
tak zachłannie brak. Otwórz oczy. Szczęście to ta
chwila co trwa, niepewna swojej urody. To zieleń drzew,
to dzieci śmiech. Słońca zachody i wschody.
Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest już obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu, wśród chmur,
w ciszy traw. Szczęście to przelotny gość, przebłysk
słonecznej pogody. I dużo wie, kto pojął, że szczęście
to garść pełna wody.


(dziękuję bardzo)

czwartek, 6 listopada 2003

ranek

i ON uśmiechnięty raniutko z tym swoim szczęściem całujący w nos życzący udanego dnia i ONA z bułkami i dżemem w siatce tak zwyczajnie nalewająca mleko do kubka z kawą i ONA z moimi sztruksami i pomysłem czysto-porannym na nową glinkową postać i niby chaotyczny porządek z łazienką kuchnią i radiem i REM na dzień dobry i sms Agi że jedyna wolność to zwyciężyć siebie a miłość jest droższa niż życie i... taki zwyczajny poranek zwyczajnych ludzi w najzwyklejszym dniu tygodnia

dzisiaj nie kupisz jutrzejszego szczęścia za wczorajszą cenę

wtorek, 4 listopada 2003

zapisek pokontrolny

od dziś chodzę z dwoma damami zusowskimi na kawę i ponoć fakt że jestem wyszczekana (że niby ja? o matko, przenigdy!) uratował mnie przed poważnymi zaleceniami między-kontrolnymi bo miały boginie pewne wątpliwości delikatnie przypomniałam że jest taka bardzo przyjemna zasada rzymska in dubio pro reo gdzie wszelkie wątpliwości rozstrzygane są na korzyść badanego! opuściły moją fabrykę za porozumieniem stron bez jakichkolwiek zaleceń pokontrolnych nie żebym chodziła z głową w chmurach bo może mi się całkiem w niej powywracać ale to było najgorsze 10 godzin w moim życiu gdzie odniosłam pełen sukces i od dziś chce pracować w kontrolach zusowskich do widzenia
(na wieczornych zajęciach wcale nie błyszczałam wcale)

miałam okazję przejrzeć (serio poważną) strategię zrównoważonego rozwoju miasta na lata 2003-2015 i czytam że moje osiedle to plaga zjawisk patologicznych z przestępczością i samobójstwami na czele i że co z tym zrobić?
o matko
to jako niezrównoważona mówię dobranoc i wracam do szybszego stukania w klawiaturę


Mycha tylko mi nie mów że nie możesz przyjechać!

poniedziałek, 3 listopada 2003

elling jako mój new idol

jeśli maratony filmowe to tylko w takim trójkącie pliz i fenks very macz

i by się wydawało że jeden taki niewinny raniutki telefon i potem głos Eda K. w heaven i to wesolutkie dzieł dobrhy i że życie ma sens i
tylko taką mnie ścieżką poprowadź gdzie śmieją się śmiechy w ciemnościach gdzie muzyka gra i nie daj mi Boże skosztować tak zwanej życiowej mądrości dopóki życie trwa

jasna cholera jaki ja dziś wesoły dzień miałam i to poniedziałek na dodatek

listopad

to chyba trzyma mnie jeszcze magia sobotniego wieczoru i to że ola jeździ nowym jeepem i to że groo będzie miałam maleństwo i to że słońce na niebie i to że dwugodzinna rozmowa z Zieloną była niczym posiedzenie sobie na balkonie przy kawusi i ciastku i ...
wydaje mi się że wszystko idzie ku dobremu że niby mam czasem łzy w oczach to nie zwracaj na to uwagi


przyznać się muszę że właśnie dziś mija 5 lat odkąd dzielnie zaczęłam pracować w sensie że dzielnie raniutko wstaję sobie gdzieś do pracy i nie krzyczę że dziś to mi się nie chce
w listopadzie 1998r. to byłam jeszcze jakaś taka naiwna i że niby świat zmienię w i w ogóle...

niedziela, 2 listopada 2003

1 i 2 listopad 2003

to mimo wszystko najbardziej magiczne dni w roku nigdy tak cudownie czas nie stoi w miejscu jak w te dni
wydaje mi się, że to cudowne towarzystwo które zbiera się tam na górze już szykuje jakąś wielgachną ucztę na powitanie nas wszystkich którzy dopiero pomiędzy jesteśmy

-i ten wczorajszy magiczny czas prawda? –


„pewnego dnia pękło niebo i lunął straszny deszcz (...) podajcie sobie ręce i żyjcie w zgodzie i oczy wasze niech nigdy nie znają łez”
„czy przyjmiesz mnie mój Boże kiedy odejść przyjdzie czas czy podasz mi swą rękę a może będziesz się bał”
R.Riedel


„I can`t see the end of me, my whole expanse I cannot see
Formulate infinity stored deep inside of me”

„all in all is all we all are...”
K.Cobain

Ciechowski, Eva Cassidy, Tomek Beksiński, Wojaczek, Stachura, Okudżawa...

tak zwyczajnie są pomiędzy nami gdzieś tu

piątek, 31 października 2003

31.10.1957r.

to że niby taki najkochańszy mój chłop obchodzi urodziny i jest wesoło! ...i że jest piątek

to że niby pogoda jest cudowna i fajnie mi co nie? ... i że jest piątek

to po paru kawach i redbulu i pizzy z oliwkami nie zasypiam! ... i jest sobie piątek

"a ja nie chciałabym tak po prostu po prostu przeminąć" to apropos święta chwilowego przemijania gdzie wspominam Dziadków, Marka, Ewę i Tomasza B.- taka stała lista

...i że jest piątek!

poniedziałek, 27 października 2003

zima detox garnitur

w ramach detoxu udałam sie wczoraj do świata herbat gdzie zostawiłam nieco peelenów ale te 10 dkg białej z domieszką zielonej madagaskar i zielonej senchy z brzoskwiniami i kardamonem hm... pachnie przepysznie
w ramach rozrzutności - chyba jednak tylko gałek ocznych (wyczytałam że tegoroczne garnitury tylko i wyłącznie w stylu retro) i upatrzyłam sobie ba nawet przymierzyłam taki boski garnitur tatuum gdzie marynarka jedyne 420 a spodnie takie wiesz prześliczne do samej ziemi kosmicznie leżały i te jedyne 320 czyli wyszło mi że to byłaby jedna moja taka goluteńka wypłatka fabryczna po odliczeniu długów spłat i rat tak sobie pomyślałam że cóż no w zasadzie na co mi ten garnitur to poszłam lekko załamana na ten angielski

wieczorem wysłuchałam w trójce o kamilu jakoś smutno co?

niedziela, 26 października 2003

...

kiedy ostatni raz robiłaś/eś coś pierwszy raz?

sunnday

w ramach cudownego rozleniwienia niedzielnego choć za oknem ponuro to tutaj w środku gdzie przykładasz rękę by sprawdzić czy żyjesz całkiem ciepluchno i spokojnie Tosia usnęła przedobiadowo Karla niby czyta opowieść wigilijną w trójce najcudowniejsza audycja tygodnia i joe cocer to zabieramy się za mazurek niby ten wielkanocny to tak żeby sobie troszkę namieszać i żeby nadrobić naszą znajomość kontaktujemy się wirtualnie z irlandią tam też pada ale czujemy siebie i przecież o to właśnie chodzi

(pamiętam jak w prima aprilis 1 kwietnia w drugi dzień Świąt Wielkanocnych jadłyśmy z Agą moczkę z kubków z choinkami bożonarodzeniowymi)

to w ramach przemyśleń niedzielnych:

czasem tak po ludzku
współczujesz nam – Boże
bo nawet Ty nie zawsze
pomóc nam już możesz

nie żebyś boskość
czy moc swoją tracił
lecz zbyt jasno widzisz
że my wciąż mali tacy

chowasz więc nasze sprawy
do bocznej kieszeni
i czasem zapominasz
że my tu na Ziemi

samotni jak gwiazdy
które w ruch puściłeś
lub jak kruche gałęzie
którym wiatr skradł siłę

a Twoje święte nakazy
tak niezwykłe plany
często nam niepojęte
więc jak im sprostamy?

choć Ty najlepiej wiesz
po co zsyłasz burzę
wiesz też kto cierpliwy
a kto już nie zdzierży dłużej

ile jest cierpliwości
w Twej boskiej postawie
czasem tak nam trudno
Ty najlepiej wiesz mój Panie

a świat się kręci
coraz bardziej szalony
jakby wyrwał się nagle
spod wszelkiej kontroli

czwartek, 23 października 2003

brzeg



- jak się macie? – zażartował dyrektor
- świetnie! – zażartowali pracownicy


pływając sobie dzisiaj po pracy zrozumiałam właściwie wszystko właściwie to nawet chyba więcej niż można zrozumieć i to że człowiek samotny i to że jednak wolny i to że zawsze warto i to że taka porażka w sensie rozczarowania ( ja pierdziele jak boli żebyś ty wiedziała droga pani A) to sobie tak pływając dopłynęłam do brzegu i ... jeśli widać drugi brzeg to idiotko jest dobrze no nie

om mani padme hum

właściwie nie wiem po co są takie konferencje ale są i siedziałam nad tym tydzień więc jutro trzymać kciuki

a i szukam kto mi przetłumaczy: dictum sapienti sat est!

środa, 22 października 2003

normalnie

dzień dobry wszystkim tym którym wczoraj mówiłam dobranoc jakoś tak zmieniam komputery i gna mnie na tę stronę nic z tego nie mając bo jakoś nie żebym była jeszcze podniecona faktem który mnie spotkał ale to tak na obudzenie z rana to polecam wszystkim to opowiem od początku bo tak skończyłam pięknie pracę jadę z pracy notabene do pracy w słuchawkach drze się janusz radek w czymś tam aha zapomniałam dodać że jadę swoją ruiną i zapomniałam dodać że wczoraj wieczorkiem uwaliłam do końca lewe lusterko (uprzednio tylko je naruszyłam tak lekutko i to było grubo przed tequilą) no więc jadę i wspominam owocnie przeżytą noc (nie w sensie seksulanym nie) i co widzę radiowóz i machają to jak na blondynkę przystało najpierw pomyślałam że jest noc i nie musze się zatrzymać potem że moje lusterko mam w plecaku a potem że kurna fucka faktycznie jadę dość szybko oki wyhamowałam 200 metrów za panami znaczy się nie wiem ile to jest 200 metrów ale w sensie że daleko to wycofałam (matko potrafiłam wsteczny wrzucić) i otwieram szybkę dzień dobry a pani tak z rana to od kogo ucieka tzn. (drżącym głosem żeby skubany tego lusterka nie zobaczył tzn. jego braku) mówię że z pracy do pracy oki pokazuje dokumenty (nowiutkie nie chwaląc się w sensie że wyrobione niedawno bo stare lekko rozleciały się już dawno) oki to pani wioletto (nie cierpię jak tak do mnie mówią) mąż nie będzie zadowolony (fajnie mieć męża z rocznika 57) odpowiadam że on nigdy nie jest zadowolony to ile jechałam z podwyższonym głosem w końcówce pytanka? było pani wioletto 110! tak, uwielbiam na tym fragmencie 110 (nie powiedziałam tego nie) to patrzę maślanymi oczkami i błagam mimiką twarzy żeby bez jaj żeby odpuścił (w myślach że jak jeszcze te lusterko) oki to pogadaliśmy skąd i dokąd i że ciężkie czasy a pani taka opalona - to podkład Maybelline fresh matte nude 021 odpowiadam (nie wiem po co bo przecież policjant chyba nie zna się na podkładach choć nomen omen mój eks kiedyś znał się doskonale) uff oddano mi te papiery serce nadal w gardle tyko proszę już jechać przepisowo (przepisowo to ja nawet nie wiem ile na tym terenie mogę) i padło kurna te pytanie: a lusterko gdzie podzialiśmy? słodką idiotkę grając nadal odpowiadam że w plecaku i że zaraz mąż to naprawi i że już lepiej jak sobie pojadę i życzę miłego dnia... odjechałam z gulą w gardle w żołądku... i z taką delikatną nutką niesmaku że nie dość że 110 to bez lusterka i sobie pojechałam dalej... wszystkim tym którzy jeżdżą sobie dużo to normalnie zazdroszczę

normalnie siedzę teraz popijając mleko z miodem bo cosik grypowo opowiadam dziewczynom i chyba rzuciłam kij w mrowisko bo każda zaczęła swoją historię z policjantami mało tego graża przyniosła portrety miejscowych gwałcicieli (mąż graży jest policjantem) padł pomysł żeby powiesić na ścianie i w przerwach pogramy sobie w strzałki!

normalnie to uwielbiam piasek pod powiekami po dyżurku i normalnie nie wracam do tego co było wczoraj ... nie napiszę ani słowa

to tym którym mówiłam dobranoc dzień dobry to teraz życzę udanego bardzo dnia
normalnie

wtorek, 21 października 2003

plizzz end plizz end pliz


to więcej już nie przyjmuję oki więcej już mi proszę nie podawać i nie serwować smutnych newsów już nie mam pojemności przyjemności i więcej się nie zmieści nie i koniec - od dziś poprzeczkę egoizmu podnoszę o stopień wyżej żeby nie spaść w głąb

i jest tak cicho i pięknie i delikatna muzyka w tle i Tymek pykający fajkę w brązowym fotelu w ukochanym swetrze pachnący ukochanym Dziadkiem z tą swoją mądrością i dobrocią i delikatny półmrok i odbijające światło monitora i ten niewyobrażalny spokój który może zostać przerwany w każdej chwili że co że mam odczepić wzrok i popatrzeć w niebo zaczekaj jeszcze parę spokojnych i pachnących tą chwilą maili do znajomych jeszcze parę listów do przyjaciół jeszcze...
niczego tak nie potrzebuje jak spokoju tego miejsca
to rozpoczynamy dyżurek tak te nasze nocne polaków rozmowy Tymek kiwa głową że herbata stygnie
dobranoc tym którzy idą spać


na pewno znasz te poranki gdy wszystko co widzisz obietnicą cudu jest poranki gdy czujesz że na obraz boga stworzono cię w przekupach sumień pozbawionych próbujesz dostrzec którąś z boskich cech... jeśli wiesz co chcę powiedzieć...

poniedziałek, 20 października 2003

...

„babe I`m gonna leave you” led zeppelin non stop i jest przynajmniej głośno inaczej! i ta aborcja na życzenie i legalizacja związków homoseksualnych to tak na osłodzenie programu oszczędności Hausnera tak? a może zamydlenie oczu co? i te pieprzone komuchy u Papieża że słodko i ładnie tak? i Mount Blanc maleje? i obalona jedyna OSTOJA życia! powiedz mi jak w ciągu dwóch godzin można przekreślić komuś jedyny wzorzec? powiedz jak można tak cholernie łatwo zranić najukochańszą osobę w świecie? to ja dziękuję państwu bardzo to ja się po prostu nie nadaję do tego wszystkiego! to może były zbyt dobre warunki co? tylko że jestem już dużą dziewczynką i może zbyt wiele a może za mało rozumiem!? i że „wyplułamsiebie” tak bardzo w niedzielnych mailach i że niby łatwiej a wcale nie! i że potracenie z poplątaniem i te granie ról prawda, ta pieprzona szara rzeczywistość która być może jest jedynym sprzymierzeńcem, mam dziś jedynie siłę na mechaniczne pójście do swojego łóżka i chciałabym pospać do wiosny!

niedziela, 19 października 2003

odwaga wiary

kosztuje ale nie można przegrac miłości nie można dać się zniewolić nie mozna dać uwieść się ułudom szczęścia za które trzeba zapłacić zbyt wielką cenę cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia własnego i cudzego

to ci los

taki paradoks losu
mamy tak wiele nie mając zupełnie nic
wydaje nam się że możemy tak wiele
- nie mogąc nic zrobić
będąc tu i tam a tak naprawdę gdzie jest nasze miejsce?
tam skarb gdzie serce twoje
wszystko jest do obgadania wszystko można zgeneralizować uogólnić wywnioskować cacy cacy
tak sobie pożyję dalej
tylko co jeśli los będzie chciał inaczej
pewnie że jeśli nie zaryzykujemy
pewnie
kochamy tych którzy nas nie kochają
nie kochamy którzy może nas
„chodźmy tam szukać swego dnia noc ucieka światło woła nas”
czekając wczoraj wieczorkiem na przyjaciółkę piekąc szarlotkę doszłam do tego że Matką Teresą nie zostanę socjolog ze mnie żaden muzyk tym bardziej że nie wiem czego chcę a MARZENIE z dzieciństwa mnie lekko przeraża choć na dzień dzisiejszy na nowo wydaje mi się jedyną drogą do mojego własnego szczęścia amen

nie omieszkam wspomnieć o piątkowym wernisażu Mistrza Franciszka – miło było spotkać tęże wspaniałą grupę znajomych

może to tylko a może aż słowa:
jeśli masz zrozum że ktoś może nie mieć
jeśli rozumiesz pojmij że ktoś może nie rozumieć
jeśli jesteś zrozum że ktoś może po prostu nie mieć możliwości

wtorek, 14 października 2003

aborygen

...są dla nas miejsca nieznane są takie chwile dla których się żyje... tak po prostu ot tak dla samego miejsca dla samego życia dla siebie

uwielbiam dostawać propozycje spotkania się przy kawie uwielbiam to i im bardziej intesywniej żyjesz zdajesz sobie sprawę z tego że możesz więcej i więcej nie spać nie kochać nie nawidzieć...

rano gdyby nie pomyłkowy telefon bieszczadzkiego znajomka pewnie bym zaspała i ten sprint powalił mnie dopiero w południe bo przy tych nowych medykamentach jakaś dziwna huśtwaka nastrojów ale bedzie dobrze będzie dobrze

na parenaście dzisiejszych mail`i jeden taki ciepluchny od profesorki - i to jest myśl - my kobiety rozumiemy się nie od dziś! cha! uwielbiam Jej madrość

od niedzieli kocham sie platonicznie w głosie Roberta od niebieskiego nieba i co że stare jak świat

bo generalnie chciałabym dziś tą OGROMNĄ radością którą w sobie posiadam podzielić się z wszystkimi bliskimi i dalekimi tymi którzy są i odeszli a pozostali w sercu jak złote cienie

chciałam jeszcze coś dodać ale zbyt głośno wokół ktoś ma ochotę na kurdyjską kawę?

poniedziałek, 13 października 2003

...

a to sobie wróciłam tak
i kulcze nadal wakacyjnie się czuję i skoro mój wakacyjny pierścionek jeszcze na zielono ton nadaje to co mi szkodzi
tylko cholera dlaczego dziś przez cały dzień na tego głupiego sms czekałam to nie wiem za chwilę zerkanie w lewy dolny róg tego cholernie małego ekraniku doprowadzi mnie do szału
bo właściwie taki maratonik od czwartku do poniedziałku to niezłe coś od utknięcia w zapiździałym miejscu bez kropli paliwa w baku poprzez boski kraków znaczy się towarzysko - o matko trawię chyba jeszcze 'rozmowy balkonikowe' - wnioski są takie jak i przed ale nie o to chodzi przecież w tym naszym bałaganie prawda? jezu jak mnie te ostatnie piwo z zakopianki trzymało! nieźle jest posłuchać czyżykiewicza w alchemii żeby móc przestawić się w ciągu godziny na szanty w starym porcie i zaklepać sobie sylwestra z dudzikami na słowacji czy my przypadkiem jadłyśmy takie pycha kanapki w cornecie? i poraz piewrszy nie dopiłam piwa z wrażenia że konarski i że piwnica pod baranami i odszczelone siedziałyśmy za fortepianem niczym dziewczynki za teatralnymi kulisami słysząc że pośpiech upokarza i różowy baranek benio i placek w ukraińskiej i pycha krem pieczarkowy Mycha! a bo u nas na kazimierzu to o czwartej nad ranem to taka norma - tylko idź na ten recital a co Ci szkodzi! najlepsza akcja na świecie była z robotnikami o dziwiątej rano i uśmiałam się do samej siebie i wróżka meteopatka (ale wrócę) i tarot po flaszce wina i wilki i wracając tylko buty zdążyłam spakować i o siódmej rano jadłam pierogi na markowych i właściwie o co chodzi?
że jutro trzeba się obudzić normalnie i po ludzku iść do pracy


"daj światło dnia
otul nim znów
ciszę i spokój wróć..."

środa, 8 października 2003

...

"Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury."

Emily Dickinson ulubiona

to odnośnie tej przecudownej popołudniowej tęczy i tego deszczu potem i tych dźwięków i... dziękuję

poniedziałek, 6 października 2003

enjoy life

jak parzę zieloną w zielonym kubku to przypominają mi się dobre czasy gdzie w głowie zielono było od pomysłów i nadziei a gdzie zbytnio za daleko wybiegłam w przyszłość i teraz zbieram plany niezbyt przyjemne
więc dziś parzę w pomarańczowo-różowym jakby to kurwa miało jakieś znaczenie
wracam! bo się zwyczajnie poplątałam i zgubiłam w tym wszystkim i mając nerwy wybebeszone na zewnątrz nie potrafiłam za każdym razem nic powiedzieć bo wybuchałam do środka zatracając swoją godność poczucie wartości i całą zwyczajną dumę zwyczajnego człowieka
i wiesz co pomaga zebrać się do cholernej kupy? posklejać to wszystko w pierdoloną całość tak żeby choć przez chwilę grało? to szczery i dobry przyjaciel którym Najwyższy raczył obdarować przyjaciel nawet jak jest tysiąc kilometrów od ciebie a który tak mocno siedzi w twojej głowie że z przerażeniem czytasz – przyjedzie czas przyjdzie rada - wracam! i weekendowo-poniedziałkowy zapieprz w sensie siłownia & aerobik jogowy pozwalają krzepko i dziarsko rozpocząć nowy tydzień nowych sił nowego wszechbytu Janis zacięła się w Summertime i drze się w niebogłosy żeby nie płakać! stara! nie płakać! to zbieram dzielnie ostatnie siły w jednolitość to wytyczam powoli nowe cele tylko mi znane i gówno co komu do tego że czasem jest mi źle że czasem czuję się tak jakbyśmy wszyscy od siebie uciekali patrząc tylko na swój czubek nosa ze czasem tak kurewnie boli obcość i indywidualizm – bo ja to pokażę a reszta to jakieś wieśniactwo – to przecież nikt tu nikogo nie trzyma na siłę prawda?
przebiegłam dziś te wymarzone 10 km spłakana i uśmiana z siebie samej że nareszcie maluteńki cel zdobyty i że to ewidentny koniec i boli ale wracam! bo lepiej spieprzyć sobie trochę życia niż całe więc radykalna zmiana potrzebna tu jak przystało w moim życiu na jesień!
zbyt wiele zaplanowałam bo zajęcia kolidują z DKF-em a basen z migawkami ale poradzę sobie bo z twardymi mam do czynienia
(wracam do czytania dzieciakom dziś baśni o dziewczynce która podeptała chleb)

- popatrz czasem każdemu napotkanemu człowiekowi głęboko w jego oczy jakby właśnie toczył bój o swoje życie a przekonasz się że nie jesteś w tym sam -

(notatka sponsorowana przez list Agi Zielonej Ukochanej oraz dwugodzinną nocną rozmowę przez płytę Janis Joplin przez rozmowę z Mistrzem i przez niesamowitą osobowość Biernatki bo jestem z Tobą i w weekend pogadamy...)

sobota, 4 października 2003

bez komentarzy

bo się nagadałam przez telefon od wczoraj że aż ho !!! dzięki !!!
z kasztanów sobie zupę ugotuję albo ludziki stworzę co? i że jeszcze 11 tygodni znaczy się 55 dni roboczych i potem już święta a potem dwa tygodnie i jeszcze dwa i - tak usłyszałam wczoraj i ciary po plecach i cicho policzmy to na godziny albo na minuty i wieczny czas czekania i twarde jesteśmy bo z twardymi trzymamy Joplinowy weekend z głową w chumarach deszczu gdzieś pomiędzy ósmym niebem a piętnastym drzewem wspomnień i workiem śmieci papierowych... chciałam jeszcze wiele
poczytajmy sobie lepiej


!!!
"kopert stos opada
jesień słów, zbióry liczb
opowiesć rwie się w pytanich
wybrane dni się lgną

zakotwiczone zdania
wiecznośc je wsysa
na stosie złom zapomniany
pichci nowy czas

nie można tak się wzbraniać
ze srodka twarz ci wydniała
oczów stos rozpędza na boki
popędliwość i złość"



"czasem gdy oczy potrafią mówić więcej niż słowa
a to co zrobione określa intencje
nie trzeba więcej
by zrozumieć
piekiełek masaż
ciarkami po plecach
i żłobienie
spęknięć
oczu
nie
nie łzami
niemocą"


"podchody
telefoniczne
gdy w gardło pali nietrawiony
wyrzut
nie wiadomo skąd dokąd
i po co
uciekaj skoro świt
jak powiem tylko śmierć
to tylko śmiech zostanie
niewiadomoco
niewiadomodlaczego
niewiadomoczy
..
już nie ma nieba sa tylko zatrute trupy świecących asfaltem oczodołów gwiazd
i pozamiatana morda księżyca
jak w kinie po seansie
czego tu
wypad
nie mam czasu
...
zmęczenie materiału
zmiana powietrza na czystsze
bez zniekształceń
i ciągota
do zmiany wody
w akwarium"

czwartek, 2 października 2003

że jeszcze coś chciałam...


- nie spędzaj czasu z ludźmi, którzy go dla ciebie nie mają –

- jeśli ktoś cię zrani to jego wina, jeśli zrobi to drugi raz sama sobie jesteś winna –

- nie trzeba być bogaczem, by ofiarować coś cennego drugiemu człowiekowi: można podarować mu odrobinę czasu i uwagi -

(to w związku z jutrzejszą rozmową dwojga dorosłych ludzi i trzymam kciuki sama wiesz najlepiej!!!)

to niesamowite jak poranki w czyimś zwykłym szarym życiu potrafią być cudowne

poniedziałkowy krakowski poranek to już historia ale trzyma tak mocno i zbiera do kupy wszystko co oczywiste co niedopowiedziane przed samą sobą to uświadomienie poczucia bezsensu i małej iskierki nadziei że może warto – kawa na balkoniku kawałek tortu i papieros – dziękuję


„czeka patrzy na zegar swych lat
gryzie chustkę z niecierpliwości
za oknem świat zszarzał i zbladł
a może już za późno na gości”

joy

tak niebanalnie ogarnęła mnie dziś dziwna radość ten błogi spokój ducha ciała i umysłu ten kubek kawy i deszcz i głos Anny Marii i dźwięki Pat`a i na czerwono zakwitła mi jedyna roślina w pokoju dopiero dziś przekładam kartki kalendarzy na październik chyba jest dobrze

z przerażeniem odwiedziłam z karolem kilka firm gdzie pieniądz i czas to jedno gdzie nie ma ludzi są stanowiska jest jeden wielki wyścig gdzie chyba nikt nie zna słowa dobroć gdzie... o nie proszę państwa ja już wolę do mojej fabryki to nic że na pół gwizdka bo przecież wiem że kiedyś stamtąd po prostu ucieknę

żyć to znaczy żyć z innych zżeramy siebie nawzajem nie powinniśmy w sobie gasić takich małych iskierek dobroci to daje siłę na trudne życie tak mi się wydaje bynajmniej w to wierzę

z rozmów o pijaństwie wyszło że źle być pijanym w samotności ale wystarczy podobno być dostatecznie pijanym wtedy jest dobrze

apropos pieniędzy wszystko co można za nie kupić jest po prostu tanie że banalnie brzmi? tak niebanalnie mi dziś wesoło wbrew wszystkiemu

(książkowo: „Szczury” Delibes,
muzycznie: Jazzanova „In between”, Swans „Feel good now”, John Coltrane „Blue train’)

piątek, 26 września 2003

...

karol prosi żebym koniecznie opisała dokładnie co robię teraz
to słucham sobie Trójki w wełnianych skarpetach – jak zwykle w piątek – otworzyłam drugą butelkę egri bikawer - trochę ze złości (jak zwykle rodzicielka) trochę z samotności trochę z radości i miłości do wszystkiego co mnie otacza muzyka świece zapach drzewa sandałowego gitara wygrany mecz siatkówki Mistrza (jak zwykle rodzinnie siatkówka nam idzie) sms`ów z wojtkiem jackiem dorotą anetą i agunią ... perspektywa jutrzejszego krakowa – to wszystko ... a zdjęcia oglądam z Bieszczad i płaczę nad nimi takie cudne i próbuję pozbierać się do kupy i wsłuchać się w Czyżykiewicza – taki mały paradoks zasłuchałam się dziś na rynku krakowskim (sam wiesz) a obok panienki w moim wieku że szkoda że z kimś tam nie spały – to ja się pytam o co w tym pieprzonym świecie chodzi bo ja tu rozanielona przy romantycznym Czyżykiewiczu a obok inny świat – tak koniecznie przespać się bo fajny był... ncm...

miała być zgrabna notatka o:
dniach ostatnich o Krakowie Alchemii o Bieszczadach o chmurkach autobusowych nad nami o kubkach kawy papierosach o piwach i okropnej żubrówce o ciepłych promieniach słonecznych o przecudownych barwach złotej jesieni Bieszczadu o spełnionych zachciankach kulinarnych o najpiękniejszych gwiazdach i niebie na odcinku Baza – dom o drugiej w nocy (jakoś mały wóz się schował plejadki były za to przednie) i że my nie stwarzamy sobie problemów i że my nie z tych co plackiem leżą ( a że pewnych zachowań nie tolerujemy to niech sobie pewien jegomość etykietę zmieni) o tym że bolące stopy i zestaw trauman & daktarin jak do rany przyłóż i o minionych wspomnieniach wrześniowych które bolą coraz mniej inaczej i o tym że sentymenty odeszły na inny tor i że trzeba być tu i teraz o grze w karty (sic!) o zaczytaniu się w Remarque o rozmowach balkonikowych (dzięki po stokroć) i o dystansie (powiedz mi jak można nauczyć się dystansu do tego co powinno dawać szczęście?) o odpoczynku psychicznym który chyba nigdy nie nadejdzie o chodzeniu po górach w sandałach o trzy numery za dużych o krótkich filmach grając drobne epizody typu „powitajmy maleńkiego” o zaskakującym telefonie pod Bukowym Berdem (kochana aneczka) o ośle niedopieczonych pstrągach i zaśmierdolonej jajecznicy i wetlińskiej zabawie

notatka miała być a i owszem o miłości

tymczasem jestem zbyt pijana żeby to wszystko pięknie opisać a wszystko zawarte jest w słowach Czyżykiewicza (dostaję czasem różne prezenty – muzyczno książkowe od karola - to jeden z tych niedocenionych) „Tańcz! – Parlando”


Konsekwencje mojego trybu życia –
gdzie są dzisiaj Emma Cindy Rebecka (takie imiona przybierały)
i więcej nie wiedziałem nic, No – istny kicz.
Witch była wśród nich najlepsza – co za szczęście, bezpieczna miłość z panienką zawsze gotową pod rękę: po prostu płacisz i masz w wykwintnym rynsztunku, w najlepszym gatunku pośladki, piersi, twarz – tańcz!

Mijały sobie kiedyś błogie dni, sobota za sobotą i wciąż nie wiedziałeś czyją jest robotą
strach przed kobietami i pieniędzmi (twój podręcznik)
zawsze odpowiedź miał gotową – cóż słowo, słowa
tak jak nic potrafią stać się tortury kaligrafią:
na szczęście inni martwią się już o to,
a twoją cnotą jest niemiłosiernie męski blask – tańcz!

Ciągle do ciebie piszę listy, choć ty na sposób oczywisty
wyrosłaś z tego, co już było – miłość nietrwała jest, jak mawiał
jeden z tych, co skradł twe ciało wtedy, gdy byłaś jeszcze małą
dziewczynką z zapałkami, gotową oddać się za Chanel 5
czy coś z tych rzeczy (słusznie zaprzeczysz); dziś mnie niezmiernie cieszy fakt, że wciąż odmawiasz nam spotkania, że się tak wzbraniasz uznania jestem pełen dla ciebie (zresztą sam już nie wiem). cóż, w doli swej nie jestem sam – tańcz!

(...)

Nieraz bezczynnie w parku siedzę, staram się sobie odpowiedzieć jakie motywy miałeś Jezu, żeby tak skończyć, wszak w pacierzu
owoc żywota pochwalony; chociaż bez żony, dzieci, trwałych środków żyłeś, wyrzec się ciała, na śmierć skazać w konszachcie z Ojcem swoim, (Boże!) to przecież gorzej być nie może po takiej pięknej życia drodze. Tak się ustala każdą skalę, ludzkie cierpienie zna swą miarę. (...)

Zżyma się często (też mi męstwo) jeden z drugim
na tę epokę, powiedzcie jak jej dosyć można mieć,
gdzie spojrzeć krew i klęski żywiołowe (ciekawe co dziś, klecho, powiesz)
i wszędzie śmierć zagląda w oczy,
no żeby tak psioczyć, tak wybrzydzać, przecież to wszystko palce lizać, zwłaszcza wieczorem przed telewizorem.

Na wytartych schodach, pod niebem starym jak słońce
stoję – popołudnie gorące pulsuje;
tak się zaczyna każda misja,
znaleźć po swojemu fragment świata, zbratać się z nim (tak czyń)
i nie żałować serca, słowa mądrego,
dobrego słowa, po drogach wędrować,
zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas.
Tańcz!